En Pl
Strona główna | Tablica | Hyde Park | O stronie

HIStory, Blood on the Dance Floor i Invincible
Michael Jackson przetrwał wyniszczające oskarżenia o molestowanie dzieci dekadę wcześniej, ale można twierdzić, że nie bez poważnego uszczerbku dla swojej kariery muzycznej. Faktem było, że sprzedaż jego płyt dramatycznie spadła po 1993 roku.

W 1995 roku wydano podwójną płytę CD „HIStory – Past, Present & Future, Book 1”. Pakiet zawierał 15 jego największych hitów („Beat It”, „Billie Jean” i całą resztę) oraz 15 nowych piosenek, takich jak skłaniający do refleksji „Stranger in Moscow”, elegancka „Earth Song” czy „Scream” (w duecie z Janet, pierwszy singiel z płyty).

„You Are Not Alone”, które także znalazło się na płycie, dołączyło do grona najlepszych piosenek Michaela; stworzyło historię w Ameryce lądując, jako pierwsza piosenka w historii, prosto na pierwszym miejscu notowania Billboardu w pierwszym tygodniu. Znalazło się także na szczycie listy przebojów w Wielkiej Brytanii, po debiucie na trzecim miejscu. Słuchając „You Are Not Alone” człowiek zastanawia się, ile razy Michael próbował mówić sobie, podczas swoich najbardziej czarnych i bolesnych chwil, że w swoim życiu ma oparcie w sile wyższej, czy nawet w przyjaciołach i rodzinie - niezależnie od tego czy faktycznie w to wierzył czy nie.

Jedynym problemem z „You Are Not Alone” był dziwny teledysk, w którym Michael i Lisa Marie baraszkują półnago na tle nieskończonej zasłony. „Nie wiem czemu to zrobiłam” mówi Lisa. „Dałam się ponieść chwili. To było coś fajnego - być w teledysku Michaela Jacksona. Daj spokój!” W rzeczywistości, ta półnagość nie miała sensu i była odrobinę dekoncentrująca; widz patrząc na nich chciał aby z powrotem się ubrali.

Kolejnym utworem wybijającym się jest wersja Michaela utworu Charliego Chaplina „Smile”. Cóż za pokaz umiejętności wokalnych i przekazu jest w tej piosence! Michael nigdy nie brzmiał bardziej szczerze, wspanialej. Piosenka miała wyjść jako singiel, ale odwołano to w ostatniej chwili gdy uznano, że najprawdopodobniej nie jest wystarczająco komercyjna. Jednak kilka promocyjnych CD - teraz obiektów kolekcjonerskich - wyciekło, z okładką ze zdjęciem Michaela zawadiacko przebranego za Charliego Chaplina.

Wielkie posągi Michaela zostały wybudowane i odsłonięte w kilku europejskich miastach w czasie premiery płyty. (Tylko Michael mógł mieć wielką statuę siebie samego pływającą po Tamizie jako element promocji!) Dodatkowo zaczęły się kontrowersje dotyczące tekstu do „They Don’t Care About Us” - oskarżono Michaela o antysemityzm z powodu fragmentów tekstu „kike me” [tłum: „kike” to obraźliwe, rasistowskie określenie Żyda, czyli w tekście było „zróbcie ze mnie Żyda”] i „jew me” [tłum: „jew” oznacza po prostu „Żyd”, czyli ponownie „nazywajcie mnie Żydem”]. W rezultacie zastąpił je ostatecznie słowami „strike me” [tłum: „uderzcie we mnie”] i „do me” [tłum: „przelćcie mnie”]. Jednak każda prasa dla Michaela z reguły jest dobrą prasą, jeśli jest w trakcie promocji płyty. HIStory sprzedało się w około 15 milionach kopii na całym świecie, co było spadkiem w porównaniu do Dangerous, któremu udało się osiągnąć poziom 27 milionów (Bad sprzedało się w 25 milionach; Thriller doszedł do 52 milionów, a Off the Wall do 15 milionów). Jednak i tak, HIStory było wielkim sukcesem - zarówno artystycznym jak i komercyjnym - mimo że często ignorowanym przez media, które wciąż zajęte były przewrotnym i bardzo zajmującym prywatnym życiem Michaela.

Blood on the Dance Floor – History in the Mix, album Michaela z 1997 roku, zawierał 5 nowych piosenek oraz 8 wcześniej niepublikowanych, niesamowitych miksów tanecznych utworów z HIStory, takich jak „Scream”, „You Are Not Alone” i „Stranger in Moscow”. Kilka z nowych piosenek na Blood też jest godnych odnotowania. „Ghosts” wyróżnia się, być może dzięki bardzo sugestywnemu, pełnemu magii, stylowemu, długiemu video Michaela „Ghosts”, w którym zmienia się w starego, białego faceta bez poczucia rytmu. (Ten film to klasyczny Michael Jackson, który trzeba zobaczyć!)

Złą wiadomością dla Michaela było to, że składanka nie odniosła sukcesu w Ameryce; została odrzucona przez krytyków oraz przez większość słuchaczy, którzy wydawali się zdezorientowani, nie wiedząc czy jest to nowa płyta czy jakaś hybryda - kompilacja wcześniejszych piosenek. Fani Michaela w Wielkiej Brytanii jednak nie zawiedli: Blood było wielkim hitem na wyspach, startując z singlem „Blood on the Dance Floor” debiutującym na pierwszym miejscu listy przebojów; potem wydano album. Prawdę mówiąc, w całym jego katalogu może nie być nic lepszego od „Blood on the Dance Floor” - piosenki, o której wielu amerykańskich fanów Michaela nawet nie wie, że istnieje, tak bardzo była przeoczona. Sam ją napisał i wyprodukował.

Blood sprzedało się tylko w 4 milionach egzemplarzy na całym świecie. Mimo, że nie w porządku byłoby porównywać sprzedaż albumu z prawie samymi remiksami do sprzedaży jego innych albumów, i tak był to kiepski wynik. Ten album oraz film „Ghosts”, jak wiele rzeczy, które Michael robił w tamtym czasie, zostało zagubione w ciągłych kontrowersjach w jego świecie: trwający wciąż zamęt dotyczący jego dzieci, Lisa Marie, Debbie Rowe... Bez tego, ta robota godna gwiazdy na pewno znalazłaby doceniającą publiczność.

Trzeba też zauważyć, że przez te słabe wyniki, zarząd Sony przestał postrzegać Michaela jako „niezwyciężonego”. Zobaczono, że głowy nie spadały z głów jeśli jego płyta okazała się klapą lub jeśli był niezadowolony z wytwórni. Po tym, jak Blood on the Dance Floor zawiodła w USA, nigdy nie był już priorytetem firmy [Sony].

Invincible (wydane w październiku 2001) było podobno najdroższą płytą jaką kiedykolwiek wyprodukowano. Sony wypłaciło Michaelowi około 40 milionów dolarów zaliczki, aby je nagrał. Potem, wydali jeszcze 25 milionów na promocję (choć trudno określić jak rozdysponowali te fundusze, bo promocja była bardzo słaba).

Od początku Michael nie był podekscytowany tym projektem i być może jego brak entuzjazmu i skupienia został wychwycony przez niektórych słuchaczy. Fakt, że skomponowanie tego albumu zajęło około 3 lat - ponad 50 piosenek zostało wyprodukowanych, zmiksowanych i zremiksowanych, kompozytorzy i producenci byli zatrudniani i zwalniani i ponownie zatrudniani i zwalniani - sprawiło, że niektórzy obserwatorzy mieli wrażenie, że Michael, jak to ujął jeden z producentów, był „zanudzony na śmierć całą tą sprawą”.

Do tego, na samym początku produkcji „Invincible” Michael zaczął toczyć bój z Sony. Myślał, że licencje na mastery [tłum: oryginalne, podstawowe wersje płyt, które służą do dalszej obróbki] do jego najlepiej sprzedających się płyt (Thriller, Bad, Dangerous itd.) powrócą do niego w 2000 roku i liczył już dni do czasu, gdy to się stanie. Wtedy byłby w stanie sprzedawać dalej te utwory na własną rękę lub we współpracy z inną wytwórnią i nie musiałby dzielić się zyskami z Sony. Jednak gdy jego prawnicy sprawdzili dokładnie jego kontrakt, zauważyli, że prawa do klasyków powrócą do Michaela tylko jeśli będzie on co 2 lata nagrywał nową płytę dla Sony - co nigdy nie mogło mieć miejsca w świecie Michaela Jacksona, w którym spędzał on lata nad jednym projektem. W umowie był nawet wyszczególniony album bożonarodzeniowy (nie nagrywał takich płyt od lat siedemdziesiątych, z Jackson 5), o którym Michael mówił, że nie wiedział, a także kilka ścieżek dźwiękowych do filmów. Michael był bardzo w tyle za tym ustalonym harmonogramem nagrań i nigdy nie byłby w stanie go nadgonić, i nawet nie miał zamiaru próbować tego robić. Jednak za każdy album, którego nie dostarczył (czyli większość z nich), Sony miało prawo dodać kilka lat do daty zwrócenia praw do innych albumów. W ten sposób Michael byłby starszy niż sam Bóg zanim prawa do jego najlepszych albumów wróciłyby do niego.

Po dochodzeniu w tej sprawie okazało się, że ten sam prawnik, który reprezentował Michaela przy tej umowie reprezentował także Sony. (Zastanawiające jest, jak coś takiego w ogóle mogło mieć miejsce?) Dzięki temu Michael zdołał wycofać się z całej umowy z Sony powołując się na oczywisty konflikt interesów podczas negocjacji. Ostatecznie postanowiono, że będzie mógł opuścić Sony, ale nie wcześniej niż nie dostarczy ‚Invincible’, potem składanki największych hitów, i potem paczki kolekcjonerskiej (box set).

I tak, związany z wytwórnią czy nie, Michael byłby winien Sony setki milionów dolarów za zaliczki, pożyczki i inne fundusze, które firma zainwestowała w jego nieprzewidywalne życie osobiste i karierę zawodową. Michael był tak przygnębiony całą tą sytuacją z Sony, że naprawdę nie chciał po prostu nagrywać dla nich kolejnej płyty.

Jeśli zadzwonił do niego telefon podczas pracy w studio nad ‚Invincible’ to mogło oznaczać koniec pracy na ten dzień. „Przepraszam, mam sprawę, którą muszę załatwić” oznajmiał i wychodził. Gdy szedł do toalety cała ekipa producencka zamierała, bo czasami Michael wymykał się i nie dawał znaku życia przez kilka dni. „On jest artystą” tłumaczył jeden z producentów. „Oni zazwyczaj są trochę zwariowani.”

Gdy album w końcu został wydany, pokazał to, co wielu fanów Michaela wiedziało już wcześniej: on jest najlepszy, gdy nagrywa swój własny materiał, tak jak subtelne ‚Speechless’, które jest jedynym utworem, który naprawdę sam napisał (jak mówi, w 45 minut, po walce na balony z wodą ze swoimi dziećmi) i wyprodukował - od początku do końca.

Jednak nie wyglądał jakby wciąż miał ten ogień, który kiedyś miał by pisać i produkować własną muzykę, dlatego ‚Invincible’ była w dużej mierze składanką utworów napisanych i wyprodukowanych przez ludzi z zewnątrz, takich jak Rodney Jerkins, geniusz w tworzeniu hitów, który stał za sukcesem piosenek Backstreet Boys, Britney Spears, Brandy i Destiny’s Child. Jeśli Michael chce wydać w przyszłości album, który pobije rekordy sprzedaży, być może powinien napisać go i wyprodukować sam - w całości. Wciąż ma ten magiczny dotyk, jeśli nie ciąg, ambicję i, chyba, wiarę w siebie.

Pierwszym singlem była nieco stereotypowa piosenka Rodney’a Jerkinsa „You Rock My World”. To była decyzja Sony; Michael był jej przeciwny i walczył o wydanie optymistycznego i prawdopodobnie bardziej komercyjnego „Unbreakable”. Miał już pomysł na video do tego utworu. To ciekawe, że nawet w tym stadium jego kariery, jego wybory były podważane przez wytwórnię. Ostatecznie „You Rock My World” utknęło na dziesiątym miejscu w Stanach Zjednoczonych. W Wielkiej Brytanii zadebiutowało na drugim miejscu, ale szybko z niego spadło. Sprzedaż w pozostałej części Europy były porównywalne; miejsce w pierwszej dziesiątce, ale nie wielki przebój.

Klip do „You Rock My World” był nieporozumieniem; wyglądał jak remake „Smooth Criminal”, tyle że z Michaelem w czarnym garniturze zamiast w białym. Przez większość czasu Michael wygląda jakby nieustannie chciał zakamuflować górną połowę swojej twarzy czarna fedorą, powodując że widz zaczyna się zastanawiać, co on tam ukrywa. Ponownie, Michael nie był zachwycony pomysłem na klip - nawet jeśli przez chwilę w dziwnej roli wystąpił w nim Marlon Brando. Pomiędzy Michaelem i Sony trwały niepokojące spory o budżet wideoklipu i do czasu rozpoczęcia produkcji Michael - jak to ujął jeden z jego znajomych - „miał już tego kompletnie dość”. Tancerze ćwiczyli wiele dni wcześniej zanim Michael pojawił się na planie. Gdy w końcu się pojawił, wykonał z grubsza ten sam wachlarz ruchów, które robił od lat, jakby dał się złapać w pułapkę swojego własnego mitu i bał się z niej wyswobodzić.

Wyróżniającym się utworem na „Invincible” jest błyskotliwe „You Are My Life” autorstwa Carole Bayer Sager, Kenniego ‘Babyface’ Edmondsa i Johna McClaina. Zostało nagrane zaledwie 5 tygodni przed wydaniem albumu - to pokazuje jak bardzo byli opóźnieni w kwestii wyboru materiału. Autorzy zagrali ją po raz pierwszy Michaelowi w czwartek; był zachwycony, zmienił słowa „You are my world” na „You are my life” (za co został umieszczony pośród autorów!), a następnie nagrał ją kolejnego wieczoru. John McClain - menadżer DreamWorks Records - był jednym z najbardziej zaufanych i zdolnych doradców Michaela od dziesięcioleci. Napisał tę piosenkę na podstawie ćwiczeń palców, jakie wykonywał na swoje lekcje gry na gitarze!

Drugim singlem z płyty było „Cry”. Jednak Michael był tak wściekły na Sony z powodu budżetu przeznaczonego na klip do tego utworu, że w końcu odmówił wzięcia w nim udziału. Potem, cudowne „Butterflies” zaczęło być puszczane w radio i miało szansę zostać wielkim przebojem. Ponownie jednak Jackson i Sony kłócili się o wideoklip i ostatecznie produkcja została odwołana, a razem z nią komercyjne wydanie piosenki.

Linie frontu były mocno zarysowane między Michaelem a Sony w wojnie, która przyczyniła się do komercyjnej porażki „Invincible”. Ludzi podejmujących decyzję w Sony, aż po samą górę hierarchii do ówczesnego szefa - Tommiego Motilli - nie obchodziło co Michael myślał na jakikolwiek temat; był tak nisko na ich liście priorytetów. Jego bardzo dobra piosenka „What More Can I Give?” (nagrana z grupą gwiazd popu na fali wydarzeń z 11 września, w klimacie podobnym do „We Are The World”), została przez wytwórnię odstawiona na półkę. Michael oczywiście nie pomógł tej sprawie gdy jako reżysera klipu zatrudnił byłego twórcę gejowskich filmów porno; facet był jego przyjacielem i Jackson nie widział nic złego w tej znajomości. Wciąż jednak niezamierzenie dostarczał Sony amunicji, której mogli użyć przeciw niemu. Sfrustrowany i zły na wytwórnię za te i inne grzechy Michael wyruszył na straszną, nieprzemyślaną kampanię przeciwko Tommiemu Motolli, zwołując konferencje prasową i inne publiczne wydarzenia latem 2002 roku, na których nazwał go „rasistą” i twierdził, że jest „bardzo, bardzo, bardzo... diaboliczny”. To nie był jego najlepszy moment.

Ostatecznie „Invincible” sprzedało się tylko w 10 milionach kopii na całym świecie - co było druzgocącą porażką dla Michaela, jak i dla jego wiernych fanów, którzy prowadzili promocję płyty z większym zaangażowaniem i z lepsza organizacją niż własny wydawca Michaela, Sony. Mimo, że płyta weszła na notowania Billboardu na pierwszym miejscu, szybko zatonęła, w ciągu miesiąca wypadając z pierwszej dziesiątki. Zadebiutowała na pierwszym miejscu także w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii i kilku innych krajach, lecz tam także nie przetrwała długo w pierwszej dziesiątce. Wyjątkiem była Francja, gdzie zajmowała pierwsze miejsce przez 3 tygodnie. (W Wielkiej Brytanii w ciągu trzech tygodni zupełnie wypadła z Top 10.) Recenzje były w większości druzgocące, często niesprawiedliwie, skupiające się na niezwykłym sposobie bycia artysty bardziej niż na jego muzyce. Być może oczekiwania były tak wysokie w stosunku do nowej płyty Michaela Jacksona, że żadne nagranie nie mogło im sprostać, co dopiero w ogniu zjadliwej wymiany zdań między artystą i jego wytwórnią.

Autor tłumaczenia: ola


Masz uwagi do tekstu? Podoba Ci się tłumaczenie? A może zauważyłeś błąd? Napisz!


Please leave following field blank:

Komentarze

04/09/19 10:41 Renia
WWitjcie Kochani. Ja tylko do tej dyskusji bardzo chcę dodać, że ten cały Mottola i jego Sony dość szybko zapomnieli ,że na MICHAELU i jego twórczości zarobili rekordową kasę.Na koniec zachowali się tak bezczelnie.Nigdy nie mogłam pojąć takiej zachłanności tych wszystkich pazernych pijawek, łącznie a może przede wszystkim tej jego patologicznej rodziny.

11/11/14 19:17 Dirty-Diana-J
Gdyby wypuścić odpowiednie single z "Invincible" , płyta sprzedałaby się świetnie. Moim zdaniem "Cry" nie było zbyt dobrą piosenką, aby zachęcać do sprzedaży. W dodatku teledysk był nijaki. Nie mogę zrozumieć, dlaczego "Speechless" nie był singlem, nie było teledysku? To przepiękny utwór, który na zmianę z "Don't walk away" słucham na okrągło z tej płyty.

30/12/12 22:38 Piotr
MJ miał rację: "SONY kills music. F*** SONY!".

02/11/12 21:10 kaem
Ej! Znowu Taraborrelli wyciąga własne wnioski, któe brzmią jak fakt. Skąd ten wniosek, że ciagnące się sesje do Invincible i przerwy w pracy oznaczały, że Michael był znudzony albumem? Mówił o tym, chyba przy Private home Movies, że był rozerwany pomiędzy pracą w studiu i wychowaniem dzieci. Często się zarażał od nich przeziębieniem, stąd musiał przerywać prace w studiu. Nie kumam, jak tak wytrawny badacz pomija oczywistości, a braki w wiedzy zastępuje swoimi domyśłami, byle bardziej kontrowersyjnymi. Może celowo? Po okresie Bad (czyli tyle, ile napisał przy I wydaniu)książka ma wyraźnie inny ton. Jakby autor zraził się do obiektu swojej książki, ale boi się do tego wprost przyznać. Czyżby Michael zaczął go olewać? W końcu przez książkę często przewija się motyw, jakoby Michael był typem co porzuca znajomych.

12/11/11 15:17 marjol
gościu ... co za traf , bo właśnie jadé kolejką a w uszach rozbrzmiewa mi Heartbreaker x3 wgrane na telefon , 2x Haeven can white , 2x break of dawn **** Wszystko PERŁY *** Boże jak ja kocham Jego muzykę i Jego samego <3

12/11/11 14:04 gość111
Problem po "Dangerous" polegał na tym, że Michael był bardziej popularny w Europie, Azji, Ameryce Pd niż w samych Stanach. Było to wynikiem oczywiście oskarżeń z 1993r. Do dzisiaj- HIStory 21mln, BOTDF 6mln (tyle że zamiast składanki hitów, powinni te dwa albumy połączyć, oczywiście bez remiksów i dorzucić jakieś 'odrzuty'), Invincible 13mln. Konflikt o TDCAU, konflikt przy okazji Invincible pokazuje, jak USA jest wspaniałe, a zarazem chore. W mniemaniu Sony Invincible nie było sukcesem, ale to ich wina. Traktowanie MJ'a jak jakiegoś pierwszego lepszego śpiewaka, niesłuchanie go w kwestii singli, teledysków, co w konsekwencji oznacza brak faktycznej promocji (billboardy i standy w sklepach muzycznych to trochę za mało). Te 13mln to wynik samego Michaela bez promocji. Ja bym powiedział, że sukces. No i oprócz Dangerous, wg mnie to jest najlepsza Michaela płyta- mega dojrzała. Obowiązkowe single to Unbreakable, Speechless, Whatever Happens i Break of Dawn.

30/10/11 01:33 marjol
Dobry duszku .... to zapraszam Cię do nas na nasze zjazdy w Pasji *** tam naprawdę nasza Michasiowa muzyczna specjalistka puszcza nam takie cudeńka hoo hoo całą noc *** zabawa przednia ***

29/10/11 23:01 Dobty duszek
@neta oj wiem coś o ty, pamietam jak ciezko było w tamtym okresie zdobyc CD, o cenie to już niewspomne, dlatego kupowałam kasety, zresztą mam je do tej pory... mariol oj tak te białe Mikusiowe spodnie sa mega sexi.... wogóle kocham cały ten koncert moge go ogladac godzinami..<3

29/10/11 17:27 marjol
@neta ... ja już kiedyś pisałam , że bardzo lubię Twoje wpisy , są przemyślane , prawdziwe i mądre , a to świadczy o tym , że jesteś osobą dojrzałą , i myślę , że właśnie do takich osób jest kierowany ten album . Rzeczywiście jest to majstersztyk muzyczno -wokalny . Właśnie w tym momencie słucham tej płyty , jest BOGACTWEM SAMA W SOBIE <3 I macie rację , że jest ponad czasowa , dlatego młodzi za te parę lat będą Jej chętnie słuchać . Dobry Duszku ... Ty również napisałaś to wszystko co każda z nas chciałaby od siebie dodać , ale to już zbędne . Dziękuję Wam dziewczyny , bardzo dziękuje <3 jeszcze tylko na marginesie , nie wiem dlaczego , ale pomimo , że podoba mi się teledysk z YRMW , to wolę Jego występ na 30 lecie w skórce czarnej i tych seksownych białych spodniach *********** do schrupania <3

29/10/11 16:33 @neta
Dzięki za słowa wsparcia.Chciałam jeszcze napisać jedno.Kiedy się traci poczucie bezpieczeństwa i dom to trudno poskładać się "do kupy" i tworzyć.Tracisz grunt pod nogami i jesteś podatny na wiele złych wpływów. Można mieć stu ochroniarzy i 10 domów z murami i bramami ale....dom jest w głowie i sercu.Michael był dodatkowo samotnym tatą trojga małych dzieci....mimo niań i pomocnic to wielka odpowiedzialność.Kariera przestaje być już tak ważna.Co do sprzedaży płyt pod koniec lat 90tych.Myślę,że to globalne zjawisko i nie tylko Michaelowi obniżyły się rekordy.Wszedł internet, piractwo...to wszystko odbiło się na sprzedaży.Pamiętam jak drogie CD były w tym czasie w Polsce.Właściwie stanowiły towar luksusowy.Niesprawiedliwym jest przez taki pryzmat patrzeć na markę czy popularność artysty nie odnosząc się do całości rynku muzycznego.Kto więcej sprzedawał płyt????no kto?? znacie kogoś takiego?bo ja nie.Księga rekordów Guinnessa mówi sama za siebie:)

29/10/11 16:10 ♥ Jolanta ♥
dziękuję -olu- z całego serca; nie będę już nic więcej pisać,bo w Waszych wypowiedziach są wszystkie moje myśli,jedno tylko powiem- Invincible sklada się z diamentowych perełek i każda z nich jest bliska memu sercu,w kazdej jest to COŚ,co czyni je niedościgninymi wzorami;

29/10/11 00:13 sesinda
Olu, jesteście wielkie, że tłumaczycie! Teraz, w czasie procesu CM tak potrzebne są dobre (choćby tylko cząstki) zdań o Michaelu. Śledzenie procesu jest straszliwie przygnębiające. Jednocześnie nie mam siły tego znosić, a z drugiej strony muszę przeczytać, albo oglądać na żywo, pomimo tej różnicy czasu, hyyych! Tu, z Wami, przynajmniej można powrócić do celebrowania przyjemności bycia z Michaelem.@neta masz 100% rację w tym, co piszesz. Mnie Invicible się podoba, zwłaszcza Break of Dawn, Heaven Can Wait, Butterflies z tym wokalem Michaela, wzruszający Speechless i niesamowicie klimatyczny Whatever Happens z Santaną. Zgadza się, że coś się zadziało w wyglądzie, ale... tu racja @nety, że tyle ciężkich doświadczeń musiało odcisnąć ślad. Nawet jeśli coś robił wówczas z twarzą, mnie to nie dziwi. Nie wyobrażam sobie, co działoby się ze mną, gdyby spotykały mnie takie napięcia jak Michaela :((( Pozdrawiam Was!

28/10/11 22:49 Dobry duszek
Każdy Album Michaela jest świetny. Począwszy od Off the wall a skończywszy na Invincible. Każdy z tych Albumów odzwierciedla klimat czasów w których powstały a jednoczesnie mają tak niepowtarzalny Michaelowy styl. Słuchając piosenek z poszczególnych Alumów, wyraźnie widać , jak Michael ewoluje, zmienia sie po prostu dojrzewa. Album Invinicible jest moim zdaniem taką kwintesencją dojrzałości, doswiadczenia i madrości człowieka który w swoim życiu przeszedł bardzo wiele, bo tak jak" wino im starsze tym lepsze ", tak Michael z każdym nowym albumem pokazywał coraz lepszą klasę, szyk i wdzięk i nie pojmuje jak ta płyta może sie nie podobać i jak ci pożal się Boże krytycy mogli ja tak zjechać. Dla mnie ten album jest cudowny , te piosenki są boskie... <3 <3 <3 Co do zatargu z sony to tak naprawdę nikt z nas nie wie co tam było miedzy Motolą a Mikiem, ale z tego co przeczytałam wywnioskowałam że ta cała wytwórnia tak naprawdę nie traktowała Mika poważnie, cokolwiek Mike zaproponowała to szanownemu Sony sie nie podobało.. to oni decydowali o wszystkim a Mike miał guzik do powiedzenia...:( :/ Co do History uważam że Taboret przesadził..przecież to była naprawde mega wspaniała trasa, kocham ogladać te koncerty i Michaelowy majstersztyk..:D a co do nagości w teledysku YANA to jak dla mnie nie jest to ani bezsensowne ani dekoncentrujące..kocham ta piosenke i teledysk Mike jest w nim taki słodki, niewinny poprostu uroczy..<3 @neta pieknie to napisłaś... a szczególnie ostatnie zdania..trafnie ujełaś , tak to był ciezki czas dla Mika wiele wtedy przeżył . Te ostatnie lata były baardzo cięzkie i Mike tak naprawde nigdy nie doszedł do siebie ,to wszystko odcisnęło na jego duszy i ciele okrutne piętno..:(

28/10/11 22:13 Joy
Jaka szkoda, że nie zajęto się odpowiednio promocją "Invincible". To zbiór samych perełek. Żałuję, że nie zrobiono więcej klipów do tej płyty. Prawdą jest też, że do niektórych utworów MJ'a trzeba dojrzeć. Tak mi się wydaje. To oznacza też, że jego muzyka się nie starzeje. Jest ponadczasowa i kiedy ktoś będzie już gotów na jej odbiór to ona będzie gotowa, żeby być odebraną. Dziękuję za tłumaczenie!

28/10/11 16:14 Michal_inka
Bardzo dziękuję za tłumaczenie Olu:))) cóż można dodać po takich trafnych refleksjach @nety?? chyba tylko to że się z nią całkowicie zgadzam. ( halo, @netko - pozdrawiam:)) Jedno co mi się jeszcze nasuwa: Taboret twierdzi że półnagość w teledysku YANA nie miała sensu..sorry..ale ja akurat oglądając teledysk jakoś nigdy nie miałam "pragnienia aby Michael i Lisa się z powrotem ubrali":))

28/10/11 13:09 @neta
Taboret pisze o ignorancji przez media nt History,BOTDF czy Invincka ale sam zawiera zaledwie parę linijek tekstu na temat tego mega przedsięwzięcia, gigantycznej trasy masy teledysków.Yana to nie baraszkująca bez sensu Lisa i Michael ale wiernie odtworzona scena z obrazu namalowanego przez Maxfielda Parrisha "Przedświt".Notabene niezwykłe kontrowersje wśród damskiej części publiki wzbudzał ręczniczek ułożony na Michaelu a raczej to co z niego wystawało:)To jeden z pierwszych teledysków gdzie Michael nie tańczył.To znany kawałek również z trasy History podczas którego Michael zapraszał na scenę jakąś kobietę z tłumu:)Także komentarze Taboreta na co miał ochotę widz są dla mnie "od czapy". Nie będę się wypowiadać na temat Sony.Jestem przekonana,że Michael miał rzeczywisty powód aby to robić.Nie był pierwszym artystą który przeciwstawił się wytwórni.Jednocześnie był zbyt wytrawnym biznesmenem aby dać się ponieść chwili i emocjom.Sam był udziałowcem w tej firmie i do tej pory ma prawa do katalogu ATV/Sony....co jest związane z olbrzymimi pieniędzmi.To zbyt wielowarstwowa sprawa wg mnie aby określać go tak jak taboret jako trybik czy zbędny artysta którego chciało się pozbyć SOny.Michael był zawsze marką najwyższej klasy a ludzie za nim szaleli.To widać do tej pory, że mimo tak wielkiego kalibru oskarżeń, złego PR, milczenia przez 8 lat wystarczyło parę chwil aby sprzedać wszystkie bilety do O2....:( Ja też uważam że okres milenium to parę nietrafionych decyzji ale na litość boską to facet z być może kryzysem 40latka:D i człowiek z mocno namieszanym życiem osobistym.To nie jest maszyna.Gdzieś musiało się to odbić. Kochał płytę Invicible.Uważam ją za najlepszą muzycznie, najbogatszą i wysokich lotów.Wystarczyło zrobić parę teledysków i sprzedałaby się też komercyjnie.Do tej płyty naprawdę trzeba dorosnąć.Billboard uznał ją najlepszą płytą 10lecia.Każdy utwór jest inny i zwala z nóg.Czasem myślę sobie, że to był taki moment kiedy "starzy fani" Michaela sami znaleźli się w takim momencie życia, że muzyka dla nich stała na drugim miejscu zaś "młodzi" fani jeszcze nie dorośli do odbioru:) ale to taka mała moja filozofia. Myślę też że ostatni akapit rozdziału też mówi wiele.Niedokończony teledysk One more chance, kłopoty Michaela z lekami podczas występu W Madison Square Garden w 2001r., zamach na WTC który wyparł w tym czasie promocje jakiejkolwiek rozrywki,szkalujący film Bashira, proces który wykończył Michaela psychicznie i zrobił z niego włóczęgę bez domu.....to te siedem cholernie chudych lat Który człowiek mógłby unieść tak wiele na swoich barkach bez uszczerbku na zdrowiu.

28/10/11 11:09 gość
No niestety reklama dzwignią handlu nie było odpowieniej reklamy to i o płycie mało kto słyszał.Zgadzam sie z gościem że ona jest przezanczona dla wytrawnego słuchacza, jest inna od poprzedich płyt. I przyznaje bez bicia przeze mnie najmniej lubiana z jego dorobku. No i wygląd Michaela z tamtego okresu mi się średnio podoba widać mocny lifting twarzy, zero mimiki. No ale to jest moje zdanie.

28/10/11 10:57 marjol
moze i była niepotrzebna , ale to nie do nas nalezy ocena , wypowiadamy tylko swoje opinie , ale dla Michaela było to ważne i tylko On wiedział o co chodzi . Niestety jak wielu Geniuszy popełnił mniejsze czy większe błędy , ale przecież to świadczy tylko o tym że jak my tak On był CZŁOWIEKIEM I TO BARDZO PRACOWITYM , a nie myli się ten kto nic nir robi :)))

28/10/11 10:45 ola
Ja pamiętam, że promocja tej płyty w Polsce była. Może nie jakaś wielka, bo nie było żadnych teledysków oprócz YRMW, ale pamiętam jak pojechałam do Empiku w Galerii Moktów w dniu premiery to cały empik był obstawiony wielkimi standami i Invincible wręcz wylewało się ze sklepu. Nawet przed wejściem były wielie plakaty. W radio też bardzo często na początku puszczali nowe utwory. Faktem jest, że płyta się nie przyjęła, ale według mnie to wynikało głównie z tego, że nie przypadła do gustu słuchaczom - nawet ja potrzebowałam kilku lat by docenić Invincible... Zgadzam się, że wojna z Sony była niepotrzebna, bo kilka dobrych teledysków i singli mogło by poprawić sytuację.

28/10/11 09:50 gość
Z niecierpliwością oczekuję kolejnych tłumaczeń i bardzo za nie dziękuję.