En Pl
Strona główna | Tablica | Hyde Park | O stronie

Randka z Przeznaczeniem
Po nakręceniu The Wiz, ale zanim film został zrealizowany, powróciła praca typowa dla The Jacksons. Jednakże teraz, jeśli chodzi o rodzinę i karierę, Michael czuł się inaczej. Usatysfakcjonowany pracą w Nowym Jorku, wychwalany przez ludzi których opinie były dla niego ważne, poczuł w sobie nową pewność siebie, że może poradzić sobie sam jako artysta. Chciał zacząć pracę nad solowym albumem który obiecało mu Epic tak szybko, jak to tylko możliwe, chociaż reszta rodziny chciała skoncentrować się nad płytą zespołu dla wytwórni. Rodzina znowu wygrała.



Zespół wszedł do studia żeby nagrać Destiny, pierwszy album zespołu który miał być napisany i wyprodukowany przez sam zespół. Chociaż Jacksonowie to zrobili, istotnie napisali wszystkie piosenki z wyjątkiem jednej, szef produkcji Bobby Colomby i Mike Atkinson zrobili większość jeśli chodzi o produkcję. Kiedy pojawiły się jakieś sprzeczki co do tego, jaki kredyt zaufania powinni otrzymać, Michael był jedynym z braci, który czuł że Colomby i Atkinson powinni być uznani jako szefowie produkcji.



Destiny była, zdecydowanie, najbardziej ekscytującym albumem Jacksonów w chwili obecnej, włączając wszystkie nagrane w Motown. Pierwszy raz zespół zmontował spójnie skonstruowany album. Nie było żadnych piosenek które miały stanowić materiał wypełniający; wszystkie osiem piosenek były warte uwagi.



Co więcej, Michael nigdy nie brzmiał lepiej, niż na tym albumie. Jego rozmarzona ballada „Push Me Away”, z jej orkiestrowym podkładem i zachwycającą melodią jest beztroska i zaśpiewana bez żadnego wysiłku. Lecz kiedy przyjrzeć się temu z bliska, staje się oczywiste, że to co Michael wykonał jest dokładnie zamierzone i precyzyjne. Wiedział dokładnie jak ma wyśpiewać swoje biorące się prosto z serca myśli i nakreślić treść piosenki, żeby stworzyć właściwy nastrój. Jako rezultat lat pracy w studio i przed publicznością, oraz prawdziwej miłości do śpiewania, stał się intuicyjnie fantastycznym stylistą.



Chociaż zaczęło się źle, (energetyczny popowy utwór „Blame It on the Boogie” wydany jako pierwszy singiel nie doszedł w Stanach Zjednoczonych nawet do Top 40, ale w Wielkiej Brytanii wypłynął na Top 10), Destiny wiodło się dużo lepiej niż Goin’ Places. Prawdziwym majstersztykiem był hipnotyzujący „Shake Your Body (Down to Ground)” napisany przez Michaela i Randy’ego. Zrealizowany w lutym 1979 roku był największym hitem albumu, docierając do pozycji siódmej na popowej liście przebojów i sprzedając się globalnie w dwóch milionach egzemplarzy. „Shake Your Body” uosabia współczesny trend disco z pierwszorzędnym głównym wokalem śpiewanym przez Michaela, zgranym, jakby impertynenckim chórem złożonym z braci i upartym, trwającym przez cały utwór backbeatem. Piosenka wciąż jest szanowana przez wielu krytyków muzycznych jako perfekcyjne nagranie taneczne i jedna z najważniejszych w dorobku The Jacksons.



The Jacksons udzielili prasie wielu wywiadów na temat ich nowego albumu, często podkreślając, że piosenki pisali od lat, ale Destiny odznaczyła się tym, że po raz pierwszy mogli zdominować album swoimi własnymi kompozycjami. Opuścili Motown, żeby właśnie to robić i mieli dobry powód by czuć, że triumfowali. Z pewnością nie mogli być krytykowani z punktu widzenia umiejętności pisania piosenek; udowodnili to sobie płytą Destiny. Jednakże, co było uderzające jeśli chodzi o braci w tamtym czasie, wciąż byli niezdolni do rozmawiania o swojej muzyce z władzami. Zamiast tego bracia – dwudziestosiedmioletni Jackie; dwudziestopięcioletni Tito; dwudziestojednoletni Marlon; dwudziestoletni Michael i szesnastoletni Randy – byli jednomyślni w swoich komentarzach, serwując jedynie sterty frazesów typu jak „cudownie” jest pisać i produkować swoją własną muzykę. Przez wiele lat byli trenowani w Motown, żeby mówić tylko to, co mieli powiedziane żeby mówić. Teraz możliwość wyrażenia tego co naprawdę myślą do prasy sprawiła, że nie wiedzieli jak to zrobić.



Byłem jednym z reporterów, kiedy The Jacksons mówili o tym, do kiedy będą promować Destany. Odkąd przeprowadzałem z nimi wywiady tak wiele razy w przeszłości, wiedziałem jasno o ich dogłębnych muzycznych dyskusjach. Jednak czas, który z nimi spędziłem tego sierpniowego dnia 1978 roku był pamiętny nie tak bardzo z tego powodu co mówili o swojej pracy, jak z powodu tego co zaobserwowałem jeśli chodzi o relacje między nimi.



Kiedy zatrzymałem się w posiadłości Jacksonów w Encino z moim fotografem, złowróżbna, czarna, kuta brama była otwarta, więc mogliśmy wjechać na okrągły podjazd, na którym zaparkowane były Cadillaki, Rolls-Roysy i Mercedesy-Benz. Trzy pilnujące psy, zamknięte w ogrodzeniu na końcu podjazdu, rzucały się na łańcuchowe ogrodzenie, ich groźne szczekanie stanowiło kontrast do piskliwego płaczu trzech dużych pawi także zamkniętych w klatce w pobliżu.



Patrząc dokoła, zauważyłem wykonany na zamówienie napis JACKSON 5 BOULEVARD na pobliskim pniu drzewa. Pamiętałem przyjęcie w którym uczestniczyłem rok wcześniej podczas którego Michael i Jermaine dumnie przybijali napis do drzewa, zrobiony dla nich za udział w „Dniu Jackson 5” w Gary. Po lewej stronie był kort gdzie ja i kilku innych reporterów słabeuszy stanęliśmy po obu stronach siatki z Michaelem, Janet i LaToyą, podczas gdy bracia i członkowie the Temptations grali w piłkę. Teraz, kiedy spojrzałem na dwupiętrowy dom, zauważyłem czworo ludzi patrzących na mnie w dół: Michael, LaToya, Randy i Katherine mieli poważne twarze przyciśnięte do szklanych szyb, wyglądali jak więźniowie.



Dwudziestodwuletnia LaToya wyglądająca świeżo i młodzieńczo w białym stroju do tenisa, otworzyła nam frontowe drzwi. Kiedy Michael podszedł chwilę później, przeprosiła i pobiegła prędko na podjazd, wsiadła do sportowego czerwonego mercedesa i oddaliła się pędem z piskiem hamulców

„Cieszę się, że mogę cię powitać,” powiedział Michael, kiedy podaliśmy sobie ręce. „Dobrze cię znowu widzieć.”

Ubrany był w żółty T-shirt, czarne dżinsy i kapelusz safari, wokół którego kłębiło się jego afro. Jego stopy były bose. Mówił dziwnym cichym falsetem, który wydawał się nawet delikatniejszy niż ostatnim razem, kiedy rozmawialiśmy. Dokładnie za tydzień miał skończyć dwadzieścia lat.



Michael poprowadził nas przez dom ku salonowi. Wielka żółto-zielona papuga siedziała przycupnięta na gzymsie na zewnątrz okna, łuskając orzeszki ziemne. Czerwono-niebiesko-żółta kakadu przyglądała się nam ostrzegawczo przez inne okno. Kiedy siadaliśmy, do naszych uszu doszło przenikliwe skrzeczenie.

„Jak możesz nie poczęstować swoich gości lemoniadą?” zapytała Katherine, kiedy weszła do pokoju.

Chociaż kulała, szła przez pokój z całkowitą pewnością siebie i znosiła tę ułomność po królewsku. Miała czterdzieści dziewięć lat.

„Oh, przepraszam,” zamruczał Michael. Popędził do kuchni, dając mi szansę nadrobić zaległości z Katherine, podczas gdy fotograf ustawiał swój sprzęt.



Salon utrzymany był w tonacji bladych żółci, delikatnych zieleni i surowej bieli z odrobiną różu. Gdzieniegdzie na ścianie było trochę jaskrawości. Katherine powiedziała mi że sama zaprojektowała ten motyw żeby nadać całej dekoracji klasę. Była gotowa do przemalowania kuchni, powiedziała. Później wspomniała, że ulubionym jedzeniem Michaela wtedy było gorące zawijane ciasto z nadzieniem z jabłek i słodkie placki ziemniaczane.

„Ostatnio nie mogę nakłonić go żeby jadł cokolwiek. Mówię i mówię,” powiedziała skonsternowana. „Trwam w przekonaniu, że będzie jadł gdy zgłodnieje, ale ten chłopak nigdy nie jest głodny. Czy zauważyłeś, jaki jest chudy? To mnie martwi.”



Spojrzałem dookoła.

„Te ostatnie kilka lat to z pewnością dobre lata,” stwierdziłem. „Może najlepsze w pani życiu?”

„Naprawdę nie,” odpowiedziała. „Najlepsze lata pozostały w Gary,” powiedziała, w jej oczach pojawiła się refleksja. „Mieliśmy jedną sypialnię dla chłopców i wszyscy spali na trzypiętrowym łóżku. Zanim poszli spać, śpiewałam im ludowe piosenki. Zawsze chciałam zostać gwiazdą country,” powiedziała, „ale kto kiedykolwiek słyszał o czarnej gwieździe country, w tamtych latach?”



Katherine wstała i poszła do małego, antycznego biurka w rogu pokoju. Otworzyła szufladę i wyciągnęła fotografie.

„Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi,” powiedziała, pokazując mi zniszczone zdjęcie. Była na nim cała rodzina, pozująca przed domem na Jackson Street. „Oddałabym wszystko co mam teraz, za jeden tylko dzień z tamtych lat w Gary, kiedy to wszystko było prostsze. Kiedy po raz pierwszy przyjechaliśmy do Kaliforni, nie wiem, ile razy mówiłam <Chciałabym, żeby to tak się potoczyło, żebyśmy byli w Gary>. Ale nic już nie było takie samo,” dodała, dotykając palcami zdjęcie. „Wszystko teraz się zmieniło.”



Michael wrócił do pokoju z dwoma szklankami lemoniady. Dał mi jedną, a jedną fotografowi i usiadł na krześle w pozycji kwiatu lotosu. Katherine przeprosiła i wyszła.



Podczas naszego dwugodzinnego wywiadu, Michael dzielił się swoimi myślami w najróżniejszych tematach.

„Nie wiem zbyt wiele o polityce,” przyznał się w pewnym momencie. „Ktoś powiedział mi ostatnio że Prezydentem jest Gerald Ford.” Zachichotał; był w dobrej formie, wcale nie był nieśmiałą, samotną supergwiazdą którą stanie się za kilka lat. Śmiałem się razem z nim, myśląc, że żartuje, ale on nie żartował. Mówił poważnie. „Pamiętam, jak był Vice-prezydentem, ”Michael kontynuował w zamyśleniu. To pamiętam. Ale Prezydentem?” Wzruszył bezradnie ramionami. „To mi umknęło.”



Zaskoczony jego niedoinformowaniem, zapytałem:

„Jak możesz nie być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami? Czytasz gazety? Oglądasz TV?”

"Oglądam programy animowane dla dzieci,” powiedział mi, jego oczy się zaświeciły. „Uwielbiam je. Kocham Disneya. Królestwo Magii. Disneyland. To takie cudowne miejsca. Walt Disney był marzycielem, tak jak ja. I sprawił, że jego marzenia się spełniły, tak jak moje. Mam nadzieję.”

„A co z tym, co dzieje się obecnie?”



Michael popatrzył na mnie bez wyrazu.

„Co się dzieje obecnie?”

„Czytasz wiadomości?” zapytałem.



Potrząsnął głową.

„Zrozum, kocham show biznes. Cały czas słucham muzyki. Kocham stare filmy. Filmy Freda Astaire’a. Gene Kelly, kocham. I Sammy [Davis]. Mogę oglądać tych facetów całymi dniami, dwadzieścia cztery godziny na dobę. To jest to, co kocham najbardziej.”



Przez chwilę rozmawialiśmy o starych filmach, i o jego zaangażowaniu się w The Wiz. Potem zapytałem, co widzi jako swoje największe zawodowe osiągnięcie.

„Dokonanie tego, czego oczekuje ode mnie Joseph.”

„Dokonanie tego, czego oczekuje od ciebie twój ojciec jest twoim zawodowym osiągnięciem?” zapytałem.



Michael przemyślał jeszcze raz moje pytanie.

„Tak,” zdecydował. „To jest moim zawodowym osiągnięciem.”

„A twoje osobiste osiągnięcie?”

„Moje zawodowe osiągnięcia i osobiste osiągnięcia to to samo,” powiedział z niepokojem. „Po prosto chciałem występować. Popatrz, kiedy byłem w szkole w drugiej klasie, nauczyciel zapytał mnie czego bym sobie życzył. Powiedziałem, że chciałbym mieszkać w rezydencji, że chciałbym pokoju na świecie, i żebym mógł występować na scenie… O czym jeszcze porozmawiamy?”

„Czy masz jakichś przyjaciół, którym się naprawdę zwierzasz?”



Michael zaczął się wiercić.

„Nie, nie bardzo. Jestem raczej samotny.”

„A co z Tatum?” byłem ciekawy.



Michael zastanowił się nad pytaniem.

„Ona jest miła,” powiedział. „Była ze mnie zadowolona, kiedy grałem rolę w The Wiz. Ona i Ryan wspierali mnie, pomagali uczyć się roli. Tatum mnie rozumie. Będzie uczyć mnie prowadzić samochód. Przedstawiła mi wielu ludzi, sławnych, sławnych ludzi.”

„A jacyś inni przyjaciele?”

„Cóż, mam jedną przyjaciółkę,” powiedział. „Bardzo kochaną, bliską przyjaciółkę, której mogę powierzyć najgłębsze, najciemniejsze sekrety, bo wiem, że nie powie o nich nikomu. Nazywa się... „Przerwał, żeby spotęgować dramatyczny efekt. „Pani Diana Ross.”

„Masz głębokie, ciemne sekrety, Michael?”



Roześmiał się.

„Każdy ma jakieś głębokie, ciemne sekrety.”



W tym miejscu do Michaela dołączyli Jackie, Tito, Marlon i Randy. Rozmawialiśmy o sukcesie zespołu w Motown i o fanatycznej histerii, jaką wzbudzała ich sława.

„Kiedyś w sklepie z płytami w San Francisco, ponad tysiąc dzieciaków nagle się pojawiło, powiedział Michael przyciszonym tonem. „Pchali się do przodu i wybili okno. Duży kawałek szkła spadł na dziewczynę i poderżnął jej gardło.” Michael szybko przejechał wskazującym palcem wzdłuż szyi.

„Michael nie rób tak. To przerażające,” powiedział Randy.



Michael zignorował swojego młodszego brata i kontynuował swoją historię.

„Po prostu miała rozciętą szyję. I pamiętam że tam było tyle krwi wszędzie. O Boże, tak wiele krwi. Złapała się za gardło, krwawiąc, a każdy po prostu ją ignorował. Dlaczego? Ponieważ ja tam byłem a oni chcieli mnie dotknąć i dostać mój autograf.” Michael westchnął. „Ciekawe, co się stało z tą dziewczyną.”

„Prawdopodobnie umarła,” wymamrotał Tito, udając śmiertelną powagę.



Fani byli takim samym przekleństwem, jak i błogosławieństwem.

„Mieliśmy trzy obronne psy. Jeden nazywał się Heavy, drugi Black Girl, trzeci nie miał imienia,” mówił Michael. „Musieliśmy je mieć. Kiedyś jakaś pani przeskoczyła przez bramę na stronę domu i usiadła na ziemi, w dole. Wróciliśmy do domu, a ona popatrzyła na nas i co powiedziała?” odwrócił się po pomoc do Marlona. „Co ta pani powiedziała?”

„Powiedziała, <Jestem tu, bo Bóg mnie przysłał>”, przypomniał Marlon.

„Bóg ją przysłał,” powtórzył Michael.



Jackie się roześmiał.

„Tak, Bóg ją przysłał, żeby siedziała w norze u The Jackson 5 i czekała na nich aż wrócą, żeby mogła dostać swój autograf i może też jakieś zdjęcie z nimi. To była jej boska misja.”

„A raz, całej rodzinie udało się dostać do posiadłości, i zwiedzali sobie dom,” kontynuował Michael. „Oglądali sobie wszystkie nasze rzeczy. Chcieli się dowiedzieć o nas najbardziej osobistych rzeczy. I Janet była tutaj wtedy. Była przerażona. A czasami fani zadają zwariowane pytania. Oni się nie zastanawiają, czy to może być realne. Kiedyś fan zadał mi najbardziej kłopotliwe pytanie, jakie tylko mógł zadać, i to przy wszystkich. Zapytał, <Czy chodzisz do ubikacji?> Byłem taki zakłopotany.



W środku wywiadu, dobroduszne przekomarzanie wśród braci zmieniło się na złośliwe, kiedy któryś poruszył temat przezwisk.

„Mike ma przezwisko” wspomniał Jackie, a jego oczy się śmiały. „To dobre przezwisko.”



Roześmiana twarz Michaela zamieniła się na poważną.

„Nie, Jackie,” ostrzegł. Odwrócił głowę.

„Nazywamy do….”

„Proszę, chłopaki!” błagał Michael.

„Wielki Nochal,” zakończył Jackie.



Bracia śmieli się między sobą. Michael zmienił pozycję na krześle.

„Tak, Wielki Nochal,” powtórzył z szerokim uśmiechem Marlon. Dosięgnął Michaela i walnął go żartobliwie w ramię. „Co się stało, Wielki Nochalu?”

Michael rzucił na Marlona zjadliwe spojrzenie. Jego usta się otworzyły, ale żadne słowa nie wyszły. Mówił już o wiele mniej, dopóki bracia byli obecni.



Po wywiadzie wyszliśmy na zewnątrz, żeby zrobić zdjęcia w gorącym, kalifornijskim słońcu. Joseph, ciężki, mierzący sześć stóp, z pieprzykiem na twarzy, cienkimi wąsami, i diamentowym, różowawym pierścieniem wielkości kuli do gry, zbliżył się do mnie.

„Widzisz, mam swoją filozofię odnośnie wychowywania dzieci,” powiedział, zatrzymując mnie. „Mój ojciec był ostry. Był nauczycielem i traktował mnie jakbym był jego uczniem, a nie synem. Nigdy nie miałem żadnych przywilejów, że byłem jego synem. Jestem zadowolony, że tak było. Byłem surowo wychowywany, kiedy byłem mały i dlatego jestem zdolny do tego, by wiele osiągnąć. I moje dzieci też wychowywałem surowo i zobacz co osiągnęły. Myślę, że dzieci powinny się bać swoich rodziców. To dobrze, kiedy się ciebie boją. To dobrze dla nich, i także dobrze dla rodziców. Zrobiłem wszystko, jak mogłem najlepiej dla tych chłopców, powiedział, wskazując na nich gdy pozowali do fotografii.

„Czy nigdy pana nie rozczarowali?” zapytałem.



Bolesny wyraz dało się zobaczyć na jego twarzy.

„Wiele razy,” odpowiedział. „Jermaine jest z Barry’m w Motown, zamiast z nami. Wybrał Berry’ego. Czy ty wiesz, jak ja się przez to czuję? To mnie zraniło bardzo.” Joseph uderzył się pięścią po lewej stronie klatki piersiowej. „Byłem rozczarowany także i w innych przypadkach,” kontynuował. „Ale nie sądzę, abym pozwolił kiedykolwiek moim chłopcom unieszczęśliwić się. Gdybym pozwolił, to byłaby szkoda dla nich. Robisz najlepsze, co możesz zrobić, wychowując dzieci,” powiedział, uśmiechając się. „Dobrze jest, kiedy oni oczekują czegoś. Zawsze mieli rozrywkę i ja miałem, mając z nimi próby. A oni też grają w sporty wyrabiające charakter, takie jak football i koszykówka. Jackie, gdyby chciał, mógł być koszykarzem, w ważnej drużynie Chicago White Sox. Wszyscy są dobrzy w sportach, z wyjątkiem Michaela, który nigdy nie podniósł kija baseballowego w całym swoim życiu.” śmiał się Joseph. To był niespodziewany moment szczerości z jego strony. „Myślę że nie wiedziałby, co z tym kijem zrobić. Żartujemy z niego, ale on tego nie lubi. Michael zawsze był wrażliwy,” zauważył. „Jednak jest jedna rzecz, jeśli chodzi o Michaela,” dodał, „odkąd skończył cztery lata, chciał występować na scenie. I zawsze chciał być najlepszy. To dlatego nie lubi sportu, bo jego bracia mogą go rozgromić i być lepszymi od niego i wie że w sporcie nie będzie najlepszy. Ale w muzyce Michael wie, że jest najlepszy. A mówiąc o Michaelu, Marlon powiedział mi, co się dziś stało. Mógłbyś nie pisać o tej sprawie z przezwiskiem Michaela?,” zapytał. „Chłopak jest tak wrażliwy jeśli chodzi o jego nos,” dodał Joseph. „Czy widzisz coś złego w jego nosie? To wszystko dlatego, że zawsze mówi o tym swoim cholernym nosie. Odgraża się, że go poprawi, ale co on może z tym zrobić? Mówiłem mu, że popsuje sobie twarz, jeśli kiedykolwiek go będzie poprawiał. „Zielone oczy Josepha migotały. Odrzucał głowę do tyłu i ryknął śmiechem. „Nie poprawisz czegoś, co nie jest zepsute,” dodał. „Ma dobry nos. Wygląda jak mój.”



Następnie wróciliśmy z Michaelem do salonu, żeby zakończyć myśli dotyczące jego życia i kariery. Patrzyliśmy z fotografem, jak Michael kładzie swoją lewą nogę na prawe kolano i w roztargnieniu dziobie paznokcie u nogi.

„Kiedy nie jestem na scenie, nie jestem sobą. Jestem inny,” zauważył. „Jestem uzależniony od sceny. Jeśli nie występuję przez długi czas, dostaję szału. Zaczynam płakać, zaczynam być dziwny i panikuję. Nie żartuję. Tak jest. Zaczynam tańczyć w domu.”



Zaczął mówić gwałtownie.

„To tak, jakby część mnie była zaginiona i ja chcę odzyskać ją z powrotem, bo jeśli tego nie zrobię, nie będę kompletny. Więc muszę tańczyć i śpiewać, rozumiesz? Mam takie łaknienie. Scena jest jedynym miejscem, gdzie czuję się komfortowo. Nie czuję się komfortowo wśród …” przerwał, szukając odpowiednich słów, „normalnych ludzi. Ale kiedy jestem na scenie, otwieram się, i nie mam żadnych problemów.” wydawał się podenerwowany, wytrącony z równowagi. „Cokolwiek zdarzyło się w moim życiu nie ma znaczenia. Jestem ponad tym, wolny, i mówię sobie, <To jest to. To jest dom. To jest dokładnie to miejsce, gdzie powinienem się znajdować, gdzie Bóg przeznaczył mi być.> Kiedy jestem na scenie, jestem nieograniczony. Jestem najlepszy. Ale kiedy jestem poza sceną,” wzruszył ramionami, „Wcale nie jestem taki… „ znowu przerwał, próbując znaleźć właściwe słowo. „Szczęśliwy.”



Wcześniej tego dnia przeprowadzałem wywiad z Sidneyem Lumetem, reżyserem The Wiz.

„Michael Jackson jest najbardziej utalentowanym artystą estradowym, pierwszym do osiągnięcia szczytu od czasów Jamesa Deana,” powiedział mi Lumet. „Jest wspaniałym aktorem i tancerzem, prawdopodobnie jednym z najbardziej unikatowych artystów estradowych z jakimi kiedykolwiek pracowałem.”



Podzieliłem się tą uwagą z Michaelem. Przez moment wydawał się zakłopotany. Później zapytał mnie:

„Kto to jest James Dean?”



Później zaczął mówić o swojej roli Stracha na Wróble w The Wiz.

„To, co podoba mi się w moim bohaterze,” zauważył, „to jego zagubienie. On wie, że ma problemy, chyba mógłbyś je nazwać. Ale on nie wie, dlaczego je ma, czy w jaki sposób się ich nabawia. I rozumie, że widzi rzeczy inaczej niż inni, ale trudno mu sprecyzować dlaczego. Nie jest taki jak inni ludzie. Nikt go nie rozumie. Więc idzie przez całe swoje życie z tym… , oh,” przerwał, „zagubieniem.”



Michael wyglądał jakby był daleko, wydawało się jakby teraz pogubił się we własnym procesie myślowym. „Wszyscy myślą, że on jest bardzo szczególny, ale, tak naprawdę, on jest bardzo smutny. On jest tak bardzo, bardzo smutny. Rozumiesz?” Zatrzymał na mnie zadumane spojrzenie i zapytał znowu. „Rozumiesz jego smutek?”



Autor tłumaczenia: aga


Masz uwagi do tekstu? Podoba Ci się tłumaczenie? A może zauważyłeś błąd? Napisz!


Please leave following field blank:

Komentarze

05/06/11 21:25 marjol
Nie rozumiem jak można PUBLICZNIE mówić o takich sprawach , wiedząc , że to zaboli daną osobę ???????

29/05/11 11:41 Aga
A no i jeszcze kwestia nosa. Takie było pewnie źródło operacji plastycznych - źródło tego co się później działo. Przeznaczenie.

29/05/11 11:38 Aga
To taka gra słów. Z jednej strony czas, kiedy nagrali płytę "Destiny", czyli "Przeznaczenie", z drugiej strony The Wiz, to wszystko co odczuwał w związku z rolą stracha na wróble, utożsamienie się z nim, zagubienie, niezrozumienie i mądrość życiowa. To jak później potoczyło się jego życie. W The Wiz jest jeszcze postać właśnie tego czarodzieja, który też jest niezwykle chyba ważną postacią, którą naprawdę też można powiązać z Michaelem. I inne postacie też. To jest naprawdę bardzo mądra bajka. I to jego zdanie: "„to jego zagubienie. On wie, że ma problemy, chyba mógłbyś je nazwać. Ale on nie wie, dlaczego je ma, czy w jaki sposób się ich nabawia. I rozumie, że widzi rzeczy inaczej niż inni, ale trudno mu sprecyzować dlaczego. Nie jest taki jak inni ludzie. Nikt go nie rozumie. Więc idzie przez całe swoje życie z tym… , oh,” przerwał, „zagubieniem.” Czyż to nie była "randka z przeznaczeniem"? No i to właśnie na planie The Wiz tak naprawdę dotarło do niego, ile jest wart.

29/05/11 11:03 gość
Tu Joseph mówi,że nos Michasia jest oki,a sam go krytykował.Ehh...Czemu ten rozdział nazywa sie"Randka z przeznaczeniem"?

28/05/11 10:23 Jolanta
dziękuję - aga-; Michael'a kochały miliony,a jednocześnie czuł się bardzo samotny;smutno,że nawet bracia dokuczali Mu ,wyśmiewając nos,niby przezwiskiem,co było bolesne dla tak delikatnej duszy.Nie dziwi mnie,że nieraz nie wiedział,co dzieje się wkoło,bo ludzie genialni przeważnie żyją w swoim świecie; Michael zawsze mówił,że scena jest Jego domem,kochał to,to był Jego żywioł,którym się karmił. Dzieci powinny bać się rodziców- to najgłupsze słowa,jakie słyszałam w moim życiu,idiotyczna ta filozofia Joe'go postępowania z dziećmi; dzieci winny szanować rodziców i jednocześnie czuć się kochane przez nich.Michael'u- byłeś,jesteś i będziesz w mym sercu,ratowałeś i nadal ratujesz mnie z niejednej opresji,a Twój głos jest najlepszym lekarstwem dla mej duszy i serca; kocham

27/05/11 22:45 Aga
Mam to samo co ty @neto. Kiedy czuję że coś się źle dzieje to znak, że muszę włączyć Michaela. Więc serwuję sobie terapię. Zawsze pomaga. Może też przydałby mi się psychoanalityk...

27/05/11 22:45 gośiwonnać
daje do myslenia

27/05/11 22:27 @neta
Ja zaś bez muzyki Michaela czuje się kompletnie zagubiona w życiu.Kiedy ją włączam wszystko wraca na właściwe tory.To jak ładowanie akumulatora:) Zagubiony chłopczyk i siłacz na scenie.Dziękuje Ago za kolejny rozdział

27/05/11 22:10 Aga
Dzięki, już poprawione. A co do tego psychoterapeuty? Hm... Trudno powiedzieć. Może byłoby tak jak z jego nosem... bo jak powiedział Joseh „Nie poprawisz czegoś, co nie jest zepsute,”. Dusza Michaela była piękna. Psychoanaliza mogłaby pomóc albo zaszkodzić. Merylin Monroe nie pomogła. Życie Michaela prawdopodobnie potoczyło się dokładnie tak, jak się miało potoczyć. Destiny. A może nie...

27/05/11 21:53 gość
Szkoda,że Michael nie zwrócił się z problemami swojej duszy do psychoterapeuty,że nie widział takiej potrzeby,może wtedy jego życie potoczyłoby się inaczej.

27/05/11 21:51 MałgoŚ
Ago, dzięki! Mała uwaga reżyserem The Wiz był Sidney (a nie Disney) Lumet, zmarł w kwietniu tego roku.

27/05/11 21:48 juka
Wspaniały rozdział, i daje do myślenia... Dzieki Ago.