En Pl
Strona główna | Tablica | Hyde Park | O stronie

Invincible


„Moim własnym, skromnym zdaniem ‘Invincible’ jest tak samo dobra jak 'Thriller' - albo nawet i lepsza. Ma dużo więcej do zaoferowania. To właśnie muzyka jest tą siłą, która żyje i trwa. ‘Invincible’ to spory sukces. Kiedy po raz pierwszy zaprezentowano światu ‘Dziadka do Orzechów’ była to całkowita klapa. Jednak w każdej historii najważniejsze jest jej zakończenie” – Michael Jackon, USA Today, 2001.



Data premiery: 30 października 2001 r.

Producent wykonawczy: Michael Jackson

Istotni współpracownicy: Rodney Jerkins (producent / kompozytor), Teddy Riley (producent / kompozytor), Brad Buxer (aranżer / klawisze / programowanie / miksy), R. Kelly (kompozytor), Babyface (kompozytor), John McClain (kompozytor), Carol Bayer Sager (kompozytorka), Dr Freeze (kompozytor), Andre Harris i Floetry (kompozytorzy), Tyrese Gibson (kompozytor), The Andraé Crouch Singers Choir (wokale), Santana (gitara), The Notorious B.I.G. (rap), Fats (rap), Stuart Brawley (inżynier dźwięku / miks), Bruce Swedien (inżynier dźwięku/miks), Humberto Gattica (inżynier dźwięku / miksy)

Single: „You Rock My World”, „Cry”, „Butterflies”

Szacowana liczba sprzedanych egzemplarzy: 11 milionów



Wydana w roku 2001 płyta “Invincible” to ostatni studyjny krążek Michaela Jacksona. Jednocześnie jest to płyta, która odniosła najmniejszy komercyjny sukces (chociaż i tak była piątą z kolei w dorobku artysty, która trafiła na szczyt list sprzedaży; ostatecznie sprzedano ponad dziesięć milionów egzemplarzy na całym świecie). "Invincible" została pogrążona brakiem promocji przez Sony – co spowodowane było skomplikowaną i pełną emocji dyskusją na temat przedłużenia kontraktu Jacksona z wytwórnią. Dodatkowo promował ją tylko jeden singiel („You Rock My World”) zamiast planowanych sześciu. Poza „You Rock My World” nie było także żadnego wideoklipu ani trasy koncertowej. Krytycy ogólnie spisali ten album na straty, ponieważ był za długi (to 77 minut muzyki i 16 utworów) i niejednolity. Po kilku latach oczekiwania na „wielki płytowy powrót” Michaela Jacksona, „Invincible” przyjęto z powszechnym rozczarowaniem.



Jak na ironię jednak, biorąc pod uwagę dość wąskie grono odbiorców tego wydawnictwa, “Invibcible” była prawdopodobnie najbardziej przystępną z płyt Jacksona od lat 80. Od utrzymanej w jazzowym stylu retro piosenki “Butterflies”, przez latynoski rytm “Whatever Happens”, po “Heaven Can Wait” o złamanym sercu - pod pewnymi względami album ten stanowił powrót do korzeni. Wciąż tak samo niesamowitymi pokazami wokalnymi, Jackson udowadnia swoją wszechstronność, tworząc muzykę, która sprawia wrażenie jednocześnie klasycznej, jak i współczesnej. Stephen Thomas Erlewine z “All Music” opisuje "Invincible" jako “błyskotliwy ciąg dalszy ‘Off The Wall’”. Nowej płyty nie cechują ta sama ekstatyczna pasja i radość (jak "Off The Wall"), jednakże jej nastrój jest bez wątpienia jaśniejszy, niż w przypadku trzech poprzednich płyt Jacksona. To jego “Imagine”: łagodniejsze, mniej udręczone, bardziej konwencjonalne osobiste wyznanie (bez wątpienia zainspirowane częściowo narodzinami dwójki jego dzieci).



Ostateczny kształt albumu wywołał podziały, i to zarówno fanów, jak i krytyków. Niektórzy widzieli go jako najradośniejszą płytę, jaką wydał od czasu “Bad”. Inni jednak upatrywali w niej odejścia od wymagającej twórczości, jaką zajmował się przez ponad dekadę, jako album, który powtarzał pewne schematy i odchodził do głębi i ryzyka charakterystycznych dla “Dangerous”, “HIStory” i “Blood On The Dance Floor”. Niezależnie jednak od tego, gdzie płyta ta plasuje się wśród innych z jego dorobku, bez wątpienia “Invincible” to dawka muzyki najwyższej jakości. Od “Unbreakable” po “Threatened” wciąż na nowo można dostrzegać w niej nowatorstwo, wszechstronność i umiejętności, dzięki którym Jackson daleko w tyle zostawiał swoich naśladowców, nawet na tym etapie swojej kariery.



“Invincible” została wydana zaledwie na kilka tygodni przed atakami z 11 września 2001 roku. W Ameryce był to czas szoku i smutku. W kolejnych tygodniach i miesiącach w kraju panowała atmosfera paranoi i patriotyzmu. Psyche całego narodu została zachwiana, a na ekranach telewizorów bez końca powtarzano te same zatrważające obrazy. Ludzie obawiali się kolejnych ataków. Równocześnie jednak od Nowego Jorku po Kalifornię gwałtownie rosła narodowa jedność i determinacja. Większość świata odpowiedziała na te wydarzenia ze współczuciem. W wielu krajach organizowano czuwania, z wielu przekazywano wyrazy wsparcia.



Akurat w dzień ataku Michael Jackson przebywał w Nowym Jorku, zaledwie kilka przecznic od World Trade Center. Poprzedniego wieczoru wraz z setkami największych gwiazd z branży rozrywkowej świętował w Madison Square Garden 30-lecie swojej pracy artystycznej. Jak się później miało okazać, był to ostatni jego koncert. Następny ranek Jackson wspominał tak: “Zadzwonili do mnie przyjaciele z Arabii Saudyjskiej i powiedzieli, że Ameryka została zaatakowana. Włączyłem wiadomości i zobaczyłem, jak runęły Bliźniacze Wieże, westchnąłem ‘O mój Boże’... To było niewiarygodne - byłem przerażony na śmierć.”



Zamiast jednak uciekać do bezpiecznego Neverlandu, Michael Jackson zabrał się do pracy. “Nie jestem z tych, którzy bezczynnie się przyglądają,” wyjaśniał w “Rolling Stone”. “Chcę zrobić coś, by pomóc tym, którzy stracili swoich rodziców, matki i ojców. To nasi ludzie. To nasze dzieci. To nasi rodzice.” Zaledwie pięć dni po atakach, 16 września, Jackson ogłosił projekt, który miał przynieść 50 milionów dolarów pomocy dla tych, którzy przeżyli oraz dla rodzin ofiar ataków z 11 września.



Dodatkowo szybko przerobił i nagrał na nowo utwór “What More Can I Give”, który stał się hymnem tego projektu. “W głębi serca wierzę, że społeczność branży muzycznej zbierze się i zjednoczy, by pomóc tysiącom niewinnych ofiar. Potrzebna jest natychmiastowa ogromna pomoc finansowa, a dzięki tej akcji każdy z nas może bezpośrednio pomóc w ukojeniu bólu tak wielu osób. Pokazaliśmy już, że muzyka może dotykać dusz. Czas, byśmy użyli tej siły i natychmiast zaczęli pomagać.”



W opozycji jednak do wołania Jacksona o miłość i uleczanie, Stany Zjednoczone szykowały się wojny: najpierw w Afganistanie, a później, bardziej kontrowersyjnej, w Iraku. Światowy sprzeciw był ostry, ale ostatecznie okazał się daremny, kiedy administracja Busha prowadziła swoją kampanię “szoku i trwogi” z zaledwie garstką sojuszników. Ta wojna, która trwać miała przez resztę dekady, stała się symbolem polaryzacji, strachu i niepewności, jakie miały dominować przez kolejne lata.



Strach zawitał również do branży muzycznej, a artyści i wytwórnie próbowali dostosować się do zmian kulturowych i technologicznych, do popularności Internetu i stron jak Napster, które umożliwiały wymianę plików. Powstanie Napstera było rewolucyjne i gwałtowne. Niemal w ciągu jednej nocy licealiści i studenci z całego kraju pobierali tysiące piosenek online. W mniej niż rok Napster zgromadził dwadzieścia pięć milionów użytkowników, stając się najszybciej rozwijającą się stroną internetową w historii. Do roku 2001, mimo problemów natury prawnej, strona wciąż miała trzydzieści osiem milionów użytkowników. Ostatecznie, w lipcu 2001 Napster został zamknięty. Do tego czasu wymiany plików nie dało się już okiełznać. Wielu fanów muzyki mówi o tej zmianie jak o rewolucji, w efekcie której muzyka została uwolniona z przestarzałego systemu korporacyjnego.



Jednakże dyrektorzy wielkich wytwórni nie byli w nastroju do wspólnego świętowania. Liczby sprzedawanych płyt już od końca lat 90. były coraz niższe. Teraz, chociaż entuzjazm wobec muzyki popularnej wydawał się być silny jak nigdy dotąd, sytuacja nie była lepsza. W 2000 roku sprzedano 730 milionów płyt - w 2005 już tylko 593 miliony. W Stanach Zjednoczonych całkowita wartość ze sprzedaży i licencjonowania nagrań spadła na początku XXI wieku o niemal 60% z 14,6 do 6,3 miliarda. W tym samym czasie sklepy muzyczne powoli przestawały istnieć.



Pytanie, co robić w tej nowej rzeczywistości, stało się zasadniczym dla zdezorientowanej branży muzycznej. Rolling Stone pisał: “Internet wydaje się najważniejszym technologicznym zwrotem dla biznesu sprzedaży muzyki od lat 20., kiedy to nagrania fonograficzne zastąpiły zapisy nutowe jako źródło zarobku w te branży.” Potencjalne rozwiązania tej ogromnej zmiany dzieliły dyrektorów wytwórni, artystów i słuchaczy. Niektórzy prominentni muzycy, w tym. Metallica czy Dr. Dre, szybko potępili wymianę plików, nazywając ją niszczącą i nieuczciwą (obaj wykonawcy wnieśli pozwy przeciwko Napsterowi). Inni, jak Radiohead i Chuck D, sądzili, że zmiana ta wywołała entuzjazm wobec muzyki, szczególnie w przypadku mniej znanych i nowych artystów.



Niezależnie od opinii odnośnie wymiany plików i muzyki cyfrowej, zmiana była niezaprzeczalna i nie do zatrzymania. Pod koniec dziesięciolecia, dystrybucja, organizacja, sposoby zakupu oraz słuchania muzyki zmieniły się fundamentalnie. Wszechobecne i ikoniczne stały się iPody, wypierając nie tylko Walkmany i Discmany, ale również likwidowały potrzebę posiadania taśm czy płyt. Muzyka była teraz gromadzona głównie na komputerach, a nie na półkach z płytami; była również z łatwością układana w zindywidualizowane playlisty. Słuchacze nadal pobierali darmowe pliki muzyczne; jednakże, wraz z obawami o legalność takiego działania, coraz więcej osób decydowało się na zakup utworów w sklepach muzycznych jak iTunes czy Amazon.com. W roku 2009 więcej muzyki kupowano w Internecie niż w tradycyjnej formie.



“Invincibe” została wydana właśnie w takiej rzeczywistości. Branża muzyczna i technologia nie były jednakże jedynymi, które uległy przemianom. Muzyka popularna zasadniczo różniła się teraz od tej, jaka przypadała na wydaną w 1995 roku płytę "HIStory". Pod koniec lat 90. doszło do odrodzenia się muzyki popularnej - pojawiły się zespoły (boy- i girlsbandy) oraz nastoletni idole. W 1997 roku byli to Spice Girls i Backstreet Boys; w 1998 Hanson, Usher, Desctiny’s Child, Monica, Leean Rimes i Shania Twain; w 1999 Britney Spears i Christina Aguilera, eksplodowała również popularność latynoskich wykonawców z Ricky Martinem, Markiem Anthonym i Enrique Iglesiasem na czele; w 2000 królowali N’Sync i Jessica Simpson; w 2001 Jennifer Lopez i Mary J. Blige.



Jon Pareles z "New York Times" nazwał "Invincible" "generalnym zwrotem w kierunku energetycznych, radosnych piosenek popowych: reakcją na zbyt egocentryczną, smutną muzykę." Lata 1997 - 2002 były całkowicie zdominowane przez nastoletnie gwiazdy pop. Prawdopodobnie największą z nich, po Michaelu Jacksonie, została Britney Spears. Jej piosenki, jak "Oops.. I did it again" czy "Baby one more time" królowały w rozgłośniach radiowych i na listach przebojów, a jej debiutancką płytę sprzedano w ponad trzynastu milionach egzemplarzy. Z kolei Backstreet Boys stali się najpopularniejszym boybandem od czasów Jackson 5, wydając czternaście piosenek, które królowały na liście Top 40 i sprzedając ponad 130 milionów płyt, w tym ok. 40 milionów albumu "Millenium" z 1999 roku. N'Sync podążali zaraz za nimi: "No strings attached" to druga najlepiej sprzedająca się płyta początku XXI wieku (za kolekcją hitów The Beatles) w USA, z wynikiem ponad 11 milionów sprzedanych egzemplarzy. Dodatkowo na rok 2002 przypadają początki niesamowicie popularnego programu telewizyjnego, Amerykańskiego Idola.



Chociaż nastoletni pop dominował, to w głównym nurcie znalazło się miejsce również dla rocka, głównie dzięki wznowionej działalności irlandzkiego trio U2 oraz brytyjskiego zespołu Coldplay. Muzyka alternatywna również nie umarła - reprezentował ją zespoły jak Radiohead, The Flaming Lips i The Strokes. Pod koniec lat 90. do głównego nurtu przebił się również hip-hop, jednocześnie ewoluując od sgangsta rapu po mieszaninę popu (Puff Daddy, Will Smith), seksualną bezceremonialność (Nelly, Sisquo) i nowoczesność (Jay-Z, Kayne West). Największy komercyjny sukces odniósł z kolei Eminem, którego "The Marshall Mathers LP" z 2000 roku stał się najszybciej sprzedającą się płytą wszech czasów (z wynikiem 1,79 milionów egzemplarzy sprzedanych w pierwszym tygodniu po premierze). Ostatecznie sprzedano 19 milionów krążków, a żaden inny artysta w tej dekadzie nie przebił wyniku Eminema.



Trudno było przewidzieć, jak na tej eklektycznej, nowej scenie muzycznej poradzi sobie powracający na nią Michael Jackson. Z jednej strony ożywienie popu było swego rodzaju hołdem składanym jego wcześniejszym dokonaniom. Jego wpływ można było dostrzec niemal na każdym kroku - w choreografii, w stylu, w napięciu między niewinnością a dorosłą seksualnością, widoczną w działalności młodych artystów. U progu nowego tysiąclecia dało się wyczuć, że Ameryka (i reszta świata) jest gotowa na powrót samego Króla Popu. Chociaż jego protegowani odnosili ogromne sukcesy, nikt nawet nie zbliżył się do kreatywności, oryginalności i międzykulturowego wymiaru, jaki prezentował sam Jackson.



Ale Jackson nie był już młody. W 1999 roku skończył 40 lat. Lata 90. kosztowały go bardzo wiele - i pod względem prywatnym i zawodowym. W styczniu 1996 roku, po zaledwie dwudziestu miesiącach małżeństwa, rozwiódł się z Lisą Marie Presley. Dla wielu krok ten był potwierdzeniem ich wcześniejszych przypuszczeń, że związek ten był "ukartowany". Zarówno dla Jacksona, jak i Presley decyzja o rozstaniu była jednak bardzo trudna.



W roku 1997 Lisa Marie towarzyszyła Michaelowi podczas trasy HIStory World Tour. Chociaż wzajemnie zależało im na sobie, żadne z nich nie sądziło, że powinni na nowo wiązać się ze sobą. Przez lata jednak Jackson trzymał oprawione w ramkę zdjęcie byłej żony na stoliku obok łóżka. Tak czy inaczej, z początkiem nowego wieku każde z nich w końcu poszło swoja drogą.



Dla opinii publicznej ponowny ślub Jacksona z jego wieloletnią pielęgniarką Debbie Rowe, do którego doszło w niecały rok po rozwodzie z Presley, było co najmniej dziwny. Jackson poznał Debbie Rowe pod koniec lat 90. - pracowała ona dla dermatologa, u którego się leczył, Arnolda Kleina. Kobieta szybko zaprzyjaźniła się z Jacksonem. Jeszcze zanim Jackson i Presley zaczęli się ze sobą spotykać, Debbie Rowe, która wiedziała, jak bardzo Jackson chce mieć dzieci, zaoferowała swoją pomoc w spełnieniu tego pragnienia i chciała zostać matką zastępczą. Ale dopiero, kiedy małżeństwo Jacksona z Presley wypalało się, ten zaczął na poważnie rozważać propozycję Rowe. Związek Jacksona z Rowe, według większości źródeł, był platoniczny. Rowe jako przyjaciółka pragnęła dać Jacksonowi dziecko. W wywiadach mówiła o tym, jak o "darze".



Debbie Rowe początkowo chciała być matką zastępczą. Chciała, by Jackson został ojcem, ale kwestia małżeństwa nigdy nie podlegała dyskusji. Ostatecznie jednak stało się inaczej, a przyczyny tego pozostają niejasne. Niezależnie od wszelkich spekulacji, w listopadzie 1996 roku, podczas skromnej, prywatnej uroczystości w Australii, Rowe i Jackson wzięli ślub. Ta wyjątkowa para nigdy nie żyła ze sobą. "Umowa" między nimi była prosta: Michael wychowuje dziecko, a Debbie czasem ich odwiedza. Dokładnie to sama zaproponowała, zanim pod lupę wzięły ją redakcję tabloidów i jeszcze przed szybkim ślubem i był to plan, jakiego para się trzymała.



Zaledwie cztery miesiące później, 13 lutego 1997 roku, na świat przyszedł pierwszy syn Jacksona, Prince Michael. Jackson wspominał, że był to najlepszy dzień w jego życiu. "Nie potrafię wyrazić słowami, jak się czuję," napisał w oświadczeniu. "Spotkało mnie niewyobrażalne błogosławieństwo i nigdy nie ustanę w wysiłkach, by być najlepszym ojcem, jakim tylko mogę być. Cieszę się, że moi fani są podekscytowani, ale mam nadzieję, że każdy uszanuje prywatność, o którą z Debbie prosimy i której potrzebujemy dla naszego syna. Dorastałem na oczach opinii publicznej i nie pozwolę, by mój syn przechodził przez to samo. Proszę, uszanujcie nasze życzenia i prawo mojego syna do prywatności."



Oświadczenie to, rzecz jasna, trafiło w próżnię. Aby uciąć coraz bardziej zagorzałą walkę brukowców o to, która z redakcji jako pierwsza opublikuje zdjęcie jego syna (co doprowadziło do tego, że nad szpitalem latały śmigłowce, a dziennikarze próbowali podstępem dostać się za bramy Neverlandu) - Jackson postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zatrudnił profesjonalnego fotografa i sprzedał zdjęcia z synem "OK Magazine" (brytyjskiemu brukowcowi). Zarobione w ten sposób pieniądze przekazał na cele dobroczynne.



W kolejnych latach jednak zaangażował ogromne środki w zapewnienie swoim dzieciom prywatności. Biorąc pod uwagę, że sam Michael Jackson był nieustannie śledzony przez paparazzi, to niesamowite, jak niewiele zdjęć jego dzieci kiedykolwiek udało im się zdobyć. Rzecz jasna był krytykowany za wymyślne maski i kostiumy, jakie jego dzieci nosiły, kiedy pokazywały się publicznie. Dla Jacksona była to jednak próba ich ochrony.



Bardziej niż czegokolwiek innego pragnął, by jego dzieci miał "normalne" dzieciństwo, jakiego on nigdy nie zaznał. "Chcę, żeby miał swoją przestrzeń," w 1997 w wywiadzie powiedział o swoim synu Barbarze Walters. "Chcę, żeby mógł chodzić do szkoły. Nie chcę, by przezywano go 'Wacko-Jacko' [stuknięty Jacko] - to nie jest miłe. A mnie tak nazywają... Czy kiedykolwiek przyszło im do głowy, że kiedyś będę miał swoje dzieci... Że mam serce? To mnie bardzo boli. Dlaczego miałby też przez to przechodzić?"



Jeszcze tego samego roku, w listopadzie, Jackson i Debbie Rowe ogłosili, że spodziewają się drugiego dziecka. Tym razem oczekiwali narodzin córeczki, którą mieli nazwać Paris Michael Katherine. Ważąca prawie 3500 g dziewczynka urodziła się 3 kwietnia 1998 roku. Jackson był dumny.



Jeszcze w tym samym roku wspólnie z Rowe podjęli decyzję o rozwodzie. Chociaż Rowe nigdy nie mieszkała z Jacksonem, od chwili, w której podano informację o jej pierwszej ciąży, była nieustannie śledzona przez fotoreporterów. Chciała z powrotem swojego dawnego życia, a Jackson chciał je jej zwrócić.



Trzecie i ostatnie dziecko Jacksona, Prince Michael II (nazywany Blanketem), urodził się krótko po wydaniu płyty "Invincible" w 2002 roku - tożsamości jego matki nigdy nie ujawniono. W 2003 roku Jackson powiedział dziennikarzowi Martinowi Bashirowi: "Nie chcę, by ktokolwiek wiedział [kim jest]. Ona nie ma ochoty czytać o sobie w gazetach i brukowcach... Nie chce tego, a ja nie mogę jej za to winić." Jackson wyjaśnił wtedy także, skąd wzięło się przezwisko chłopczyka: "To wyrażenie, jakiego używamy wśród krewnych i moich pracowników. Mówię, okryj mnie', albo okryj ją', co oznacza błogosławieństwo. To sposób na wyrażenie miłości i troski... Dlatego moje trzecie dziecko to Blanket, a Blanket jest naprawdę uroczy."



Chociaż struktura jego nowej rodziny nie była tradycyjna, była to rodzina - coś, czego Jackson desperacko pragnął. Z Princem, Paris i Blanketem w końcu miał coś, poza swoją muzyką, co mógł darzyć bezwarunkową miłością.



Pod wieloma względami był to szczęśliwy okres w życiu Jacksona; jednakże w tym samym czasie walczył on z bólem i uzależnieniem. Od czasu oskarżeń z 1993 roku w okresowo uzależniał się od środków przeciwbólowych jak Demerol, OxyContina i morfina, zwłaszcza w czasie, kiedy koncertował. Walcząc z wciąż powracającą bezsennością, szczególnie doskwierającą mu po koncertach, według doniesień medialnych, miał zacząć używać propofolu - środka znieczulającego, używanego do usypiania pacjentów przed zabiegami. W 2001 roku przyznał: "Fizycznie, trasy koncertowe kosztują mnie bardzo wiele wysiłku. Kiedy jestem na scenie, to jakbym brał udział w 2,5-godzinnym maratonie. Ważę się przed każdym koncertem i po nim - zawsze jestem przynajmniej 4 kilo lżejszy. Bardzo się pocę. A później wracam do hotelu, adrenalina nie opada i nie mogę zasnąć. A następnego dnia jest kolejny koncert. To nie jest łatwe." Mówi się, że podczas znacznej części trasy "HIStory" Jacksonowi towarzyszył anestezjolog (który usypiał go co noc).



Wielu krewnych i bliskich przyjaciół, który zdawali sobie sprawę z jego uzależnienia, próbowało mu pomóc. "Był otoczony przez osoby, które tylko ułatwiały mu [dostęp do leków], łącznie z całym niechlubnym mnóstwem lekarzy z LA i w każdym innym miejscu, którzy przepisywali mu leki," mówi jego długoletni przyjaciel Deepak Chopra. "Ilekroć próbowano mu delikatnie dać do zrozumienia, że ma problem, rozmowa zawsze kończyła się zmianą tematu i zaprzeczeniami."



Bardziej widoczną dla opinii publicznej sprawą w tamtym czasie było trwające uzależnienie Jacksona od operacji plastycznych. Dokładna liczba zabiegów, jakim się poddał, jest nieznana; jednak jasnym jest, że wciąż walczył ze swoim wyglądem, który bardzo się zmieniał w okresie od 1995 do 2001 roku. "Chciałbym, żeby nikt nigdy nie robił mi zdjęć. I chciałbym, żeby nikt nigdy nie mógł mnie oglądać," wyznał w 2000 roku Rabbiemu Shmuleyowi Boteachowi.



Chyba jednak największe piętno na karierze Jacksona w tamtym czasie odcisnęły niekończące się sprawy sądowe oraz problemy finansowe, z jakimi przyszło mu się mierzyć. Jego otoczenie nieustannie się zmieniało. Nie wiedział, komu może zaufać. Wydanie nowej płyty częściowo opóźniało się właśnie z uwagi na te zakulisowe wydarzenia. Wystarczy powiedzieć, że jego życie było teraz dużo bardziej skomplikowane niż kiedy pracował w Westlake Studios z Quincy Jonesem i Drużyną-A.



Kiedy przygotowywał swój wielki "powrót" wielu zastanawiało się, czy wciąż ma na to czas, siłę, energię i czy naprawdę tego chce. W wywiadzie, jakiego udzielił pod koniec millenium, Jackson wydawał się wykończony, ale i pełen optymizmu. W odpowiedzi na pytanie o to, kim w nowym stuleciu jest jego publiczność odpowiedział: "Nie wiem. Staram się po prostu pisać wspaniałą muzykę i jeśli ona się spodoba, to będą jej słuchać. Nie myślę o żadnej konkretnej grupie odbiorców. Wytwórnia próbuje zmusić mnie do myślenia w takich kategoriach, ale ja po prostu tworzę to, co podoba się mnie samemu." Zapytano go wtedy również, czy jego zdaniem opinia publiczna kiedykolwiek zapomni o sensacjach związanych z jego osobą i skupi się na jego twórczości. Jackson nie miał złudzeń - odpowiedział: "Nie sądzę, ponieważ prasa zrobiła ze mnie potwora, szaleńca, który jest dziwny i nienormalny. A ja wcale taki nie jestem."



"Czy jest coś, co możesz zrobić, żeby zmienić ten obraz?" Dopytywał dziennikarz. "Cóż, mogę tylko być sobą i tworzyć to, co gra w mojej duszy. Ale oni i tak mogą tym wszystkim manipulować," odpowiedział Jackson.



Mimo wszystko Jackson z optymizmem patrzył w przyszłość. "Myślę, że moje najlepsze dzieła są dopiero przede mną, ale chciałbym też spróbować moich sił w innych obszarach, a nie tylko wydawać płytę za płytą," odpowiedział. W jego planach była rola w filmie "The Nightmares of Edgar Allen Poe". Jackson od dawna pragnął oddać się pracy nad filmem, zarówno jako reżyser, jak i aktor. Chciał również nagrać album z muzyką klasyczną oraz napisać książkę dla dzieci. "Myślę, że to będzie dla mnie coś zupełnie nowego, całkowicie innego niż wszystko, co robiłem do tej pory," przepowiadał. "Plan jest taki, żeby pójść o krok dalej i tworzyć coś nowego, w przeciwnym razie po co to wszystko? Nie chcę być tylko kolejnym naśladowcą."



Początkowo wydanie "Invincible" planowano na 9 listopada 1999 roku. Ku niezadowoleniu fanów premierę płyty wciąż przekładano, a na rynku ukazała się ostatecznie dopiero dwa lata później. "Wkładam w tę płytę całe swoje serce i całą duszę, ponieważ nie jestem pewien, czy później nagram jeszcze jakiś album... To chyba będzie moja ostatnia prawdziwa płyta," Jackson przyznał w wywiadzie.



Minęły łatwiejsze lata, kiedy płyty powstawały w jednym miejscu. Od początku 1997 roku Jackson pracował w różnych studiach na całym świecie, od Montreux w Szwajcarii po Norfolk w Virginii (gdzie mieszkał Teddy Riley). Nagrywał także w Los Angeles, w Nowym Jorku i w Hit Factory w Miami (gdzie powstała większa część materiału, nad którym współpracował z Rodney'em Jerkinsem).



Lista osób, z którymi Jackson współpracował przy tworzeniu "Invincible" wydaje się nie mieć końca. W różnych fazach kompletowania materiału pracował z mnóstwem osób, wśród których byli m.in.: Teddy Riley, Dr Freeze, Babyface, R. Kelly, Will Smith, Puff Daddy, Boyz II Men, K-Ci & JoJo, Carole Bayer Sager, David Foster, Tom Bahler, Walter Afanasieff, Lenny Kravitz, Wyclef Jean, Floetry, Brandy, Sisquo i Santana. Znów współpracował z Bradem Buxerem i Brucem Swedienem, do których dołączyli m.in. Stuart Brawley, George Mayers i Harvey Mason Jr. Być może jednak największy wkład w powstający album wniósł młody producent Rodney "Darkchild" Jerkins. Jerkins - syn pastora z New Jersey - był następcą samego króla New Jack Swingu, Teddy'ego Rileya. Produkował piosenki największych gwiazd końca lat 90., wśród nich Destiny's Child, Brandy, Moniki i Jennifer Lopez.



Jerkins był podekscytowany możliwością pracy z Michaelem Jacksonem. W udzielonym w roku 2000 wywiadzie mówił: "[Michael] jest najlepszy. Nie ma drugiego artysty na takim poziomie - a pracowałem już z wieloma z nich. Współpraca z nim jest świetna, bo doskonale wie, czego chce... Jest tak nowatorski - nie chce zwykłego brzmienia, jakie ciągle grają w radiu, a do tego jest bardzo zaangażowany. Wszystko musi być dokładnie takie, jak on tego chce."



I rzeczywiście, podczas gdy Jerkins mocno zaangażował się w pracę nad albumem jako producent i współkompozytor wielu utworów, Jackson - podobnie jak w przypadku "Dangerous" i "HIStory" - był producentem wykonawczym całej płyty. Jerkins wspominał: "Był bardzo szczery. I mocno zaangażowany. I to w każdy najdrobniejszy szczegół. Jakość brzmienia była dla niego niezwykle istotna. Wszystkiemu przyglądał się jak pod mikroskopem, wręcz zwracając uwagę nawet na środkowe częstotliwości brzmień - w sprawach technicznych był bardzo biegły. Często mawiał, że melodia jest królową i naprawdę się na niej skupiał."



W latach 1999 i 2000 Jackson i Jerkins wspólnie pisali i nagrywali kolejne utwory. Rola Jerkinsa w powstawaniu "Invincible" była podobna do tej, jaką przy tworzeniu "Dangerous" odegrał Teddy Riley: jego zadaniem była pomoc Jacksonowi w opracowaniu nowego "brzmienia" utworów rytmicznych. Jackson płacił Jerkinsowi na tyle dużo, by być pewnym, że producent przez trzy lata poświęci się pracy tylko dla niego (chociaż pod koniec tego okresu Jerkins ostatecznie wyprodukował płytę Brandy). Przez ten czas obaj mocno zaangażowali się we wspólną pracę i na początku roku 2000 stworzyli wspólnie niemal trzydzieści numerów.



Pierwsza partia utworów, według Jerkinsa, to bardziej klasycznie brzmiący Jackson. Wśród tych nagrań było "You Rock My World". Jerkins, podobnie jak inni wzięci producenci R&B i hip-hopu w tamtym czasie, zaczął na nowo czerpać inspiracje z disco końca lat 70., soulu i funku. W rzeczywistości w tamtym czasie menedżerom Jacksona zaproponowano kilka numerów w stylu retro, wyprodukowanych przez utalentowany duet producencki The Neptunes. Zostały jednak odrzucone, zaś Neptunes ostatecznie nagrali je z Justinem Timberlake'iem na jego płytę "Justified" (wśród nich były "Senorita" i "Rock Your Body"). (Według Pharrella z Neptunes, Jackson żartował ze swoich menedżerów, którzy odrzucili te numery).



Sprawa ta jednak obrazowała wewnętrzną debatę, jaka toczyła się od samego początku: czy album powinien być nowatorski czy klasyczny (czy jedno i drugie)? Jackson lubił "Off The Wall" i wiedział, że wiele osób z radością przyjmie powrót do tego brzmienia, ale nie znosił myśli, że miałby ponownie zrobić to samo, co dawniej. Powiedział Jerkinsowi, że chce "pewnych" klasycznych, ładnych melodii, ale album jako całość ma być "futurystyczny". W pewnym momencie, po ponad roku wspólnej pracy, Jackson zaproponował, by zapomnieć o wszystkim, co przez ten czas nagrali i zacząć pracę na nowo. Jerkins był w szoku.



Zainteresowanie Jacksona swoim nowym brzmieniem sięgało również do kwestii tego, jak było ono nagrywane i masterowane. Podczas gdy wielu producentów postawiło na nagrania cyfrowe, Jackson pragnął zachować ciepło technologii analogowej. "Trochę obawiał się nowej technologii i jej narzędzi," przyznał Rodney Jerkins. "Próbowaliśmy przekonać go do niej, ale nie chciał jeszcze podążać tą ścieżką, a ja to rozumiałem: po prostu ukształtowała go szkoła analogowa." Nowy zespół inżynierów dźwięku używał nowych narzędzi podczas pracy nad nowymi piosenkami na "Invincible" - a część z tych utworów doczekała się przynajmniej trzydziestu różnych wersji. Przed Jacksonem stało nie lada wyzwanie: pragnął on zachować równowagę pomiędzy pragnieniem innowacji (technologicznej i brzmieniowej), a bogactwem doświadczenia i wiedzy, jakie wyniósł ze współpracy z Quincy Jonesem i Brucem Swedienem.



Nie było to łatwe zadanie. Wytwórnia, współpracownicy, fani, ale przede wszystkim sam Jackson - wszyscy stawiali przed nim ogromne oczekiwania. W 2001 roku przyznał: "Ze wszystkich płyt, praca nad tą była najtrudniejsza. Głównie przeze mnie samego. Napisałem tak wiele piosenek... Już samo wybranie 16 z nich, które mógłbym zaakceptować było wyzwaniem. A do tego... Hm, pracując nad poprzednimi płytami nie miałem jeszcze dzieci, a teraz co chwila łapałem przeziębienie. Bardzo dużo chorowałem, więc co chwila musieliśmy wstrzymywać pracę, a później rozpoczynać ją na nowo."



Bywały dni, że razem z Jerkinsem Jackson pracował "16 do 18 godzin na dobę", nagrywając w kółko materiał. Jackson przyznał: "Naciskałem na Rodneya. Naciskałem i nalegałem, by tworzył, by szukał innowacji. By był bardziej odkrywczy. Jest prawdziwym muzykiem, jest bardzo zaangażowany i naprawdę lojalny. Jest wytrwały. Chyba nie znam nikogo tak wytrwałego. Bo mogłem na niego naciskać i naciskać, a on wcale się nie złościł." Faktycznie, wyzwanie przed Jerkinsem - choć niekiedy frustrujące - było ożywcze. Praca z Jacksonem wymagała cierpliwości, ale jej rezultaty były tego warte. Jerkins mówił: "Mogę tylko zdradzić, że jest to brzmienie, jakiego nikt nigdy w życiu nie słyszał. Z całą pewnością zupełnie inne od wszystkiego... Z całą pewnością nikt nigdy czegoś takiego nie słyszał. To będzie najlepsza płyta, jaką kiedykolwiek nagrał."



Każdy, kto pracował z Jacksonem nad "Invincible" również zachwalał powstającą płytę. Dawny członek Jodeci De Vante, który współpracował przy tworzeniu kilku utworów (żaden z nich ostatecznie nie znalazł się na płycie) zapowiadał: "Sądzę, że mamy nowego 'Thrillera'". R. Kelly - autor i producent hitu Jacksona "You Are Not Alone" - napisał pięć potencjalnych numerów na "Invincible", mówił: "Mam nadzieję, że wybierze chociaż dwa z nich" (Jackson ostatecznie wydał na płycie tylko jeden z nich - "Cry").



Chociaż ostatecznie w "Invincible" wydano aż szesnaście utworów, sporo niesamowitego materiału zostało pominięte, w tym te tworzone z artystami jak DeVante, Dr Freeze, Lenny Kravitz, Brad Buxer i Jerkins (w tym "Can't Get Your Weight Of Me", "Escape" oraz "We've Had Enough"). Z takim bogactwem kompozycji, Jackson mógł poprowadzić pracę nad płytą w dowolnym kierunku. Eksperymentował z wieloma stylami. Jedna z piosenek, nagrana wspólnie z Lennym Kravitzem ("Another Day") była kosmiczną neofunkową, rockową melodią - brzmiała zupełnie inaczej niż wszystko, co Jackson do tej pory stworzył. Kilka kompozycji nagranych wspólnie z Bradem Buxerem, w tym "Beautiful Girl", "The Way You Love Me" i "Hollywood Tonight" - z powodzeniem mogło zostać wydanych na płycie. Podobnie dwa wspaniałe numery, które powstały we współpracy z Dr Freezem: "Blue Gangsta" oraz "A Place With No Name".



Jedną z kompozycji, jakie powstały w najwcześniejszej fazie pracy nad płytą, był hymn pod tytułem "I Have This Dream", nad którym Jackson pracował z Carole Bayer Sager i z Davidem Fosterem. Sager mówiła, że jest to "piosenka, która pozwoli nam z nadzieją wejść w nowy rok". Ostatecznie jednak utwór nie znalazł się w albumie. Innym hymnem, dla którego również zabrakło miejsca na "Invincible", był "What More Can I Give". Nie wdając się w dalsze szczegóły można uznać, że Jackson miał wystarczająco dużo materiału, by "Invincible" wydać jako podwójny krążek.



Przez perfekcjonizm Jacksona nie tylko wiele wspaniałych numerów nie znalazło się na nowej płycie, ale i datę premiery samego krążka wciąż przesuwano. Latem 2001 roku fani Jacksona (nie wspominając o szefach Sony) nie mogli się już doczekać długo obiecywanego nowego materiału. W końcu - z przerwami - nagrywał go już od niemal czterech lat, co kosztowało już prawie 30 mln dolarów, a mimo to, wciąż nie był zadowolony. Tego lata jednak ugiął się pod mocnymi naciskami i wybrał w końcu ostateczną listę piosenek, które wkrótce wydał na "Invincible".



Pod koniec lata ostatecznie wyznaczono datę premiery nowej płyty (20 października 2001) i rozpoczął się okres jeszcze gorętszego jej wyczekiwania. Wokalista Luther Vandross mówił wtedy: "Nagrywam naprzeciwko niego w Hit Factory - szkoda, że nie słyszycie, co tam się dzieje - wszyscy o tym mówią. Asystenci inżynierów dźwięku są najlepszym źródłem informacji i najlepiej się znają. Wychodząc ze studia przyznają, że atmosfera jest gorąca, a muzyka jest świetna i wszystkim się spodoba."



Epic i Sony nie mogli się doczekać finalnej wersji płyty. David Glew, szef Epic, przyznał: "Michael śpiewa lepiej niż kiedykolwiek. Ach, ballady! Ballady są przepiękne. Numery taneczne są melodyjne. W połowie lipca wydamy singiel, na przynajmniej osiem tygodni przed premierą płyty. Michael doskonale się spisał, teraz czas na nas. Teraz wszystko zależy od promocji." Szef Sony, Tommy Motolla, również zapewniał, że na płycie znajdą się "najlepsze utwory, jakie Michael kiedykolwiek stworzył."



Wraz ze zbliżającą się datą premiery pojawiały się różne scenariusze tego, jak płyta zostanie przyjęta. Niektórzy uważali, że jest ona skazana na sukces; inni sądzili, że nie będzie w stanie konkurować z nastoletnim popem i współczesnym R&B, tak popularnym wśród młodych słuchaczy. Joe Levy z "Rolling Stone" pisał: "Stoi przed nim nie lada wyzwanie - musi bowiem dotrzeć do słuchaczy, którzy go nie znają. Po raz pierwszy musi znaleźć drogę do słuchaczy, którzy nie dorastali razem z nim... Tak samo było z Elvisem i jego powrotem w 1968 roku. Teraz nabywcy płyt albo go nie znają, albo jest on im obojętny, albo też uważają go jedynie za temat żartów. Elvisowi w takiej sytuacji udało się pokazać, jak bardzo wszyscy się mylili. Kiedy [Elvis] chciał zwrócić ich uwagę na muzykę, doskonale mu się to udało. Moim zdaniem to bardzo prawdopodobne, że Michael Jackson zrobi dokładnie to samo."



Z całą pewnością Michael Jackson udowodnił, że zrobi to samo, kiedy we wrześniu pojawił się na scenie w Madison Square Garden w Nowym Jorku. Bilety na te dwa koncerty, które zorganizowano dla uczczenia rocznicy trzydziestu lat pracy solowej Jacksona, wyprzedano w zaledwie kilka godzin. Na imprezach pojawiła się niemal cała branża muzyczna - wszyscy chcieli być świadkiem "wielkiego powrotu" oraz oddać swój hołd Królowi Popu. Lista gości i wykonawców była bardzo długa - były na niej legendarne nazwiska ze świata muzyki: Quincy Jones, Diana Ross, Ray Charles, Gladys Knight i Whitney Houston; ikony srebrnego ekranu: Elizabeth Taylor, Marlon Brando, Liza Minelli; oraz całe młode pokolenie artystów, a wśród nich: Beyonce, Justin Timberlake, Usher, Alicia Keys, Missy Ellion, Ricky Martin, Britney Spears, Puff Daddy i Jay-Z.



Na kilka dni przed koncertami w Nowym Jorku - i w branży muzycznej - nastrój oczekiwania udzielał się wszystkim i był widoczny na każdym kroku. "Moim zdaniem to tylko pokazuje, jak wszyscy stęsknili się za Michaelem. Chcą go zobaczyć, ludzie próbują go naśladować, bo po prostu bardzo chcą go zobaczyć," mówiła Kelly Rowland z Destiny's Child. Z kolei gwiazdor hip-hopowy Sisqo dodał: "W Ameryce najbliżej nam do rodziny królewskiej i właściwego jej splendoru właśnie dzięki osobie Michaela Jacksona."



Jackson nie zawiódł. Po kilku dość nudnych występach na jego cześć, sam wyszedł na scenę, na której po raz pierwszy od 1984 roku i trasy Victory wystąpił ze swoimi braćmi. Atmosfera na widowni była niesamowita, kiedy wspólnie śpiewali największe hity z czasów The Jackson 5. Gdy przed występem solowym Jacksona, widownia zobaczyła zarys jego sylwetki, napięcie sięgnęło zenitu. Stało się jasnym, że w wieku 43 lat Michael Jackson wciąż ma to "coś".



Skrócona wersja koncertów została nadana przez CBS kilka miesięcy później - występy zobaczyło ponad 25 milionów widzów - więcej niż jakiekolwiek inne rocznicowe wydarzenie muzyczne od sześciu lat. Był to obiecujący początek tak długo oczekiwanego powrotu Jacksona. Niestety, kolejny poranek przyniósł chaos i zniszczenie 11 września. Nagle muzyka pop, podobnie jak wiele inny rzeczy, wydawała się zbędną, ponieważ ludzie próbowali odnaleźć się w nowej rzeczywistości i otrząsnąć z tego dramatu.



W zaledwie miesiąc później "Invincible" ukazała się na rynku. Okładka płyty przedstawiała twarz Jacksona: na wpół cyfrową, na wpół ludzką. Album z pewnością sprawiał wrażenie ważnego w trwającej erze komputerów. Na rynek trafiły płyty w pięciu różnych kolorach. W pierwszym tygodniu "Invincible" sprzedawała się bardzo szybko - w Ameryce, w Wielkiej Brytanii, we Francji, w Australii, w Japonii, w Niemczech, we Włoszech i w większości innych krajów zadebiutowała na miejscu pierwszym.



Mimo dość chłodnego przyjęcia przez krytyków "Invincible" w zaledwie tydzień w samych Stanach Zjednoczonych (gdzie zdaniem wielu płyta miała odnieść porażkę) sprzedano 366,300 egzemplarzy. W ciągu pięciu dni na świecie miano sprzedać ponad 3 miliony kopii.



Jednak opinia publiczna z pewną rezerwą przyjęła pierwszy singiel z płyty, "You Rock My World". Chociaż piosenka dotarła do 10 miejsca notowania setki najlepszych utworów Billboardu, była krytykowana za nieszczególną oryginalność czy świeżość - zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejsze zapewnienia. "You Rock My World" to jedyny z solowych singli Michaela Jacksona, który nie dotarł do pierwszej piątki listy przebojów w Stanach Zjednoczonych. (Na świecie singiel radził sobie jednak znacznie lepiej, w Wielkiej Brytanii dotarł do miejsca drugiego, a we Francji na szczyt notowania). Wideoklip do piosenki wielu utwierdzał tylko w przekonaniu, że dni wizjonerstwa Jacksona już minęły. Obraz został wyreżyserowany przez Paula Huntera (który pracował z Mariah Carey, Willem Smithem i siostrą Michaela, Janet) i sprawiał wrażenie taniej podróbki "Smooth Criminal", tym razem w kubańskiej scenerii. Pomimo zaangażowania aktora komediowego Chrisa Tuckera oraz legendy kina Marlona Brando, film nie odniósł sukcesu. Oczywiście nie była to wina wyłącznie samego klipu. W tamtym czasie wideoklipy nie miały już takiego samego znaczenia, jak w latach 80. i 90. MTV i VH1 częściej nadawały programy typu reality show, a YouTube jeszcze wtedy nie istniał.



Według otoczenia Jacksona, on sam również nie był zadowolony z tego filmu. Nie był także zadowolony z tego, jak Sony zaplanowali wydawanie poszczególnych singli (sam chciał najpierw wydać "Unbreakable"). Za kulisami rozgrywały się znacznie poważniejsze problemy. Między Jacksonem a ówczesnym szefem Sony, Tommym Mottolą, wywiązał się ostry spór. Eskalował on do tego stopnia, iż Jackson zagroził odejściem z Sony, na co Tommy Mottola poinformował gwiazdora, iż jest związany różnymi klauzulami zawartymi w kontrakcie.



W ciągu kilku miesięcy, pomimo tak obiecujących początków, "Invincible" spadała w notowaniach, a Sony wycofali się z jakiejkolwiek promocji. Planowany jako drugi singiel utwór "Butterflies" znalazł się na drugim miejscu radiowych notowań R&B, ale Sony najpierw opóźniali jego wydanie, a ostatecznie zupełnie się tego wycofali. Odwołano również prace nad wideoklipem do "Unbreakable" oraz zaplanowany występ podczas ceremonii Grammy z "Whatever Happens".



Fani byli zszokowani i wściekli. W pierwszych miesiącach podobno sprzedano zaledwie pięć milionów kopii "Invincible". Co się działo? Czy ludzie z Sony spisywali album na straty? Czy Michael był już zmęczony pracą nad nim?



Dwie poprzednie płyty Jacksona "Dangerous" oraz "HIStory" były promowane przez niemal dwa lata. Z promocji "Invincible" zrezygnowano po niespełna dwóch miesiącach (i to mimo, iż jeszcze kilka miesięcy wcześniej Mottola zapewniał, że album jest najlepszym dziełem Jacksona od czasów "Thrillera"). Co zrozumiałe, Jackson był wściekły. Jego zdaniem Mottola wykorzystał go i zdradził. Według jednego ze źródeł szef Sony zagroził, że "zrujnuje Jacksona". Osoba ta zdradziła Fox News: "Nie chodzi o groźby fizyczne, ale z pewnością o to, że Michael zostanie zniszczony, a jego kariera skończona, jeśli nie przyjmie warunków Tommy'ego."



Producentowi Rodney'owi Jerkinsowi było przykro, że cała ta ciężka praca, jaką z Jacksonem włożyli w powstanie tego albumu, przez przepychanki o władzę, okazała się niepotrzebną. "Moim zdaniem sytuacja jest patowa, bo nie mamy ani promocji, ani klipu. Skoro niczego nie promujemy, niczego nie pokazujemy, to jak mamy sprzedawać tę płytę?" Pytał Jerkins. Sony odmówili także dystrybucji dobroczynnego singla Jacksona "What More Can I Give", który miał przynieść środki dla osób, które ucierpiały w zamachach z 11 września. "Szkoda, że Sony nie było nawet stać na to, by pozwolić jakiejś niezależnej wytwórni na wydanie tych piosenek," powiedział producent wykonawczy Marc Shaffel. "Każdy kto słyszał te piosenki wie, że to hity i mogłyby przynieść mnóstwo pieniędzy na szczytny cel."



Chociaż powody, dla których Tommy Mottola wycofał się z promocji "Invincible" stały się przedmiotem powszechnych spekulacji, prawdziwe tego przyczyny nie są do końca znane. Zdaniem niektórych była to jego zemsta za ogromne pieniądze, jakie pochłonęło wydanie "Invincible"; zdaniem innych Mottola chciał przejąć katalog piosenek The Beatles. Z całą pewnością jednak cała ta sytuacja szczególnie dotknęła Michaela Jacksona. Dla niego nie chodziło tylko o sprawy biznesowe, a o osobistą zdradę. Od czasów Motown nieustannie ciężko pracował, a w swoją twórczość i karierę wkładał całe swoje serce i duszę. W tym czasie zarobił dla wytwórni miliardy dolarów - wtedy ludzie CBS/Epic i Sony stali za nim murem. W jego odczuciu teraz nie mógł już na nich liczyć. Pod wieloma względami takie złe traktowanie było powtórką tego, co wcześniej zafundował mu ojciec: czuł się jak marionetka, produkt, wykorzystany do granic i ograbiony ze wszystkiego, co mógł dać, a w zamian pozbawiony choćby krzty godności i szacunku należnych artyście. Ból i rozgoryczenie związane z tymi wydarzeniami były tym większe, kiedy część jego kolegów z branży i przyjaciół wzięło stronę Mottoli. Podobnie, jak w 1993, Jackson czuł się opuszczony wtedy, kiedy najbardziej potrzebował wsparcia.



Kwestia rasowa jeszcze bardziej pogarszała sytuację. Michael Jackson doskonale znał historię czarnoskórych artystów i ich losy w branży muzycznej. Od Chucka Berry'ego po Little Richarda, od Bo Diddley'a po Jackie Wilsona - Jackson wiedział, że rewolucyjni afroamerykańscy artyści nie tylko nie byli należycie promowani w porównaniu do ich osiągnięć, ale także byli wykorzystywani przez "białe" wytwórnie. Obserwował, jak jego bohater, James Brown, do późnej starości koncertował dla zarobku, ponieważ biali właściciele wytwórni posiadali prawa do jego utworów i do tantiem z piosenek, które uczyniły go gwiazdą (tak naprawdę to m.in. dlatego Jackson - z pomocą adwokata Johna Branki - nie tylko zadbał o prawa do własnej twórczości, ale i aktywnie nabywał prawa do katalogów innych artystów).



Michael Jackson tak mocno wierzył w to, iż jego sprawa była częścią ogólnej tendencji do rasizmu i wykorzystywania przez branżę muzyczną, że zaczął wypowiadać się o sprawie publicznie. Było to dla niego bezprecedensowe jawnie polityczne działanie. Podczas konferencji prasowej w Harlemie dla National Action Network, wspierany przez Johnnie Cochrana i Ala Sharptona, Jackson przedstawił całą sprawę:

"To bardzo przykre, kiedy widzimy, jak ci artyści, którzy dali światu tyle radości, są teraz bez środków do życia. Zaś system - zaczynając od wytwórni płytowych - całkowicie ich wykorzystał... Chcę tylko, żebyście wiedzieli, jak jest to ważne i o co walczymy, ponieważ sam mam już dość... Naprawdę, mam już dość tej manipulacji... Jestem tu dziś, by powiedzieć wam o tej niesprawiedliwości. Musicie o czymś pamiętać: w chwili, w której zacząłem pobijać kolejne rekordy sprzedaży - Elvisa, Beatlesów - w chwili, w której ich rekordy przeszły do historii [Księgi Rekordów Guinnessa], zaraz zaczęli nazywać mnie dziwakiem, homoseksualistą, pedofilem, mówili, że wybieliłem skórę. W zaledwie jedną noc nakręcili to wszystko, próbując nastawić opinię publiczną przeciwko mnie."



Chociaż oskarżenia Jacksona mogły być nieco wyolbrzymione, było w nich bardzo wiele prawdy i pozwalało spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy. Niezależnie od pigmentu jego skóry, Jackson wyraźnie nadal identyfikował się z problemami muzyków i artystów afroamerykańskich. Dziennikarze jednak w większości zwyczajnie odrzucili jego żale jako wyrzuty wywołane tym, iż jego album nie radził sobie tak dobrze, jak oczekiwano.



Niezależnie od kontrowersji i rozczarowania towarzyszącym "Invincible" - jak ujął to Jackson - "Ostatecznie to muzyka żyje i trwa." I patrząc wstecz, spora część "Invincible" brzmi dziś nader świeżo i robi wrażenie.

Standardem dla Michaela Jacksona, rzecz jasna, był on sam. Nawet jeśli na jakieś płycie było kilka bardzo dobrych utworów (jak na "Invincible"), ale nie sprzedano jej pięćdziesięciu milionach egzemplarzy i kolejne nagrania z niej nie docierały do szczytów list przebojów, album taki był porażką. Krytyk muzyczny Robert Christgau w 2001 pisał: "Często zapomina się o tym, że Michael Jackson jest wspaniałym muzykiem. Celowo używam tu czasu teraźniejszego, ponieważ a) jego umiejętności wydają się wciąż tak samo dobre oraz b) jak zauważył Frank Kogan, który pokusił się o obiektywne przesłuchanie płyty, numery funkowe są tam solidniejsze, zaś ballady bajeczne, jak nigdy wcześniej."

Takie opinie jednakże były rzadkością. Jak zwykle, tylko kilku krytyków potrafiło się skupić wyłącznie na muzyce i powstrzymać od szerzenia własnych opinii o ekscentryzmie Michaela Jacksona, jego wyglądzie zewnętrznych o kontrowersjach związanych z jego osobą. Jeżeli jednak któremuś już udało się przebrnąć przez rozkojarzenia i wyolbrzymione porównania, "Invincible" była doceniana. Raper Eminem w 2002 roku przyznał: "Ze wszystkich płyt, jakich słuchałem, najlepszą w tym roku jak na razie jest 'Invincible'. Michael Jackson zasługuje na dużo większe uznanie, niż to, które teraz przypada mu w udziale."

Rzeczywiście, od "rączego, solidnego minimalizmu R&B" numerów rytmicznych po bogactwo emocji w utworach utrzymanych w średnim tempie, aż po patos i mistrzostwo wokalne charakterystyczne dla ballad, "Invincible" była kolejnym potwierdzeniem niezwykłych i wszechstronnych talentów Jacksona. Pierwsza część albumu była naładowana ostrymi, mocnymi numerami rytmicznymi, które w zamierzeniu miały trafić do nowej generacji słuchaczy. "Unbreakable" oraz "Heartbreaker", obie powstałe we współpracy z Rodney'em Jerkinsem, są brzmieniową eksplozją, jaka charakteryzuje nowe millenium techno-funku. Tempo płyty jest równoważone przez łagodne kompozycje jak "Heaven Can Wait" czy "Butterflies" oraz wyszukane ballady jak "Speechless". Mark Anthony Neal opisał płytę jako "powrót do gatunku porządnych, wpadających w ucho brzmień R&B, charakterystycznych dla najlepszych nagrań Jacksona z jego braćmi oraz jego 'dorosłego' debiutu z 'Off The Wall'". Tematycznie płyta jest podobna do "Dangerous" - zaczyna się od mocnego i wyzywającego numeru "Unbreakable", punktem kulminacyjnym tej części płyty są osobiste wyznania "Speechless" oraz "You Are My Life", przeplatane apelami do świadomości społecznej "Cry" i "The Lost Children", a całość kończy prowokacyjny zwrot w "Threatened".

Jedna z głównych debat nad "Invincible" związana była z szerokim przekrojem producentów i współpracowników. Zdaniem niektórych krytyków "nierówność" płyty spowodowana była zbyt wieloma współpracownikami i sądzili oni, że Jackson "brzmiały lepiej", gdyby poprzestał na współpracy z jednym lub dwoma producentami. Mark Anthony Neal stwierdził, że "Butterflies" to "najlepszy przykład, dlaczego inwestycja Jacksona w Jerkinsa była błędem, ponieważ [Andre] Harris i inni z 'Touch of Jazz' mogli całkiem sprawnie ukończyć cały projekt sami." Zdaniem innych, że to Teddy Riley, który w przeszłości partnerował Jacksonowi przy tworzeniu najlepszych kompozycji ("Dangerous") i tym razem stworzył najlepsze numery. "Teddy Riley w zaledwie dwóch piosenkach udowadnia, że jest sto razy lepszym kompozytorem niż wszyscy ci młodzi muzycy, pracujący nad tą płytą, razem wzięci", pisała Nikki Transter. "Chociaż numery rytmiczne Jerkinsa i spółki są funkowe i zabawne, to te Rileya jak 'Whatever Happens' i 'Don't Walk Away' są najbardziej subtelne i zapewniają Jacksonowi przestrzeń do eksperymentów z tekstem, wokalem i instrumentalizacją."

Koniec końców wydaje się, że argumenty za najlepszym producentem czy wizją albumu sprowadzają się bardziej do preferencji estetycznych. W rzeczywistości wszyscy główni współpracownicy Jacksona - Rodeny Jerkins, Teddy Riley, R. Kelly, Floetry czy Babyface - byli bardzo utalentowani; jednak zebranie ich wszystkich razem dla niektórych słuchaczy było zbyt przygniatające. Jackson później przyznał, że sam być może kilka rzeczy zrobiłby inaczej i zostawił na płycie kilka wcześniejszych piosenek, nad którymi powinien był dalej pracować.

Dziedzictwo "Invincible" wciąż jest niejednoznaczne. Kulturowy wpływ płyty zaraz po jej wydaniu był znikomy. Przeciętny słuchacz prawdopodobnie kojarzy ją z dwoma, trzeba utworami. Dodatkowo, w przeciwieństwie do poprzednich albumów, nie mieliśmy tu żadnych obrazów wideo towarzyszących muzyce, ani występów. Była to płyta zniszczona przez kontrowersje, niespełnione oczekiwania i rozczarowanie.

Ale i tak sprzedano ponad dziesięć milionów egzemplarzy płyty i całkiem niedawno głosujący w plebiscycie "Billboardu" uznali "Invincible" za "najlepszy album dekady". W międzyczasie wiele utworów, które wcześniej przeszły bez echa, teraz odkrywane są na nowo przez nowe pokolenia i to bez ciężaru i niepotrzebnych komentarzy, jakie towarzyszyły płycie zaraz po jej wydaniu. Zaś dla fanów Jacksona "Invincible" oraz utwory, nad którymi artysta pracował w tym czasie, są prawdziwym skarbem - bogactwem niedocenionego materiału, jaki stanowi ostatnie ukończone w pełni dzieło Jacksona.



UTWORY

1. Unbreakable


(Muzyka i tekst: Michael Jackson, Rodney Jerkins, Fred Jerkins III, LaShawn Daniels, Nora Payne oraz Robert Smith. Produkcja: Michael Jackson i Rodney Jerkins. Nagranie: Stuart Brawley. Edycja cyfrowa: Stuart Brawley oraz Paul Foley. Miks: Bruce Swedien, Rodney Jerkins i Stuart Brawley. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson. Dodatkowe chórki: Brandy. Rap: Notorious B.I.G. Na wszystkich instrumentach grają Michael Jackson oraz Rodney Jerkins).

"Unbreakable" to zapowiedź brzmienia nowego millenium według Michaela Jacksona. Podobnie jak w przypadku poprzednich kamieni milowych techno-industrialnych brzmień ("Dangerous", "Scream), utwór rozpoczyna się od preludium mechanicznych dźwięków, prawie jakby muzyka chciałaby odkryć i tworzyć się tu sama. Tematycznie doskonale koresponduje z mieszaną tożsamością, jaką obrazuje okładka albumu: akt twórczy jest konsumowany przez przenikanie się płaszczyzn: biologicznej z technologiczną, organicznej z cyfrową oraz ludzkiej i maszynowej.

Jackson pozwala na budowanie tego napięcia przy pomocy dźwięków przypominających wolne obroty silnika, warknięcia oraz narastający gwar, jakie prowadzą do eksplozji klawiszowego brzmienia. Efekt jest zadziwiający. Dla artysty, który przez sześć lat pozostawał z boku, było to mocne wejście. W recenzji z 2001 roku Nikki Tranet napisała: "Ten utwór bez wątpienia wyróżnia się ze wszystkich na płycie." Dla samego Jacksona "Unbreakable" był jednym z faworytów i chciał on, by piosenkę tę wydać na singlu i pragnął nagrać do niej wideoklip. (Sony uznali jednak, że "You Rock My World" bardziej nadaje się do rozgłośni radiowych).

Decyzja o rezygnacji z "Unbreakable" jako singla promocyjnego wynikała być może częściowo ze szczerości przesłania samego nagrania. Podczas gdy większa część płyty dotyczy "miłości i związków," "Unbreakable" jest śmiałą obronną deklaracją. Jackson drwi w jednej ze zwrotek: "A kiedy już pogrzebiesz mnie pod całym swoim bólem, wyśmieję cię, powstając na nowo."

Pod pewnymi względami piosenka ta jest także przesłaniem dla samego Jacksona, wyrazem wiary w siebie i siły do walki z adwersarzami. Jak wyjaśnił w wywiadzie z Anthonym DeCurtisem: "Przeszedłem piekło. Naprawdę, tak było, ale wciąż mogę robić to, co chcę i nic nie może mnie powstrzymać. Nikt nie może mnie powstrzymać. Przestanę, kiedy będę na to gotowy. I [w 'Unbreakable'] mówię tylko, że będę nadal robił swoje, niezależnie od wszystkiego."

Powtarzając się klawiszowo-basowy motyw przewodni utwory doskonale oddaje tę determinację i wytrwałość. Przez ponad sześć minut pulsujący, uparty beat "Unbreakable" wylewa się z głośników, podczas gdy urywane wokale wgryzają się w słowa. Robert Hilburn napisał, że "'Unbreakable' jest tak mocna, że sprytni sprzedawcy systemów audio mogliby na niej demonstrować możliwości ich najnowszego sprzętu."

W ok. 3:50 minucie utworu słyszymy pośmiertne nagranie Natoriousa B.I.G, a po nim Jackson zamyka piosenkę typowymi dla siebie improwizacjami. Utwór jest wyraźnym przesłaniem: Michael Jackson powrócił. Jak czytamy w jednej z recenzji: "Nie ma zamiaru oddać swojej korony [Króla Popu] bez walki."



2. Heartbreaker

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Rodney Jerkins, Fred Jerkins III, LaShwan Daniels, Mischke oraz Norman Gregg. Produkcja: Michael Jackson i Rodney Jerkins. Programowanie: Michael Jackson i Rodney Jerkins. Nagranie: Bruce Swedien oraz Stuart Brawley. Edycja cyfrowa: Alex Greggs, Stuart Brawley oraz Fabian Marasciullo. Nagranie rapu: Bob Brown. Miks: Bruce Swedien, Rodney Jerkins, Stuart Brawley. Wokale wiodące: Michael Jackson. Rap: Fats. Chórki: Michael Jackson, Mischke, LaShwan Daniels oraz Nora Payne)

Dzięki odbijającym się rykoszetem bitom i dźwiękom, "Heartbreaker" sprawia niemal wrażenie dzieła wściekłego naukowca, który zamienił laboratorium na studio nagraniowe. Robert Hilburn z "Los Angeles Times" nazywa ją "brzmieniowym cudem", który przenosi artystę w "odważne nowe terytorium." Nawet Jon Pareles z "New York Times", niestrudzony krytyk Jacksona, docenia jego "rytmiczny geniusz" w utworach w tempie, jak "Heartbreaker: "Przerywa śpiew odchrząknięciami, oddechami i okrzykami... W tle rytmicznego podkładu elektronicznych trzasków, które podnoszą się i opadają niczym ciężarówka wypełniona radością, sunąca po nierównej drodze."

Podobnie jak w przypadku poprzednich płyt, owo muzyczne nowatorstwo było oczkiem w głowie Jacksona. Wyjaśniał: "Wiele dźwięków, jakie słyszymy na płycie, nie powstało na klawiaturach, są w sporej części wytworzone na urządzeniach. Stworzyliśmy własne dźwięki. Uderzaliśmy w różne rzeczy, trzaskaliśmy w inne - nikt nie może odtworzyć ich dokładnie takich samych. Stworzyliśmy je własnoręcznie, wymyśliliśmy je i stworzyliśmy. I to jest najważniejsze - nowatorstwo. Najważniejsze to być nowatorem."

"Heartbreaker" jest widocznym przykładem takiej innowacji, połączenia techno z popem, hip-hopem i funkiem (słychać tu również słynny beatboxing Jacksona), której celem jest stworzenie czegoś, czego "ludzkie ucho nie słyszało". NME pisali o utworze jako o "wymyślnym, perkusyjnym numerze z frapującym, powtarzającym się refrenem i z klasycznie brzmiącym Jacksonem w mostku".

Pod względem tekstu "Heartbreaker" wpisuje się w dobrze znany i kojarzony z Jacksonem trop. Jest to utwór o uwodzeniu i odrzuconej miłości. "Mówi słowami, którymi przejmuje kontrolę nad moim umysłem," śpiewa. To tematyczna obsesja, jaka rozpoczęła się od "Heartbreak Hotel" i znalazła ciąg dalszy w piosenkach takich jak "Billie Jean", "Dirty Diana" i "Dangerous". To powracający brak zaufania, a nawet strach, wobec pewnego typu kobiety (albo przynajmniej cech, jakie uosabia). Rzecz jasna jest w tym wszystkim stale obecne kuszenie oraz fascynacja.

Budowanie napięcia i opowiadanie historii w przypadku poprzednich utworów udawało się Jacksonowi lepiej. Niezwykłość "Heartbreaker" polega przede wszystkim na muzycznej innowacji. Frank Cogan z "Village Voice" pisze: "Takie szybkie numery są dla mnie wyjątkowo piękne. [Jackson] razem z Rodneyem Jerkinsem mieszają, warkocą, terkocą - takie zadziorne techno - okrojone dźwięki, małe, zamglone nuty basowe... Nie wiem, czy takie piękne szczegóły zwrócą jeszcze gdzieś kiedyś moją uwagę. Piękno poprzednich albumów Michaela Jacksona zawsze potrafiło mnie znaleźć. Ale czasem chwilę to trwało: przez kilka miesięcy słuchałem 'Bad', uderzyła mnie dopiero, kiedy wsłuchałem się jak śpiewa: "He came into her apartment / He left the the bloodstains of the carpet' - później i cały album wydał mi się bardziej zmyślny, ostry i smutny."



3. Invincible

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Rodney Jerkins, Fred Jerkins III, LaShawn Daniels oraz Norman Gregg. Produkcja: Michael Jackson i Rodney Jerkins. Nagranie: Bruce Swedien i Stuart Brawley. Edycja cyfrowa: Stuart Brawley. Nagranie rapu: Bob Brown. Miks: Bruce Swedien, Rodney Jerkins oraz Stuart Brawley. Programowanie muzyki: Michael Jackson, Rodney Jerkins. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson. Rap: Fats)

Kiedy w głośnikach zaczynają rozbrzmiewać pierwsze takty utworu tytułowego z płyty (trzeciej z kolei wspólnej piosenki duetu Jackson-Jerkins), niektórzy słuchacze mogą czuć się nieco przytłoczeni atakiem brzmień i dźwięków. Na poprzednich płytach w tym miejscu była przestrzeń zarezerwowana dla wolniejszych utworów ("Stranger In Moscow", "Baby Be Mine"). Tym razem jednak Jackson proponuje mocniejsze, rytmiczne uderzenie, dopiero po nim następuje zwrot w klimaty R&B oraz soulu, który trwa później przez cztery kolejne utwory.

"Invincible" jest wyraźnym przejawem prób Jacksona, który starał się pozostać wciąż obecnym i liczącym się muzykiem na scenie R&B nowego millenium. Słychać tu inspiracje Timbalandem, Usherem, Jay'em-Z oraz R. Kellym (z kolei wszyscy oni w swojej działalności artystycznej inspirowali się Jacksonem). Mocne połączenie hip-hopu z soulem, zmienia się w wolny, nieustępliwy, surowy rytm, do którego Jackson woła o miłość dziewczyny.

Raper Fats - którego słyszeliśmy również we wcześniejszym kawałku, "Heartbreaker" - pojawia się znowu, improwizując do mocnego beatu w tle. W tym samym czasie Jackson opłakuje rozstanie i uwodzi obietnicami. "Jego śpiew jest butny, wyzywający, i mocny," napisał Robert Hilburn. A jednocześnie jest tu także bliźniaczy patos w tej piosence, kiedy tęskni za miłością, o której - zdaje się już wiedzieć - że zawsze będzie go omijać.

"Invinciblee" zamyka pierwszy rozdział albumu, który pokazuje nieskazitelne, nowatorskie, muzycznie eksperymentalne numery R&B, które zasłużyły na uznanie i szacunek krytyków oraz ludzi z branży.



4. Break of Dawn

(Tekst i muzyka: Dr Freeze i Michael Jackson. Produkcja: Michael Jackson i Dr Freez. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson i Dr Freeze. Gra na wszystkich instrumentach muzycznych: Michael Jackson, Dr Freeze, Rodney Jerkins i Teddy Riley. Nagranie: Mike Ging, Brad Gilderman, Hubmberto Gatica, Dexter Simmons i George Mayers. Programowanie perkusji: Michael Jackson i Brad Buxer. Edycja cyfrowa: Harvey Mason Jr. i Stuart Brawley. Miks: Humberto Gatica, Teddy Riley i George Mayers).

Po utrzymanych w tempie pierwszych trzech piosenkach, "Break Of Dawn" przynosi łagodne i zmysłowe ukojenie. Krytyk muzyczny Sal Cinquemani pisał: "Rzadko od czasów 'Thrillera' [Jackson] promieniował takim ciepłem. Subtelne harmonie i proste aranże nie tylko przypominają tamten czas, ale i z rozsądnie go ubogacają." Piosenką najbardziej podobną do "Break of Dawn" jest chyba "Liberian Girl" z albumu "Bad." Jej muzyczna atmosfera, widowiskowa produkcja oraz romantyczny tekst mają udowodnić, jak miłość i wyobraźnia mogą przenosić nas porywać. Podczas gdy wcześniej Jackson łączył seks z tajemnicą ("In The Closet") czy z poczuciem winy ("Dirty Diana"), tutaj opowiada o intymności bez żadnych zahamowań ani lęków. Jest to tak naturalne i piękne, jak śpiew ptaków, który dyskretnie pobrzmiewa w tle przez cały czas trwania piosenki.

W rzeczywistości cała piosenka przypomina poezję Keatsa - jest świętem zmysłów. Para, o której Jackson śpiewa, znajduje się dosłownie we własnym świecie. Jest on fizyczny ("Trzymaj mnie za rękę"), ale i metafizyczny. Podmiot prosi dziewczynę, by użyła wyobraźni, która pozwoli jej doświadczyć rzeczy, "których nie znała". Pojawia się tu mnóstwo metafor podróży i ucieczki. Para oddala się od ograniczeń społecznych i przenosi w świat bardziej naturalny, czysty i piękny.

Jackson napisał i wyprodukował tę piosenkę razem z Dr Freezem (który również pracował z Jacksonem nad innymi wyjątkowymi numerami, które nie znalazły się na płycie: "A Place With No Name" oraz "Blue Gangsta"). To płynny rytm, egzotyczny nastrój oraz namiętny śpiewa sprawiły, że "Break Of Dawn" bardzo często jest wskazywany przez fanów jako najlepszy utwór z albumu.



5. Heaven Can Wait

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Teddy Riley, Andreao Heard, Nate Smith, Teron Beal. E. Laues oraz K. Quiller. Produkcja: Michael Jackson i Teddy Riley. Współpraca przy produkcji: Andreao Heard i Nate Smith. Nagranie: Teddy Riley, Bruce Swedien i George Mayers. Edycja cyfrowa: Teddy Riley i George Mayers. Miks: Teddy Riley, Bruce Swedien i George Mayers. Aranż orkiestry: Jeremy Lubbock. Dyrygent: Jeremy Lubbock. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson. Dodatkowe chórki: Dr Freeze i "Que").

Pierwsza z czterech wspólnych piosenek na "Invincible" autorstwa Teddy'ego Rileya, jest tak samo łagodna jak "Break of Dawn", jednakże dotyka zupełnie innych emocji. Z mocnymi, warstwowymi harmoniami i klasycznym klimatem R&B, sprawia wrażenie uaktualnionej wersji jednego z numerów Bee Gees. Zdaniem wielu krytyków "Heaven Can Wait" to najlepszy utwór z płyty. Jego nastrój jest wyjątkowo ciepły i bogaty. Jackson namiętnie woła tu w takt zapętlonego rytmu, przez całą zwrotkę nim w refrenie rozpływa się w powietrze. Mark Anthony Neal pisał w kontekście tej piosenki o "jednym z najlepszych wokalnych popisów Jacksona od czasu 'Lady In My Life' z 'Thrillera'". Jeżeli tylko Sony zdecydowaliby się na wydanie tej piosenki na singlu, z pewnością stałaby się wielkim hitem R&B.

Teddy Riley przedstawił najpierw Jacksonowi wczesną wersję tego utworu. Riley wspomina: "Kiedy zaprezentowałem mu ten numer, złapał się za serce i zapytał: 'Teddy, czy ona jest moja?' Odpowiedziałem, 'Tak, Michael, jeśli tylko chcesz.' Odparł: 'Bardzo chcę, ta piosenka jest mi bardzo potrzebna.'" Jackson później stale poprawiał strukturę, brzmienie i tekst utworu.

Piosenka opowiada o chęci uniknięcia śmierci. Jej podmiot w końcu odnalazł miłość i szczęście, a teraz obawia się, że wszystko to zostanie mu odebrane. Śpiewa: "Odmówię aniołom, nie chcę zostawiać mojej ukochanej samej." Ta obawa w pewnym sensie doskonale wpasowuje się do wcześniejszej twórczości Jacksona. Jednak w poprzednich utworach mówił o "sobie" ("zostawicie mnie", "Billie Jean nie jest moją kochanką"), teraz mówi o "nas". "Po prostu zostawcie nas w spokoju," prosi pod koniec utworu. "Proszę, zostawcie nas" (co ciekawe jednak, w ostatnich taktach utworu powraca do "zostawcie mnie"). Ten ból pod koniec piosenki jest szczery. Jest to obawa nie tyle przed śmiercią, ale przed rozstaniem i powrotem do samotności. Piosenka jest błaganiem o czas na kochanie i bycie kochanym bez żadnych przeszkód czy niepokojów.



6. You Rock My World

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Rodney Jerkins, Fred Jerkins III, LaShawn Daniels i Nora Payne. Produkcja: Michael Jackson i Rodney Jerkins. Nagranie: Brad Gilderman, Rodney Jerkins, Jean-Marie Horvat, Dexter Simmons, Stuart Brawley. Edycja cyfrowaL Harvey Mason Jr. i Stuart Brawley. Miks: Bruce Swedien i Rodney Jerkins. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson. Wstęp: Michael Jackson i Chris Tucker. Na wszystkich instrumentach grają Michael Jackson i Rodney Jerkins.)



"You Rock My World" była ostatnią z piosenek Jacksona, notowanych na liście Billboardu - w Stanach Zjednoczonych dotarła do miejsca dziesiątego (za granicą radziła sobie znacznie lepiej, we Francji trafiła na miejsce pierwsze, a w Wielkiej Brytanii na drugie). Pierwsze reakcje po premierze utworu były mieszane. Zdaniem niektórych krytyków i fanów Jackson zwyczajnie powielał schematy - uważali, że taki numer jest mało oryginalny i mało odważny. Zdaniem innych jednak był to znak, że Jackson powraca do formy. David Browne z "Entertainment Weekley" pisał: "Jest to jego najmniej wymuszony singiel od lat, do którego nie ma się jak przyczepić. Prosta, napięta mieszanina tanecznego rytmu i melodii."

Wersja płytowa rozpoczyna się od nieco humorystycznego (i nieco krępującego zarazem) dialogu z komikiem Chrisem Tuckerem. Ich rozmowa sprawia wrażenie próby "bycia na czasie" (z jakichś powodów trudno sobie wyobrazić Michaela Jacksona, który naprawdę mówiłby o dziewczynie, jak go "kręci"). Zaraz jednak, kiedy rozpoczyna się linia basu, Jackson "wślizguje" się w utwór niemal tak naturalnie, jakby zakładał cekinową rękawiczkę. Od tego momentu wraca dobrze znany Michael Jackson: jest tu pulsujący rytm, rozentuzjazmowane smyczki i wokale, które - jak napisano w "Rolling Stone" - "przypominają utwory, jakie Jackson nagrywał z Quincym Jonesem: rytm i wibrujące harmonie są doskonale utkane i nienagannie wyśpiewane."

Dokładnie takie było zamierzenie współautora piosenki Rodney'a Jerkinsa. "Michael powraca tu do melodii. Sprawia, że chce ci się tańczyć. Ta piosenka wywołuje dobre emocje."

I rzeczywiście energiczna, zaraźliwa melodia doskonale broni się wśród innych tanecznych klasyków Jacksona ("The Way You Make Me Feel", "Remember The Time", "P.Y.T."). Jon Dolan pisał: "Jackson śpiewa z jeszcze większą funkową finezją, łącząc doskonale disco z bogatymi harmoniami i wspaniały rytm."



7. Butterflies

(Tekst i muzyka: Andre Harris i Marsha Ambrosius. Produkcja. Michael Jackson i Andre Harris. Nagranie: Andre Harris i Bruce Swedien. Asystent inżyniera dźwięku: Vidal Davis. Miks: Bruce Swedien. Wokale główne: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson i Marsha Ambrosius. Instrumenty dęte: Norman Jeff Bradshaw i Matt Cappy. Na wszystkich instrumentach gra Andre Harris)

Dla wielu fanów i krytyków soulowa piosenka "Butterflies" to jeden z niedocenionych skarbów późnej twórczości Michaela Jacksona. Podobnie jak "Heaven Can Wait", przypomina ona ludziom o wspaniałym głosie Jacksona, który brzmi tu dojrzale i wyjątkowo. Chociaż Sony nigdy oficjalnie nie wydali "Butterflies" na singlu, piosenka szybko stała się podziemnym hitem, szczególnie w Nowym Jorku. Biorąc pod uwagę tak dobre przyjęcie, wiele osób po prostu nie potrafiło zrozumieć, dlaczego numer nie doczekał się promocji jako nowe brzmienie Michaela Jacksona. Krytyk muzyczny Steven Ivory tak mówił NPR: "Ta piosenka otworzyłaby ludzkie umysły." Utwór i tak dotarł do trzynastego miejsca notowania list Billboardu i na drugie miejsce singli R&B - i to wyłącznie dzięki sile radia.

Jackson poznał ten utwór dzięki Johnowi McClainowi - długoletniemu przyjacielowi i producentowi wykonawczemu płyty. Jacksonowi podobała się wersja nagrana przez Floetry - młody, neo-jazzowo/soulowy duet z Anglii. Marsha Ambriosius tak wspominała wiadomość, jaką otrzymała od Króla Popu w 2000 roku: "Z automatycznej sekretarki wydobywa się ten delikatny głos i mówi: 'Podoba mi się to, co nagrałyście na 'A Touch of Jazz'. Nagranie Floetry jest naprawdę super.' To był Michael Jackson!"

Jackson otrzymał kilka potencjalnych dem i wybrał z nich "Butterflies". Kilka miesięcy później Ambrosius i Natalie Stewart znalazły się z nim w studiu i wspólnie pracowali nad nagraniem. Ambrosius tak wspomina to doświadczenie: "To było niesamowite, ponieważ on wciąż pytał, 'Jaka jest kolejna harmonia, Marsh? Dziewczyny, czy to dobrze brzmi? Co myślicie? Czy takiego brzmienia spodziewałyście się?' Był tak otwarty."

Krytyk muzyczny Mark Anthony Neal pisał: "Nie ma przesady w stwierdzeniu, że 'Butterflies" to jedno z najważniejszych nagrań R&B Jacksona od dawna. Jackson otwiera ten numer mrucząc niczym tenor, ale w drugiej zwrotce śpiewa wspaniałym falsetem, w ten sposób doskonale oddaje to, o czym opowiada tekst."

"Butterflies" to jedna z najbardziej docenionych późnych kompozycji Jacksona, która wciąż jest "odkrywana" przez miłośników muzyki, którym początkowo ona umknęła.



8. Speechless

(Tekst i myzka: Michael Jackson. Produkcja: Michael Jackson. Edycja cyfrowa: Brad Buxer i Stuart Brawley. Nagranie: Nagranie: Bruce Swedien, Brad Buxer i Stuart Brawley. Miks: Bruce Swedien. Aranż: Michael Jackson. Wokale wiodące: Michael Jackson. Orkiestracja oraz dyrygentura: Michael Jackson i Jeremy Lubbock. Chór: Andrae Crouch oraz Andrae Crouch Singers Choir. Klawisze: Brad Buxer. Altówka: Novi Novoq, Thomas Tally. Skrzypce: Peter Kent, Gina Kronstadt, Robin Lentz, Kirtin Fife i John Wittenberg)

Ballady z "Invincible" zasadniczo oceniane są przez krytyków kategorycznie jako hity albo porażki. Niezależnie od tego, jak jest sentymentalna, "Speechless" to zdecydowanie hit. Piosenka została napisana, skomponowana i zaaranżowana przez Jacksona - to wspaniała broadwayowska ballada, która prezentuje wokalne możliwości Jacksona w pełnej krasie. "NME" uznali, że jest to "pierwsza, naprawdę wyjątkowa melodia na płycie." Jest to z pewnością jeden z najczystszych wyrazów radości w twórczości Jacksona. Podobnie jak w przypadku numerów gospel Jacksona, klimaks jest tu niemal duchowym przeżyciem, niespotykanym w muzyce popowej.

Piosenka rozpoczyna się od fragmentu acapella, którego wrażliwość i kameralność przypominają "She's Out Of My Life", a później stopniowo budowane jest aż do wzniosłego crescendo. Brzmienie orkiestry w tle - zaaranżowanej przez Jacksona, Brada Buxera i Jeremy'ego Lubbockaa - jest proste, ale w finale zapiera dech w piersiach. Buxer tłumaczył, że Jackson "chciał, żeby to był pewien rodzaj ekstazy. Polecił: 'Zagraj te arpedżia.' Sądziłem, że będzie tego za dużo, że brzmienie będzie przesłodzone. Kiedy pojawiają się te modulacje, możecie usłyszeć wszystkie te arpedżia grane na klawiszach. Żaden dźwięk nie był tu zapętlony, wszystko to zagrałem. Tego właśnie chciał."

Jackson napisał tę piosenkę podczas pobytu w Niemczech. Wspominał, że inspiracją do tego utworu była zabawa z dziećmi. W wywiadzie w 2001 roku mówił: "To dwójka uroczych dzieci, dziewczynka i chłopczyk, tak niewinni. Są kwintesencją niewinności, tylko przebywając w ich obecności czułem, że zupełnie brakuje mi słów, ponieważ miałem wrażenie, że za każdym razem, kiedy patrzyłem na nie, widziałem w nich twarz Boga. To one zainspirowały mnie do napisania 'Speechless'". Kiedy utwór pojawił się w głowie Jacksona, natychmiast zadzwonił do Brada Buxera. Ten wspomina: "Odebrałem telefon o 4.30. Przez telefon śpiewał poszczególne części piosenki. O 6.30 skończyliśmy."

Rezultatem jest piosenka o niewinnej, bezwarunkowej, pewnej miłości, o której wcześniej tak naprawdę nigdy nie śpiewał (być może dlatego, że sam doświadczył jej dopiero, kiedy został ojcem). Śpiewa: "Kiedy jestem z wami, jestem w światłości / ale nikt nie może nie odnaleźć / To jakbym był w miejscu / Zwanym Ziemią Świętą."



9. 2000 Watts

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Teddy Riley, Tyrese Gibson i J. Henson. Produkcja: Michael Jackson i Teddy Riley. Nagranie: Teddy Riley i George Mayers. Edycja cyfrowa: Teddy Riley i George Mayers. Dodatkowe programowanie klawiszy: Michael Jackson i Brad Buxer. Miks: Bruce Swedien, Teddy Riley i George Mayers. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson. Dodatkowe wokale: Teddy Riley)

Wielu słuchaczy nie mogło rozpoznać głosu Jacksona w "2000 Watts" - odzie do brzmienia (i technologii), w której piosenkarz brzmi zupełnie inaczej, śpiewając niskim, barytonowym głosem. Toczyły się nawet spory, czy jest to "prawdziwy" głos Jacksona czy też w jakiś sposób został on cyfrowo przerobiony. Według Teddy'ego Rileya oraz inżyniera Suarta Brawleya to naprawdę jest głos Jacksona. Po popisach wokalnych tenora i falsecie "Speechless" ten utwór diametralnie się różni i pokazuje wszechstronność Jacksona (tak wokalną, jak i stylistyczną).

Riley i wokalista R&B Tyrese Gibson napisali "2000 Watts" na płytę Gibsona pod takim samym tytułem. Jednakże Jacksonowi bardzo spodobało się demo tej piosenki, a Riley i Gibson postanowili mu ją oddać. Zgodnie z zapowiedzią w tytule, "2000 Watts" testuje siłę systemów audio. "New Music Express" oceniał: "Ta mocna, uderzająca piosenka, jedna z najlepszych na płycie. Z minimalną, industrialną produkcją jest surowym odpowiednikiem 'They Don't Care About Us' z 'HIStory'".

I rzeczywiście, wielu wskazywało ten numer jako jeden z najprzystępniejszych i najbardziej energetycznych kawałków tanecznych na płycie. Robert Hilburn, krytyk muzyczny, pisze: "Jackson wspaniale łączy [przeróżne elementy] w '2000 Watts' (...) To święto terapeutycznej mocy muzyki tanecznej, która powinna być hymnem parkietów tanecznych." Pobieżna analiza tekstu wskazuje na pewne w nim podteksty seksualne. W "2000 Watts" rozerotyzowanie brzmienia i machineria medium pokazują jak porywające może być tworzenie muzyki.



10. You Are My Life

(Tekst i muzyka: Michael Jackson. Babyface, Carol Bayer Sager i John McClain. Produkcja: Michael Jackson i Babyface. Inżynier dźwięku: Paul Boutin. Miks: John Gass. Aranż instrumentów smyczkowych: Meyers. Inżynier dźwięku: Tommy Vicari. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson i Babyface. Gitara akustyczna: Babyface. Klawisze: Babyface. Programowanie perkusji: Babyface. Gitara basowa: Babyface. Chór: Jason Edmonds, Nathon Walton, Tabia Ivery oraz Lynne Fiddmont-Lindsey)

Utwór "You Are My Life" w ostatniej chwili zajął miejsce piosenki "Shout" - zmiany tej dokonano zaledwie pięć tygodni przed premierą płyty. J. Randy Taraborelli, biograf Jacksona, tak pisał o historii tej kompozycji: "Kompozytorzy po raz pierwszy przedstawili ją Michaelowi we czwartek. Od razu się w niej zakochał - zmienił słowa z 'You Are My World' na 'You Are My Life' i następnego wieczoru nagrał swoją wersję."

Bez wątpienia utwór miał osobiste znaczenie dla Jacksona - dwójka dzieci nadała jego życiu nowego znaczenia. Pod wieloma względami jest to najbardziej szczere muzyczne wyznanie tego, ile znaczyły dla niego jego dzieci.

Śpiewa tu:

"Kiedyś, całkiem sam / Byłem zagubiony w świecie obcych mi ludzi / Nikomu nie mogłem ufać / Zdany na siebie, byłem samotny / Nagle pojawiliście się wy / Z początku tak nie było, lecz teraz to jasne / Dzięki wam nie boję się już / Na nowo nadaliście mojemu życiu blask"

Później opisuje przemianę / ocalenie, jakie zainspirowały:

"Teraz, każdego dnia budzę się / Z uśmiechem na twarzy / Nigdy więcej łez, żadnego bólu / To dzięki waszej miłości / Pomogliście mi zrozumieć / Że miłość jest wszystkim, czym jestem / A sam jestem lepszym człowiekiem / Bo nauczyliście mnie tego, dzieląc ze mną życie"

"You Are My Life" to wspólna kompozycja kilku utalentowanych kompozytorów: Babyface, Carole Bayer Sager, John McClain i Jackson. Zdaniem wielu krytyków jednak, ma to być najsłabsza ballada na płycie - zarzucano jej letargiczny rytm i stereotypowo brzmiące refreny.

Po śmierci Jacksona utwór ten jest jednak odkrywany na nowo, tym razem z większym entuzjazmem. J. Randy Taraborelli nazwał tę piosenkę "błyskotliwą, wyjątkową" balladą. "You Are My Life" rozpoczyna się od wolego lamentowania do cichego pobrzękiwania gitary, dopiero stopniowo nabiera impetu i urasta do wspaniałej celebracji życia. Jackson woła: "Daliście mi nadzieję, kiedy już jej nie miałem. Otworzyliście mi oczy, kiedy nie dostrzegałem, że miłość zawsze tu na mnie czekała."



11. Privacy

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Rodney Jerkins, Fred Jerkins III, LaShawn Daniels oraz Bernard Bell. Produkcja: Michael Jackson i Rodney Jerkins. Nagranie: Rodney Jerkins, Jean-Marie Horvat oraz Brad Gilderman. Edycja cyfrowa: Harvey Mason Jr. i Paul Cruz. Miks: Jean-Marie Horvat i Rodney Jerkins. Aranż smyczków: David Campbell. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chórki: Michael Jackson i LaShawn Daniels. Gitary: Michael Thompson. Bas: Nathan East. Perkusja: Gerald Hayword oraz Emanuel Baker)



W "Privacy" Jackson atakuje coraz mniej etyczne taktyki dziennikarzy - czyni to w takt ostrego rytmu i dźwięku błyskających fleszy. To najmocniejszy numer na płycie - jego agresywny ton uzupełniany jest przez orkiestrowe smyczki i gitarowe wstawki Slasha. Utwór traktuje, rzecz jasna, o podstawowym dla Michaela Jacksona temacie. Trzeba uczciwie przyznać, że żadna inna gwiazda XX wieku nie była pod stałym obstrzałem dziennikarzy jak Michael Jackson. On sam jako osoba docierająca do rzesz ludzi, rozumiał potężną moc kształtowania poglądów opinii społecznej, nad którą władzę sprawowali dziennikarze. Utwory takie jak "Privacy" miały zarówno uświadamiać ludziom, jak są oszukiwani ("Mieszacie ludziom w głowach"), jak i podkreślać ludzką twarz samego Jacksona, odzieranego przez dziennikarzy z ludzkiej twarzy ("Próbujecie odrzeć mnie z tego, kim naprawdę jestem.")

Podobnie jak w przypadku wcześniejszych nagrań wymierzonych przeciwko mediom, Jackson był na tyle sprytny, by śpiewać nie tylko o samym sobie. W drugiej zwrotce wspomina śmierć Księżnej Diany, która była ścigana przez paparazzi, kiedy samochód, którym jechała, rozbił się w 1996 roku. "Moja przyjaciółka była ścigana i zagubiona, zupełnie jak wielu innych, których znam / Ale tej zimowej nocy, moja duma została mi odebrana."

Utożsamianie się Jacksona z innymi "celebrytami" śledzonymi przez paparazzi mogła nie przysparzać mu wiele sympatii ze strony przeciętnych słuchaczy. Ale Jackson uważa, że w obliczu takich tragedii chodzi o ważniejsze "przesłanie". Jego "duma została mu odebrana" ponieważ zdaje sobie sprawę, że jego wartość jako człowieka jest zredukowana do tego, ile można zarobić na fabrykowanych przez dziennikarzy historyjkach. Innymi słowy, mówi o systemie zniewolenia i wykorzystywania. Zdesperowany, by uniknąć takiego losu, grozi paparazzi pięścią, w ostatnim ostrzeżeniu: "Odczepcie się!"



12. Don't Walk Away

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Teddy Riley, RIchard Carlton Stites oraz Reed Vertelney. Produkcja: Michael Jackson oraz Teddy Riley. Współprodukcja: Richard Stites. Nagranie: Teddy Riley oraz George Mayers. Edycja cyfrowa: Teddy Riley oraz George Mayers. Miks: Bruce Swedien, Teddy Riley oraz George Mayers. Wokale wiodące i chórki: Michael Jackson. Dodatkowe chórki: Richard Stites)

"Don't Walk Away" nie zyskała wiele uwagi, można wręcz ją uznać za najbardziej niedoceniony i najprawdziwszy wyraz złamanego serca od czasu "She's Out Of My Life." Utwór został napisany przez Jacksona, Teddy'ego Rileya oraz Richarda Stitesa - z pewnością jest on inny niż typowe dla Jacksona ballady. Prostym soulem z domieszką bluesa, Jackson przekazuje emocje z niuansem i przekonaniem. Krytyk muzyczny Mike Heyliger opisał utwór jako "olśniewającą balladę o złamanym sercu, o której śniliby Backstreet Boys."

W najbardziej dosłownej analizie, piosenka mogłaby opowiadać o związku Jacksona z Lisą Marie Presley. Bardziej ogólnie, mogła dotyczyć bólu i rozpaczy związanej z utraconą miłością. "Nie odchodź," błaga. "Widzisz, nie mogę po prostu znaleźć właściwych słów / Próbuję, ale przesłania je mój ból." Później w piosence, ubolewa nad swoimi marzeniami, które zostały mu odebrane i czuje się bezsilny - nic nie może zrobić. Wokalnie Jackson znakomicie oddaje pustkę i ból, o których śpiewa. Jak powiedział kiedyś legendarny artysta Motown Marvin Gaye: "Michael nigdy nie straci tej umiejętności, która pozwala oddzielać mu zwyczajny sentymentalizm od tego płynącego prosto z serca. Ma to swoje źródła w bluesie i niezależnie od tego, w jakim gatunku Michael śpiewa, ten chłopak czuje bluesa."



13. Cry

(Tekst i muzyka: R. Kelly. Produkcja: Michael Jackson i R. Kelly. Nagranie: Mike Ging, Brad Gilderman i Humberto Gatica. Miks: MIchael Jackson i Mick Guzauski. Aranż chóru: R. Kelly. Programowanie perkusji: Michael Jackson i Brad Buxer. Programowanie klawiszy: Michael Jackson i Brad Buxer. Wokale wiodące: Michael Jackson. Chór: Andrae Crouch oraz Anrae Chrouch Singers Choir. Instrumenty perkusyjne: Paulinho Da Costa. Perkusja: John Robinson. Gitary: Michael Landau)



Zaraz po "Don't Walk Away" opowiadającej o złamanym sercu, rozbrzmiewa bardziej uniwersalny lament. "Cry" to powrót Jacksona do tematu, którym zajmował się przez całą swoją solową karierę. Korzenie tego toposu sięgają Starego Testamentu, w którym prorocy-poeci, jak Hiob czy Jeremiasz pisali o świecie jako miejscu pełnym cierpienia, niesprawiedliwości oraz rozpaczy i poszukiwali nadziei w ciemnościach. Również próbowali pobudzić ludzką świadomość i wywołać działania. Podobnie Jackson "woła", ponieważ widzi tragedie, jaka dzieje się wokół niego i rozumie ją. Śpiewa o ludziach, którzy ledwo dają sobie radę, nie wiedząc, kiedy ich cierpieniu przyjdzie kres; śpiewa o "historiach pochowanych i niewypowiedzianych", o ludziach "ukrywających prawdę"; śpiewa o iluzjach i maskach ("twarze wypełnione wściekłością"; "ludzie śmieją się, chociaż jest im smutno"). Później w refrenie apeluje (do słuchaczy i do samego siebie), by przezwyciężyć to wszystko zło. Co nas winno łączyć to nie udawanie, że tragedia się nie dzieje, ale dostrzeganie jej i wspólne się z nią zmierzenie.

W pomyśle wzajemnej więzi wynikającej z cierpienia i żałoby z pewnością nie bez znaczenia był kontekst historyczny. "Cry" została wydana krótko po tragedii z 11 września 2001 roku i była dokładnie takim utworem, jakiego potrzebowano w tak dramatycznym momencie. Niektórzy krytycy twierdzili, że była nazbyt uproszczona i mesjanistyczna; części refrenu faktycznie momentami sprawiają takie wrażenie. Ale istota utworu jest znacznie głębsza, pozwalająca spojrzeć na siebie i na innych w tym samym czasie i nie oferująca łatwych odpowiedzi. Jako lament przekazuje "brzmienie traumy". Posłuchajcie smutnych podmuchów wiatru na początku oraz wolnego, przejmującego rytmu. Panuje tu takie samo poczucie opuszczenia, jakie znamy ze wstępu do "Stranger In Moscow". Śpiew Jacksona nie jest uroczysty, ale melancholijny i spokojny. Podobnie jak w przypadku poprzednich hymnów, potrzebuje on wsparcia chóru (symbolizującego wspólnotę), by móc odnaleźć nadzieję i determinację. Majestatyczne wołania i odpowiedzi, jakie pojawiają się w finale utworu, to klasyczny Michael Jackson, demonstrujący celową komunikację, jakiej musimy się nauczyć, jeżeli kiedykolwiek chcemy "zmienić świat".



14. The Lost Children

(Tekst i muzyka: Michael Jackson. Produkcja: Michael Jackson. Aranż: Michael Jackson. Programowanie klawiszy: Michael Jackson i Brad Buxer. Narracja: Baby Rubba i Prince Jackson. Chór młodzieży: Tom Bahler. Edycja cyfrowa: Brad Buxer i Stuart Brawley. Nagranie: Bruce Swedien, Brad Buxer i Stuart Brawley. Miks: Bruce Swedien. W nagraniu wykorzystano fragmenty z "The Twilight Zone" CBS Broadcasting Inc.)

Piosenka "The Lost Children" stała się łatwym celem dla krytyków, a jeden z nich stwierdził nawet, że jest ona "odrażającą i przygłupią przyśpiewką do zdjęć zaginionych dzieci drukowanych na kartonach z mlekiem". Szefowie wytwórni bez wątpienia robili, co w ich mocy, by utwór nie znalazł się na "Invincible". Chociaż jest to misternie utkany popowy walczyk z przepiękną melodią, nie pasował on do wizerunku, stylu ani brzmienia artysty kojarzonego z popem i R&B (rzecz jasna przypominał on również ludziom o relacjach Jacksona z dziećmi, o których spekulacje ciągnęły się latami). Jeśli chodzi o spójność całej płyty, wydawało się dziwnym, że piosenka pojawia się obok takich numerów jak "2000 Watts" czy "You Rock My World." To, że kompozycja trafiła do albumu będącego "powrotem" Jacksona świadczy o odwadze i kreatywnej niezależności artysty. Wiedział, że większość krytyków będzie z tej piosenki drwić; ale wiedział też, dla kogo i z jakiego powodu ją napisał - i tylko to miało dla niego znaczenie.

Na kilka lat przed wydaniem "Invincible" Jackson jak nigdy wcześniej zaangażował się w walkę o prawa dzieci. Pracował na tym polu z wieloma osobami, m.in. z Nelsonem Mandelą i Rabbim Shmuleyem Boteachem, z którymi zbierał środki finansowe i wsparcie polityczne; pracował nad książką o sile rodzicielstwa i bezwarunkowej miłości; w Oxfordzie wygłosił dobrze przyjęte przemówienie, w którym nawoływał, by na nowo skupić się na odwróceniu niepokojących trendów zaniedbania, przemocy i hypersocjalizacji. Obok jego ambicji artystycznych, w działalności na rzecz dzieci widział cel swojego życia. "The Lost Children" to zatem próba Jacksona połączenia jego muzyki ze sprawą, która miała dla niego ogromne znaczenie. I tak, podczas gdy "Cry" to lament nad światem, "The Lost Children" to modlitwa za tych najbardziej bezbronnych.

W wygłoszonym w Oxfordzie przemówieniu wyjaśniał:

"Oto typowy dzień w Ameryce - 6 młodych osób, poniżej 20 roku życia, popełnia samobójstwo, 12 dzieci poniżej 20 roku życia ginie od strzałów - pamiętajcie, mówię tylko i jednym dniu, nie o całym roku - 399 dzieci zostaje aresztowanych za używanie narkotyków, nastoletnie matki rodzą 1352 dzieci. To wszystko ma miejsce w jednym z najbogatszych, najbardziej rozwiniętych krajów w dziejach świata... To oczywiste, że dzieci burzą się przeciwko zaniedbaniu, boją się obojętności i wołają, żeby tylko ktoś je zauważył. Przeróżne organizacje broniące praw dziecka w Stanach Zjednoczonych szacują, że rocznie miliony dzieci są ofiarami przemocy w formie zaniedbania. Tak, zaniedbania. W bogatych domach, w domach ludzi dobrze sytuowanych, wypełnionych po brzegi przeróżnymi gadżetami elektronicznymi. Domach, do których rodzice wracają, ale które nie są dla nich prawdziwymi domami, ponieważ swoje myśli zostawiają w biurach. A ich dzieci? Cóż, ich dzieci muszą się zadowolić tym, co im zostaje. A niewiele można się nauczyć bez przerwy siedząc przed telewizorem, grając w gry komputerowe i wideo. Te ogromne, smutne liczby, które rozrywają moje serce i wstrząsają, powinny przekonać was, dlaczego poświęciłem tak wiele czasu i środków dla naszej inicjatywy Heal The Kids."

Proste wołanie w imieniu zaniedbanych i opuszczonych - "The Lost Children" być może nie pasuje do typowego albumu popowego, ale dla Jacksona nie miało to znaczenia. Kiedy pisał i nagrywał tę piosenkę dla dzieci takich jak on sam - zmuszanych do zbyt wielu przejść w bardzo młodym wieku. Jego zdaniem ważniejsze od ryzyka gwałtownych reakcji było, by dać temu wyraz w swojej muzyce.



15. Whatever Happens

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Teddy Riley, Gil Cang, J.Quay oraz Geoffrey Williams. Produkcja: Michael Jackson i Teddy Riley. Nagranie: Teddy Riley, George Mayers oraz Bruce Swedien. Miks: Brice Swedien, Teddy Riley oraz George Mayers. Wokale wiodące oraz chórki: Michael Jackson. Dodatkowe chórki: Mario Vasquez oraz Mary Brown. Aranż orkiestry i dyrygentura: Jeremy Lubbock. Gitara: Carlos Santana oraz Rick Williams. Gwizd: Carlos Santana oraz Stuart Brawley).

Możliwe, że "Whatever Happens" to najlepsza piosenka z płyty. Wpadająca w ucho melodia z elementami latynoskimi oraz popisem gitarowym legendarnego Carlosa Santany, miała być lokomotywą promocji "Invincible" - zanim Sony wycofali się z projektu planowano wydanie piosenki na singlu oraz nakręcenie wideoklipu. Mimo to krytycy, niemal jednogłośnie, mieli o niej tylko dobre zdanie. W "Rolling Stone" pisano o niej jako o "wyjątkowej piosence", zaś "Pop Matters" nazwali ją "wspaniałą". Mike Heyliger, krytyk muzyczny, pisał: "Byłby to wspaniały singiel i można było do niego nakręcić wspaniały klip. Ma zwolnione tempo, filmowy nastrój, głos Michaela jest pierwszorzędny, a Carlos Santana pojawia się tu z piekielną solówką gitarową. Klasyka i wszystko na swoim miejscu."

I rzeczywiście, z niesamowitymi gwizdami i płomiennymi wokalami, "Whatever Happens" ma w sobie coś zaraźliwego. James Huneter z "Rolling Stone" pisał: "Muzyka ma źródła latynoskie, z domieszką smyczków Jeremy'ego Lubbocka i gitarą Carlosa Santany. Jackson oraz producent Teddy Riley zrobili coś wspaniałego i przemyślanego: pozwalają słuchaczowi koncentrować się na doniosłych rytmach utworu, żarliwych wtrąceniach Santany i wspaniale zagarażowanych partiach symfonicznych Lubbocka," podczas gdy Jackson opowiada historię utworu z "dziką intensywnością".

Jeśli chodzi o tekst, to jest to jeden z bardziej subtelnych i dojrzałych popisów Jacksona. Współautorem "Whatever Happens" jest Teddy Riley. Piosenka opowiada historię pary, którą wciąż łączy wielka miłość, ale obawiają się, że ich związek jest zagrożony. Jackson śpiewa:

"On jeszcze raz się uśmiecha, próbuje zrozumieć jej racje, pokazać, że mu zależy. / Ona nie może wytrzymać, zrujnowana przez wszystko, co się wydarzyło."

Jackson sprytnie i celowo nie zdradza do końca, dlaczego bohaterowie są na krawędzi, co ją "zrujnowało" ani "co się wydarzyło." Dwuznaczność pozwala słuchaczowi na wypełnienie tych luk. W kolejnej zwrotce Jackson opisuje parę desperacko próbującą, ale wciąż nie potrafiącą, się porozumieć.

"On pracuje dzień i noc, sądząc, że w ten sposób ją uszczęśliwi / Zapominając o marzeniach, jakie miał / Nie zdaje sobie sprawy, że to nie koniec świata / I że nie musi być tak źle / A ona stara się wytłumaczyć: To ty dajesz mi szczęście / Cokolwiek, cokolwiek, cokolwiek..."

Ostatnia linijka tej pozornej obojętności ("Whatever, whatever, whatever", co może znaczyć również: "Nieważne, nieważne, nieważne" - przyp. tłum.) paradoksalnie prowadzi do refrenu ("Cokolwiek się stanie, nie puszczaj mojej ręki"), zdradzając niepewność co do obietnic, jakie składali sobie wzajemnie. Pod koniec utworu Jackson desperacjo błaga, ale nie znajduje rozwiązania.

Piosenka zwraca słuchacza z powrotem do intymnego bólu i opuszczenia z "Don't Walk Away". Z napięciem wciąż utrzymującym się w powietrzu, doskonale robi miejsce dla ostatniego mocnego punktu płyty.



16. Threatened

(Tekst i muzyka: Michael Jackson, Rodney Jerkins, Fred Jerkins III oraz LaShawn Daniels. Produkcja: Michael Jackson oraz Rodney Jerkins. Nagranie: Stuart Brawley. Edycja cyfrowa: Stuart Brawley. Miks: Bruce Swedien, Rodney Jerkins oraz Stuart Brawley. Wokale główne i chórki: Michael Jackson. Na wszystkich instrumentach grają Michael Jackson i Rodney Jerkins. Nagrania Roda Serlinga wykorzystane w utworze są własnością CBS Broadcasting Inc.)

Chociaż "Threatened" jest utworem raczej nieznanym (ukrytym na samym końcu najmniej znanego albumu Jacksona) jest wspaniałym zwieńczeniem inspirowanego horrorem cyklu i doskonale pasuje do tematycznych poprzedników ("Thriller", "Ghosts", "Is It Scary"). Jest także godnym oficjalnym zakończeniem katalogu twórczości Michaela Jacksona, ponieważ zgłębia tak wiele tematów (okropieństwo, metamorfozy, strach, oszustwo oraz spowiedź z zasad normatywnych oraz oczekiwań), które prześladowały go przez całą jego karierę. Ludzie często zapominają, że Jackson pozostał tak samo zafascynowany ciemnymi siłami Poe, jak i niewinnymi fantazjami J.M. Barrie'ra. "Thretened" to przykład tego ciemnego, tajemniczego, gotyckiego kierunku twórczości Jacksona. Utwór zawiera nagranie 'wskrzeszonego' Roda Serlinga (twórcy "The Twiligt Zone") - to miażdżący numer, który kończy "Invincible" iście szelmowskim zwrotem.

Jackson planował stworzenie krótkiego filmu muzycznego do tej piosenki, z pionierskimi efektami specjalnymi, ale kiedy Sony odwołali promocję płyty, on sam został bez budżetu na realizację jakichkolwiek filmów. Jednakże pod względem brzmienia i tekstu "Threatened" pozostawia ogromne pole dla wyobraźni: opuszczone mury, odległe krzyki, ciemne korytarze, tajemnicze ostrzeżenia. Wobec "ciągle narastającej sekwencji akordów" oraz dźwięków otwieranych płyt grobowców, Jackson śpiewa z perspektywy potwora: "Jestem żyjącą śmiercią, ciemnymi myślami w waszych głowach."

"Stając się" potworem, Jackson jest zdolny przemawiać przez stworzony przez siebie głos lub postać. "Boicie się mnie, bo wiecie, że jestem bestią," mówi tu. Jest to rola, w której z pewnością się lubuje (wystarczy przypomnieć "Thrillera" czy wcześniejsze jego dokonania). W refrenie ostrzega: "Powinieneś na mnie uważać, powinieneś się mnie obawiać / Kiedy śpisz, kiedy się skradasz, powinieneś się mnie obawiać." Krytyk muzyczny Sal Cinquemani opisuje piosenkę jako "wyjątkowy 'Thriller' nowego tysiąclecia." Podczas gdy porównanie do "Thrillera" wydaje się oczywiste, "Threatened" powinna być również rozumiana, jako kontynuacja gotyckiej twórczości Jacksona z płyty "Blood On The Dance Floor", gdzie naprawdę zaczął zgłębiać psychologiczne i społeczne aspekty tego gatunku. Jednym z wniosków z piosenek jak "Threatened" jest ten, że upiorność jest społecznym wytworem, który wkrada się do ludzkich umysłów. Michael Jackson jest potworem, ponieważ takim widzą go niektórzy ludzie, ponieważ zaburzył społeczne rozumienie tego, co jest normalne czy naturalne. Podobnie jednak jak "Is It Scary", "Threatened" zmusza nas do zadania sobie pytania, jak sami rozumiemy normalność i potworność. Często ci pozornie najbardziej "normalni" są najbardziej "potworni". W sztuce gotyckiej ta logika jest nierzadko odwracana: groteska jest pokazywana na zewnątrz (w wyolbrzymionej formie), ale często symbolizuje ukryte, głębsze znaczenie.

We wstępie do piosenki Rod Serling mówi: "Głównym składnikiem każdej recepty na strach, jest nieznane." "Threatened" zmusza nas do zastanowienia się nad składnikami tego, co czyni potwora. Dlaczego się go boimy? Dlaczego ma siać postrach? Jak mamy radzić sobie z tym strachem i zagrożeniem?

"Threatened" to także zwrot na płycie do technologicznych pytań, jakie podejmowała pierwsza piosenka (i których symbolem jest i okładka albumu). W gruncie rzeczy to cyfrowy "Frankenstein" - połączenie zasadniczo odmiennych części zgromadzonych w coś dziwnego i nowego. Fragmenty z Roda Searlinga zostały zebrane z różnych odcinków "Twilight Zone". Efekty dźwiękowe - krakanie wron, bicie dzwonów itd. - zostały również przeniesione niczym z technologicznego wehikułu czasu i przystosowane do piosenki. Nic w tym utworze nie jest analogowe - perkusja, klawisze - wszystko to produkcja cyfrowa. Jedyną naturalną rzeczą jest głos Jacksona - chociaż pod koniec piosenki deformuje go również przez celowe niby zakłócenia. Istnieje wiele potencjalnych interpretacji tej piosenki - jedna z nich (parafrazując Marshalla McLuhana) mówi, że to medium jest potworem. Być może jest ono tak odbierane, ponieważ jest "nieznane" i dlatego wywołuje obawy. Jak zauważył Dennis Yeo Kah Sin: "Terror gotyckiego potwora leży dokładnie w jego niedookreślonej konstrukcji."

Piosenka kończy się prowokującą konkluzją Serlinga: "To, czego właśnie byliście świadkami, mogłoby być zakończeniem szczególnie strasznego koszmaru. Ale nim nie jest, to początek."

Fascynujący techno-gotycki wyraz na początku ery cyfrowej: "Threatened" to doskonałe zakończenie ostatniego ukończonego w pełni albumu Jacksona.





Inne godne uwagi piosenki z ery "Invincible"

"A Place With No Name" (nagrana w 1998 roku, niewydana).

Bardzo ładna interpretacja hitu America "A Horse With No Name." Jackson nagrał tę piosenkę w 1998 roku wraz z producentem R&B Dr Freezem. Fragment utworu został częściowo upubliczniony po śmierci Jacksona w 2009 roku. (W 2013 całość - przyp. tłum.)



"Another Day" (nagrana w 1999 roku, niewydana) - więcej szczegółów w Dodatku.



"Beautiful Girl" (nagrana w 1998 roku, wydana w "Michael Jackson: The Ultimate Collection" w 2004 roku).

Ładna ballada, którą Jackson napisał z Bradem Buxerem. Utwór cechuje wspaniała produkcja oraz cudowne harmonie. Jackson śpiewa tu w niższej tonacji niż zazwyczaj, a efekt jest doskonały.



"Blue Gangsta" (nagrana w 1999 roku, niewydana)

To dawno zaginiony dalszy ciąg "Smooth Criminal". "Blue Gansta" to wyjątkowa gotowa do wydania perełka, inspirowana przeróżnymi wpływami: od filmów gangsterskich z ery starego Hollywood, przez westerny (gwizdy), kabaret, funk, po jazz. Utwór zapewnia słuchaczowi wspaniałe i niesamowite doznania. Od wielkiego kinowego otwarcia, przez włoski akordeon i po wspaniałe harmonie, jest to bez wątpienia sztandarowy numer Jacksona i z pewnością on sam nakręciłby do niego wspaniały wideoklip. Istnieje również nieoficjalny hip-hopowy remiks tej piosenki, umieszczony w sieci przez rapera Tempamentala w 2006 roku. Wersja oryginalna została nagrana z Dr Freezem w 1999 roku.



"Can't Get Your Weight Off Me" (nagrana w 2000 roku, niewydana)

Modny numer rytmiczny duetu Jackson-Jerkins, z brzmieniem podobnym do "Invincible".



"Escape" (nagrana w 2000 roku, niewydana)

Funkowy, pomysłowy numer taneczny, który zestawia mocny, mechaniczny beat z łagodnymi, zwiewnymi harmoniami. Piosenka, która rozpoczyna się od ucieczki z więzienia, stanowi pewnego rodzaju pomost pomiędzy utworami "Speed Demon" i "Scream" - Jackson wyraża pragnienie "ucieczki od systemu", który tłamsi go i więzi. Utwór powstał we współpracy z Rodneyem Jerkinsem. Wersja piosenki w 2002 roku wyciekła do sieci. Od razu spodobała się fanom, ale nie doczekała się oficjalnego wydania.



"Fall Again" (nagrana w 1999 roku, wydana w "Michael Jackson: The Ultimate Collection")

Przepiękna, wpadająca w ucho ballada, nad którą Jackson pracował z Walterem Afanasieffem i Robinem Thicke. Jackson nigdy nie ukończył tej piosenki, ale doskonałe jej demo wydano w "The Ultimate Collection". To jeden z wielu ukrytych skarbów w twórczości Jacksona, który nie znalazł się na żadnym z jego studyjnych krążków.



"I Have This Dream" (nagrana w 1999 roku, niewydana)

Hymn nowego milenium, nad którym Jackson pracował z Davidem Fosterem oraz Carole Bayer Sager. Sporo się o nim mówiło przed wydaniem "Invincible", ale ostatecznie piosenka nie znalazła się w albumie.



"One More Chance" (nagrana w 2001 roku, wydana w 2003 roku na płycie "Number Ones")

Przyjemna dla ucha, utrzymana w średnim tempie, ballada, w której Jackson brzmi niemal jak w czasach "Thrillera". Autorem piosenki - podobnie jak "Cry" - jest R. Kelly. "One More Chance" nie została jednak wydana w albumie studyjnym, ale jako jedyny nowy utwór w kolekcji największych hitów: "Number Ones".



"Shout" (nagrana w 2000 roku, niewydana; wydana na singlu "Cry" - przyp. tłum.)

Rockowo-hiphopowa adaptacja hitu Isley Brothers z 1959 roku, pod tym samym tytułem. W odróżnieniu jednak od radosnego poprzednika, Jackson rapuje tu mocne słowa, a w tle słyszymy ostry beat i głośną gitarę. "Żyjemy w klatkach jak zwierzęta i kanibale," mówi w jednej zwrotce. "Zjadamy się wzajemnie żywcem, żeby tylko przeżyć kolejny dzień w pracy." Numer miał się pojawić na "Invincible", ale na miesiąc przed wydaniem płyty Jackson zastąpił go "You Are My Life".



"Slave To The Rhythm"(nagrana w 2003 roku, niewydana)

Wspaniały electro-popowy numer klubowy, nad którym Jackson pracował najpierw z Jimmym Jamem i Terrym Lewisem. Mówi się, że Jackson w kolejnych latach wiele razy wracał do tego numeru, a ostatnio z Tricky Stewartem.



"The Way You Love Me" (nagrana w 2000 roku, wydana w "Michael Jackson: The Ultimate Collection", w 2004 roku). Więcej o tej piosence w Dodatku.



"We've Had Enough" (nagrana w 2000 roku, wydana w 2004 roku w "Michael Jackson" The Ultimate Collection).

Mocna, antywojenna piosenka, napisana i wyprodukowana przez Jacksona z Carole Bayer Sager i Rodneyem Jerkinsem. Jeden z wielu utworów na tyle mocnych, że z powodzeniem mógłby zostać wydany na "Invincible" - zamiast tego ukazał się w "The Ultimate Collection" w 2004 roku.



"What More Can I Give" (nagrana w 1998 roku i w 2001, wydana w formie cyfrowej w 2001 roku)

Napisany przez Jacksona hymn, który po raz pierwszy został wykorzystany podczas koncertów dobroczynnych dla Nelsona Mandeli - "Michael and Friends and What More Can I Give" - a później wydany na rzecz rodzin ofiar zamachów z 11 września. Pierwsza wersja jest solowym nagraniem Jacksona, w drugiej udział wzięli m. in. Beyonce, Celine Dion oraz Mariah Carey.



Tekst przed korektą, proszę o wyrozumiałość - anialim

Autor tłumaczenia: anialim


Masz uwagi do tekstu? Podoba Ci się tłumaczenie? A może zauważyłeś błąd? Napisz!


Please leave following field blank:

Komentarze

09/11/17 21:08 Oleg
Najlepsza płyta wspaniala

07/07/17 02:14 marjol ❤❤❤❤❤
Od chwili gdy usłyszałam/zdobyłam ten album " Invincible " uznałam i do dzisiaj podtrzymuję , że to najlepszy Album ze wszystkich , perełka ❤💎💔

06/07/17 15:46 PATRYK MOONWALKER
Płyta INVINCIBLE jest dużo lepsza niż Thriller , jest bardzo zróżnicowana , bardziej nowatorska , uważam że to Najlepsza płyta Michaela .

30/12/16 15:45 MJInvincible
Według mnie płyta mogła by być jeszcze lepsza. Gdyby Michael umieścił Hollywood Tonight lub Fall Again zamiast Heartbreakera. Bo przecież Hollywood Tonight to też piosenka utrzymana w stylu Invincible. Co do całej płyty: Michael, Teddy Riley, Jenkins, Bruce Swedien i cała reszta włożyli w nią całe serducho i uszczęśliwili wszystkich fanów. A jeśli takim krytykom przeszkadza jakiś szmer na Speechless albo piosenka The Lost Children to niech spadają na drzewo. #InvinciblebetterthanThriller

06/03/16 02:54 ♥ Jolanta ♥
„Moim własnym, skromnym zdaniem ‘Invincible’ jest tak samo dobra jak 'Thriller' - albo nawet i lepsza. Ma dużo więcej do zaoferowania. To właśnie muzyka jest tą siłą, która żyje i trwa. ‘Invincible’ to spory sukces. Kiedy po raz pierwszy zaprezentowano światu ‘Dziadka do Orzechów’ była to całkowita klapa. Jednak w każdej historii najważniejsze jest jej zakończenie” – Michael Jackon, USA Today, 2001.

19/02/16 18:27 Anna Monia
Cale szczescie, ze mimo takiego sprzeciwu, Michael umiescil "The lost children" na "Invicible". Cudowna piosenka...Wlasnie jej slucham..Dzieki Michael! YOU ARE THE BEST!

13/05/14 22:24 KJC
To piękne, że muzyka Michael'a Jackson'a jest wieczna. Mam nadzieję, że właśnie to miał na myśli mówiąc, że chce żyć wiecznie. Bo żyje. Nie mam tu na myśli tylko tego "w naszych sercach". To także i to cudowne, ale chodzi o to (każdy z fanów to wie), że jego muzyka jest wieczna, nie tylko to nowatorstwo, ogólnie muzyka. Muzyka wg. mnie nie jest piękna... Ona jest piękna. Każda muzyka, oczywiście nie nazwę muzyką disco polo... Przepraszam fanów tej... muzyki ( w tym mojego tatę), ale nie mówię tu tylko o własnych upodobaniach, ale także o tym, że jak to się mówi kolokwialnie... to jest "na jedno kopyto"... Taki sam dźwięk. Cóż... Gadam od rzeczy o wszystkim i o niczym więc kończę.

07/04/14 18:21 KasiaMJJ
Ach, gdyby tylko Michael mógł zadzwonić do mnie o 4:30 z nową piosenką taką jak "speechless" byłabym wniebowzięta... :) niesamowite są te piosenki o jego dzieciach, niesamowite skarby, naprawdę widać w nich, że dzieci znaczyły dla niego wszystko. moje ububione za całej płyty to te cudowne ballady ("break of dawn", "heaven can wait", "don't walk away") i ten jego głos, taki ciepły i kojący ^^ Szkoda, że cała płyta Invincible była trochę niedoceniona, bo naprawdę pokazała, że Michael Jackson nigdy nie odda korony króla popu. Był stworzony, żeby tworzyć :)

23/01/14 13:56 juka
Cudowna płyta,genialny Michael, wspaniała książka i pracowita, kochana anialim <3<3<3 DZIĘKUJĘ:)

15/01/14 23:22 ♥ Jolanta ♥
,,,,anialim,,,,, wiem,że tekst jest jeszcze przed korektą....byś nie musiala już szukać.....“Invincible” została wydana zaledwie na kilka tygodni przed atakami z 11 września 2001 roku.....zdanie z początku tłumaczenia....

15/01/14 23:19 ♥ Jolanta ♥
Jestem zauroczona wspaniałą analizą Vogel'a...pisze z taka lekkością,ze chce sie czytać i czytać.Dla mnie płyta od samego początku byla najjasniejszą perełką... myślę,ze wielu fanów na swiecie ma takie samo zdanie...Sony doskonale wiedziało,ze na produkcje Michael'a idą ogromne pieniadze,ale potem przynoszą kolosalne zyski...wiadomo, zaistniały konflikt,brak promocji bardzo poważnie zaniżył sprzedaż plyty...pewno po czasie wytwornia żałowala,ze zrezygnowali z krecenia filmów.... Dla mnie racja była po stronie Michael'a... zarobił krocie dla Sony i należał Mu sie szacunek oraz promocja na odpowiednim poziomie.................anialim.... dziękuję bardzo <3

14/01/14 23:43 gość
Wielkie dzięki ,tak długo czekałam .........

11/01/14 16:19 MałgoŚ
anialim, serdeczne dzięki! Część analizująca utwory wspaniała. Czy to błąd "cyfrowy", że Michael poznał Debbie pod koniec lat 90-tych, czy tak jest w oryginale? Dziś chyba głównie sprzedaje się pojedyncze utwory, rzadziej całe płyty. Pewnie to też przyczyna niskich nakładów. 8-10 milionów to świetny nakład, ale od Michaela wymagano cudów, a on sam wymagał od siebie chyba jeszcze więcej.

10/01/14 23:27 gość
11 milionów w dobie internetowego piractwa to i tak super wynik. Wyniki sprzedaży płyt w USA w 2013 roku pokazują mizerię przemysłu muzycznego .Sprzedaż płyt spada i spada na przestrzeni lat 1. Justin Timberlake - "20/20 Experience" (2,427,000) 2. Eminem - "The Marshall Mathers LP 2" (1,727,000) 3. Luke Bryan - "Crash My Party" (1,521,000).. 4. Imagine Dragons - "Night Visions" (1,402,000). 5. Bruno Mars - "Unorthodox Jukebox" (1,399,000). 6. Florida Georgia Line - "Here's To The Good Times" (1,350,000). 7. Drake - "Nothing Was The Same" (1,344,000) 8. Beyonce - "Beyonce" (1,301,000) 9. Blake Shelton - "Based On A True Story…" (1,109,000). 10, Jay Z - "Magna Carta…Holy Grail" (1,099,000)

10/01/14 23:10 gość
Invincible, zaszkodził również brak trasy koncertowej.Płytę promuję się parę lat ,a nie tylko miesięcy.Wcale się Sony nie dziwię, iż nie chciało promować płyty artysty ,który zdecydował się opuścić ich szeregi. 'Im więcej Michael dostawał gotówki od Sony ,na projekty ,które realizował latami ,albo nie realizował wcale ,tym szybciej tracił swoją artystyczną niezależność i nie mógł tak jak do tej pory robić tego, co chciał z bossami Sony,a przecież Michaelowi nikt nie mógł narzucić swojej woli[Mottola], przecież był Królem , dlatego odszedł od Sony. Tym bardziej,że po tak ogromnych kosztach produkcyjnych tej płyty ,Sony nie chciało wcielić w życie na pewno super kosztownej promocji Invincible,na zasadach Michaela i na taką skalę o jakiej myślał.Jej koszty według wyobrażeń Michaela musiałyby przerosnąć koszty reklamy History.

10/01/14 21:06 Izabela
Nareszcie! Anialim-bardzo dziekuję!!!

10/01/14 20:04 Michaelina
Dziękuję Anialim, ta płyta mnie zachwyca od początku. Nie rozumiem jak można było tak ją potraktować. Uważam,że kluczową rolę odegrał zamach 11 września. Gdyby nie to, Sony i Motolla nie zaszkodziliby Michaelowi i Invincible brakiem promocji, bo ludzie i bez tego rzuciliby się na długo wyczekiwaną płytę Michaela Jacksona. Wstrząśnięta Ameryka głęboko przeżywała żałobę. To był dobry moment dla wrogów i oponentów Michaela, aby go zniszczyć.

10/01/14 18:29 Ranita
Nie mogłam się doczekać. Bardzo wielkie dzięki <3

10/01/14 11:55 anna
dziękuję z całego serca <3

10/01/14 00:02 @neta
Bóg zapłać młam mla