En Pl
Strona główna | Tablica | Hyde Park | O stronie

Część trzecia: This is it. XIX
25 czerwca 2009 roku o godz. 12:26 czasu lokalnego, do sypialni Michaela Jacksona w domu przy 100 North Carolwood Drive wkroczyli ratownicy. Zostali wezwani zaledwie kilka minut wcześniej. Na miejscu zastali nieprzytomnego Jacksona – piosenkarz nie oddychał. Po wielokrotnych i bezowocnych próbach reanimacji, o godz. 13:07 karetką zabrali go do szpitala uniwersyteckiego UCLA. Niespełna godzinę później, o 14.26, stwierdzono zgon Michaela Josepha Jacksona. Przyczyną śmierci było zatrzymanie akcji serca. Zlecono sekcję, której wyniki miały odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie się stało.

Trzy godziny później, brat Michaela, Jermaine, wyszedł ze szpitala i potwierdził to, co świat wiedział już od jakiegoś czasu. Na stronie plotkarskiego portalu TMZ informację o śmierci Jacksona podano zaledwie kilka minut po tym, jak potwierdził ją koroner. Wywołało to bezprecedensową lawinę medialną. Kilka godzin po śmierci Jacksona, ruch w sieci zwiększył się o 15 procent, padały kolejno strony Wikipedii, Twittera i Los Angeles Times. Na Facebooku statusy zmieniano 3 razy częściej niż zwykle.

Kiedy w sieci googlowano i tweetowano na temat śmierci Jacksona, przed budynkiem szpitala zbierał się tłum fanów i gapiów. Inni gromadzili się przed posiadłością w Carolwood i przed bramami Neverlandu. Wieczorem ogromny tłum zgromadził się przed dawną siedzibą Motown w Detroit oraz przed budynkiem Apollo Theater w Harlemie. Następnego dnia grupy fanów zbierały się na ulicach Londynu, Paryża, Meksyku, Nairobi i Moskwy.

Publiczne uroczystości pożegnalne odbyły się 7 lipca w Staples Center w Los Angeles; transmitowano je w telewizji. Bracia Jacksona, każdy w jednej rękawiczce, wnieśli na scenę trumnę z ciałem wokalisty. Kolejne osoby wygłaszały swoje mowy – od Brooke Shields, przez pastora Ala Sharptona po założyciela Motown, Berry’ego Gordy’ego. Między tymi peanami, największe hity Jacksona śpiewali Mariah Carey, Stevie Wonder czy Jennifer Hudson. W Stanach Zjednoczonych uroczystość obejrzało ponad 31 milionów widzów. W Wielkiej Brytanii było ich 6,5 miliona, w Bazyli 18 i miliony w innych krajach na całym świecie. Dodatkowo, 33 milionów internautów śledziło transmisję w sieci. Tym samym pogrzeb Michaela Jacksona był najliczniej oglądam pożegnaniem znanej osoby w historii.

Wylewność, jaką można było zaobserwować po śmierci Jacksona, pokazywała, że wciąż był popularny. Tylko w tygodniu, w którym zmarł, sprzedano ponad 2,6 miliona jego utworów w sieci i ponad 800 tys. płyt. W ciągu kolejnych sześciu miesięcy, sprzedano 9 milionów albumów w Stanach Zjednoczonych i ponad 35 milionów na świecie. Film, jaki nakręcono z materiałów z prób, „This is it”, wyświetlano w kinach przez ograniczony czas dwóch tygodni. Obraz zarobił 261 milionów dolarów, tym samym stał się najbardziej dochodowym filmem muzycznym w historii. Magazyn „Billboard” szacował, że w rok po śmierci Jacksona, jego fani wygenerowali miliard zysków dla spadkobierców artysty.

Podczas prywatnej ceremonii pogrzebowej, 3 września 2009 roku, Michael Jackson spoczął na cmentarzu Forest Lawn w Los Angeles. W ciągu kolejnych tygodni po jego śmierci, powoli na jaw wychodziły fakty z nią związane. Najbardziej wstrząsająca informacja ujrzała światło dzienne 27 sierpnia, kiedy to koroner zakwalifikował śmierć Jacksona jako zabójstwo w skutek poważnego zatrucia propofolem i benzokainą.

Propofol, mocny środek usypiający, to lek, o którym większość z nas nigdy nie słyszała. Zazwyczaj podaje się go tylko w warunkach szpitalnych, jako znieczulenie pacjentów przed operacjami. Jest bezpieczny, jeżeli pacjent jest stale monitorowany przez aparaturę mierzącą poziom tlenu, bicie serca i ciśnienie. W związku z ogromnym stresem zarówno psychicznym jak i fizycznym, związanym z koncertami w Londynie, bezsenność Jacksona przybrała na sile. Pragnąc snu, coraz częściej miał prosić swojego lekarza, Conrada Murray’a, by ten, poprzez conocne aplikowanie właśnie tego leku, pomagał mu zasnąć.

Wieczorem 24 czerwca Jackson pojawił się na próbie generalnej w Staples Center. Po tygodniach, kiedy artysta wydawał się słaby i zmęczony, tym razem sprawiał wrażenie nowonarodzonego, pełnego energii. Kenny Ortega, reżyser show, nie mógł się nachwalić formy artysty tamtego dnia. Pół godziny po północy Jackson udał się do domu, gdzie miał spędzić kolejną bezsenną noc. Próbując go rozluźnić po wyczerpującej próbie, dr Murray najpierw podał mu spore dawki leków nasennych: lorazepamu i midazolamu. Jednak do wschodu słońca Jackson wciąż nie zmrużył oka i o 10:40 rano Murray podał mu ostatnie 25 mg propofolu.

Według zeznań lekarza, godzinę później miał on się zorientować, że Jackson nie oddycha. Po kilku minutach panicznych prób reanimacji, Murray pobiec miał na dół, gdzie krzyczał o pomoc. Ówcześni ochroniarze, a za nimi Prince i Paris Jackson, pobiegli za lekarzem na górę do sypialni wokalisty, gdzie obserwowali, jak Murray rozpaczliwie próbuje ożywić ich ojca. Zanim wezwano karetkę, od momentu, kiedy odkryto, iż Jackson nie żyje, minęło pół godziny.

Osiem miesięcy później, w lutym 2010 roku, za podanie śmiertelnej dawki propofolu, dr Conrad Murray został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci. Podczas procesu, który rozpoczął się jesienią 2011 roku, dr Christopher Rogers, szef lekarzy sądowych w biurze koronera, zeznał, że chociaż Jackson ważył za mało i był zmęczony próbami, to ogólny stan jego zdrowia był dobry. Gdyby nie wydarzenia z 25 czerwca 20019 wokalista mógłby z powodzeniem w dobrej formie dożyć późnego wieku. 7 listopada 2011 roku Murraya uznano winnym i skazano na cztery lata więzienia.

Podczas procesu, Bill Whitefield, szef ochrony Michaela Jacksona w Las Vegas, został wezwany do złożenia zeznań. Sądzono, że to, co widział podczas swojej pracy może pomóc w lepszym zrozumieniu tego, co wydarzyło się w dniu śmierci Michaela Jacksona.

Bill: Tamtego ranka załatwiałem różne sprawy i wciąż zastanawiałem się, czy jechać do LA. Kiedy wróciłem do domu byłem zdecydowany na wyjazd. Kiedy tylko przekroczyłem próg domu, mój telefon rozdzwonił się jak szalony: emaile, SMS-y, nagrania na poczcie. Odebrałem połączenie od mojego znajomego.

- Hej, stary, co z tym twoim chłopakiem? – Zapytał.

- O co ci chodzi?

- Stary, twój gościu nie żyje.

- Ale kto?

- Michael Jackson!

- Przestań pieprzyć!

Nie uwierzyłem mu. Zresztą, już to przerabiałem. To musiała być kolejna plotka. Jednak mój telefon dzwonił i dzwonił. Widziałem połączenia od ludzi, z którymi miałem do czynienia w czasach pracy w Nowym Jorku i od tamtego czasu z nimi nie rozmawiałem. Przestraszyłem się. Włączyłem telewizor – na każdym kanale podawano tę wiadomość.

Javon: Byłem wtedy na zakupach w Best Buy i nagle mój telefon rozdzwonił się jak szalony. W tym samym czasie jedna z ekspedientek z działu z płytami krzyknęła: „O nie, Michael Jackson umarł!” Sięgnąłem po telefon, to był mój kuzyn Jeff. Powiedział, że faktycznie, wszyscy mówią, że pan Jackson nie żyje. Obiecał dowiedzieć się więcej i oddzwonić później.

Zamurowało mnie. Myślałem tylko o jego dzieciach: gdzie są, czy widziały ojca, kiedy umierał? Kto jest z nimi teraz? Popędziłem do domu, żeby sprawdzić wiadomości.

Bill: W telewizji widziałem ekipy dziennikarzy, którzy ustawili się przed szpitalem. To wszystko działo się naprawdę. Spiker zapowiedział oświadczenie kogoś zrodzimy. Kiedy zobaczyłem, jak Jermaine wchodzi na podium, zastanawiałem się, czy naprawdę powie to, co myślę, że powie? Robiąc pauzy i ciężko oddychając oświadczył: „Mój brat, legendarny Król Popu, Michael Jackson, zmarł…” Doznałem szoku.

Javon: Kiedy koroner potwierdził tę informację, zamknąłem się w łazience i rozpłakałem się. Patrzyłem w lustro i szlochałem, próbując złapać oddech. Wciąż myślałem o dzieciach. Gdzie teraz były? Jak to przyjęły? Przecież wcale nie znały dobrze reszty swojej rodziny, bo pan Jackson dystansował się od krewnych. Jedyną osobą, którą naprawdę znały, była pani Grace. Kto miał się nimi teraz zająć, po śmierci tatusia? Do kogo miały pójść?

Bill: Kiedy w telewizji pokazano zdjęcia z odjazdu karetki spod jego domu, zacząłem się zastanawiać, dlaczego w ogóle ją wezwano. Dlaczego sami nie zawieźli go do szpitala? Dlaczego nie zareagowali, kiedy tylko się zorientowali, że coś jest nie tak?

W kolejnych dniach zastanawiałem się, co byłoby, gdybym sam był na miejscu. Czy mógłbym coś zrobić? Czy gdybym pojechał do LA zaraz po jego telefonie, to mógłbym coś zmienić? Później upubliczniono nagranie z wezwania ratowników. Osoba dzwoniąca mówi na nim: „Mamy tu mężczyznę. Nie oddycha”. Cholera! Sam zapakowałbym go do samochodu i popędził do szpitala, który był przecież zaledwie kilka kilometrów dalej. Sam bym go stamtąd zabrał. Nie oddycha? To jedziemy! Musimy! Może faktycznie sprawy potoczyłyby się inaczej, gdybym był na miejscu. A może po prostu sam wyobrażam sobie swoją reakcję, ale naprawdę, nie sądzę, żebym po prostu siedział tam sobie i czekał na ratowników.

Wciąż zadaję sobie to pytanie: Co by było gdyby? Wciąż odtwarzam ten scenariusz w mojej głowie. Ale zdradzę wam, co nie przyszło mi na myśl, kiedy usłyszałem informację o jego śmierci. Nie pomyślałem wtedy ani przez chwilę o Conradzie Murrayu. Do głowy mi nie przyszło, że mógł mieć z tym coś wspólnego. Propofol? Nigdy o nim nie słyszałem. Kiedy pan Jackson był pod naszą opieką, nie dostawał takich leków, by zasnąć. Jestem tego pewny, bo nigdy nie spał.

Moja wiedza o Michaelu Jacksonie i lekach na receptę ogranicza się do tego, co wszyscy mogliśmy usłyszeć z mediów. A mówiono o nim sporo negatywnych rzeczy, które były tylko plotkami, dlatego zawsze starałem się krytycznie je oceniać. Faktycznie, w Virginii chciał nagle w środku nocy jechać do szpitala. To było niecodzienne. Innym razem, w Four Seasons, roztrzaskał kamerę – wtedy rzeczywiście zachowywał się inaczej. Ale nic więcej. Przez cały czas, kiedy byłem w jego obecności, kiedy miałem z nim bliski i osobisty kontakt, nie widziałem niczego niezwykłego. Michael Jackson, którego znałem, przez większość czasu czytał książkę albo pomagał dzieciom w lekcjach. Dla takiego gościa pracowałem.

W okresie mojej pracy, dr Murray odwiedził pana Jacksona trzy lub cztery razy. I to tylko dlatego, że któreś z dzieci chorowało. Paris miała grypę, Blanketa bolał brzuch. Oczywiście dr Murray mógł też leczyć pana Jacksona i potajemnie przepisywać mu lek – jeśli tak było, to zupełnie poza moją wiedzą. Murray nigdy nie przebywał w domu dłużej niż godzinę – półtorej maksimum. Nigdy nie zostawał na noc. Zatem jeżeli dr Murray pomagał panu Jacksonowi zasnąć, to z całą pewnością nie czasie, kiedy ja dla niego pracowałem. A dlaczego? Dlaczego Murray nie pojawiał się w Virginii? Albo w Jersey? Nie było go tam, bo Michael Jackson tego nie potrzebował. To wszystko przez Króla Popu. Przez hieny, które go otaczały, przez te koncerty, całą te presję. To wszystko przez Króla Popu.

Javon: Przez kilka kolejnych miesięcy zadręczałem się. Wciąż myślałem, co zrobiłbym, gdybym był na miejscu. Nie mogę z całą pewnością stwierdzić, jak bym się zachował. Jednak na pewno, gdybym był tam, kiedy stwierdzali jego zgon, czułbym się winny. Obwiniałbym się, że coś zrobiłem nie tak, że za długo zwlekałem z wezwaniem karetki. To by mnie zniszczyło, gdybym w chwili jego śmierci, był za niego odpowiedzialny. Gdyby jego dzieci pomyślały, że nie zrobiliśmy wszystkiego, by ich tatuś przeżył. Ponieważ mnie tam nie było, mogłem sprawę niejako zamknąć.

Bill: Zacząłem myśleć, że może faktycznie miało nas tam nie być. Nie mieliśmy brać w tym udziału, widzieć, jak umiera. Wszyscy, którzy byli tego świadkami, muszą z tym żyć. Zresztą, któryś fan powiedział mi o tym wprost: „On musiał umrzeć w LA. Te koncerty, presja, to musiało się tak skończyć. I może dobrze się stało, że wasze drogi rozeszły się wcześniej, że nie doszło do tego na waszej służbie. Źle byłoby, gdybyście musieli dźwigać taką odpowiedzialność.” Naprawdę? Może to jakieś brednie, ale i tak o tym myślę.

Teraz, patrząc wstecz, raczej czuję ulgę niż smutek. Zaakceptowałem to. Część mnie naprawdę nie wierzy w jego śmierć. Odszedł. Odchodzę, zostawiam to bagno, to życie. Nie ma mnie. Bo to nigdy nie wyszłoby mu na dobre. Nigdy. Nie na tym świecie. Nigdy nie żyłby tak jak ja czy wy – wstaję i wychodzę, jestem wolny. Wokół Michaela Jacksona wciąż kłębiły się sępy; nieustannie ktoś musiałby go ochraniać, obserwować każdy jego ruch i tak już zawsze. Kto chciałby takiego życia? Teraz przynajmniej odpocznie – to sobie powtarzam.

Zajęło to trochę czasu nim doszedłem do taiego myślenia. Zaraz po jego śmierci, jakiś tydzień przed uroczystościami pogrzebowymi w Staples Center, skontaktowałem się z pracownicą AEG. To ten promotor odpowiadał za organizację memoriału. Poprosiłem ją o bilety dla siebie i Javona. Jakieś dwa dni przed ceremonią, szykowaliśmy się do drogi, kiedy zadzwonił telefon. Po drugiej stronie była zapłakana kobieta. – Bill, to Joanna – powiedziała. Nie miałem pojęcia, kto to. – To ja, Joanna. Przyjaciółka.

Ach! To ona! Przyjaciółka z Virginii! – Bill, muszę zobaczyć Michaela. Muszę się z nim pożegnać. Proszę, czy możesz mi pomóc? – Szlochała.

Błagała, żebym pomógł jej dostać się na uroczystości. Dobrze mówiła po angielsku, ale z takim specyficznym wschodnioeuropejskim akcentem. Nie znała słów „uroczystości żałobne” i wciąż nazywała je „show”. Ale nie miała szans, żeby się tam dostać. Pan Jackson utrzymywał znajomość z nią w tajemnicy. Nie miała z kim się skontaktować, nikt nie miał pojęcia o jej istnieniu. Nie wiedziałem, co robić, obiecałem, że oddzwonię. Później zadzwoniłem do Javona, żeby mu o tym opowiedzieć.

Javon: Nie chciałem jechać. W tamtym czasie byłem załamany. Widziałem te wszystkie artykuły w gazetach i programy telewizyjne. Wszystko nagle było dla Michaela Jacksona, z Michaelem Jacksonem i o Michaelu Jacksonie. Nawet w „Tańcu z gwiazdami” pytano uczestników, co sądzą o jego śmierci.

Okej, jeżeli ktoś odpowiada, że to był wspaniały artysta i nigdy nie zapomnimy jego twórczości – z takimi komentarzami nie mam problemu. Ale nie mogłem znieść tych wszystkich gwiazd, które pojawiały się jak z kapelusza i kreowały się na najlepszych przyjaciół pana Jacksona, z którymi był w stałym kontakcie. Bredzili, że jeszcze rok temu gdzieś tam razem wypoczywali. Gapiłem się w telewizor i nie mogłem w to uwierzyć. Nie, nigdzie z nim nie odpoczywaliście – ja byłem z nim cały czas, was tam nie było.

Wiedziałem, że cały ten pogrzeb będzie farsą. Nie miałem ochoty brać w tym udziału. Wiedziałem, że nie zdołam utrzymać nerwów na wodzy. Nawet zapowiedziałem Billowi, że jeśli pojadę, komuś może się oberwać. Chciałem oddać honory i móc pożegnać się z Panem Jacksonem, ale wiedziałem, że na takie coś nie ma szans. Więc już przed telefonem od Billa w sprawie Przyjaciółki, nieszczególnie chciałem jechać. Zaproponowałem, żeby on reprezentował nas oboje, a mój bilet oddał jej.

Bill: Jakaś część mnie również nie chciała jechać i to z takich samych powodów. Ale byłem bardziej rozdarty niż Javon. Uważałem, że moja obecność była ważna. Oddzwoniłem do Przyjaciółki i pozostaliśmy w kontakcie do czasu jej przyjazdu do LA. W niecałą dobę przyleciała z Europy.

W dzień uroczystości, pojechałem do hotelu SLS w Beverly Hills, gdzie rozdawano bilety. Odebrałem nasze i na zewnątrz czekałem na Przyjaciółkę. Widziałem sporo ludzi, którzy zdobyli wejściówki w rozgłośniach radiowych. Można było wygrać bilet na pogrzeb Michaela Jacksona – nie uważałem tego za zbyt fortunne. W końcu zjawiła się Przyjaciółka. Wciąż płakała – wyglądała, jakby od dziesięciu dni nie przestawała szlochać. Mocno ją objąłem i przekazałem wejściówkę. Później zobaczyłem ją dopiero podczas uroczystości.

Przed Staples Center panowało istne szaleństwo. Wszędzie byli policjanci. Zaparkowałem jakieś dziesięć przecznic od budynku i ruszyłem na piechotę. Fani ustawiali się za policyjnymi barierkami, trzymali transparent i kwiaty. Widziałem ludzi w ciemnych okularach, w kapeluszach, ubranych jak pan Jackson. Były ich tysiące.

Kiedy tylko zająłem swoje miejsce od razu wiedziałem, że czeka mnie dokładnie to, czego się obawiałem. Nie miało to być prawdziwe, szczere pożegnanie, ale hollywoodzka gala, na której wypada się pokazać. Wokół widziałem mnóstwo znanych osób – wszyscy pochłonięci rozmowami, śmiechami. Nawet Kardashianowie tam byli. Javon mógłby naprawdę tego nie znieść, gdyby był na miejscu.

W moim sektorze było około 1500 osób – może czterdzieści czy pięćdziesiąt z nich naprawdę pogrążone było w smutku. Dostrzegłem dziewczynę z czerwonego samochodu, który parkował przed Monte Cristo. Była tam. Pomyślałem sobie, że właśnie tacy ludzie powinni tu teraz być. Że trzeba było wyprowadzić tych wszystkich zakłamanych dupków i otworzyć drzwi dla prawdziwych fanów. To oni zasłużyli, żeby tam być. Tylko fani nigdy go nie opuścili. Zawsze, kiedy mówili mu, że go kochają, on odpowiadał, że kocha ich bardziej. I naprawdę tak czuł. Dla niego znaczyli o wiele więcej niż on dla nich. Dbał o nich tak bardzo, że w pewnym sensie relacja z nimi była jedyną stałą w jego życiu – jego prawdziwą miłością.

Nie dbałem o to, kto pojawia się na scenie, Pochłonęły mnie własne myśli. Miałem wrażenie, że wszyscy ci ludzie żegnają kogoś innego niż ja. Występowali Usher, Mariah Carey, John Mayer – w ogóle nie zwracałem na nich uwagi. Przyjaciółka miała rację – to nie był pogrzeb, ale show. Dokładnie tak.

Pod koniec na scenę weszła rodzina Jacksonów. Któreś z rodzeństwa powiedziało kilka słów, a później usłyszałem: „Paris chce jeszcze coś powiedzieć.” Od razu sięgnąłem po mój płaszcz i założyłem ciemne okulary. Wiedziałem, że rozpłaczę się, kiedy tylko usłyszę jej głos. Wystąpiła do przodu, podano jej mikrofon. „Tatuś był najlepszym ojcem, jakiego można sobie wyobrazić” – po tych słowach coś we mnie pękło. Nie usłyszałem nawet, co mówiła dalej. To było dla mnie zbyt bolesne. Nie chciałem tego słyszeć.

Później się rozpłakała – wtedy zdałem sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie widziałem jej we łzach. Ta dziewczynka zawsze była radosna i roześmiana. Zresztą tak samo jak jej bracia. Prince płakał tylko raz, kiedy musiał zostawić z nami psa w New Jersey – to był jedyny wyjątek. Poza tym nigdy nie widziałem, żeby te dzieci płakały, coś je bolało, albo by były złe. To były najszczęśliwsze dzieci. Kochały się wzajemnie i kochały swojego tatusia. Tworzyli razem najszczęśliwszą rodzinę.

Po słowach Paris, Marlon Jackson podziękował wszystkim za przybycie. Razem z braćmi zniósł trumnę ze sceny. Z głośników popłynęły dźwięki „Man in the mirror”, ludzie krzyczeli: „Kochamy cię, Michael!” Przyglądając się temu wszystkiemu, ciągle powracałem myślami do jednej rozmowy z Grace. Miała ona miejsce w domu przy Monte Cristo, na początku mojej pracy. Byliśmy w garażu, składałem jakiś sprzęt. Pan Jackson poprosił ją, żeby się z kimś skontaktowała, a ponieważ od jakiegoś czasu jej się to nie udawało, powoli zaczynała się złościć.

- Szef chce, żebym dodzwoniła się do tej osoby, zostawiam wiadomości i nikt do mnie nie oddzwania. Jakby zapominał czasem, że niektórzy ludzie po tej całej aferze nie chcą mieć z nim nic wspólnego.

- Jakiej aferze? Co masz na myśli?

- Proces. Od tego czasu wiele osób po prostu nie oddzwania.

Tym wyznaniem próbowała dać mi do zrozumienia, czego powinienem się spodziewać w nowej pracy.

– Kiedy go uniewinniono, urządziliśmy na jego cześć przyjęcie w Neverlandzie. Nikt nie przyszedł – powiedziała.

- Nikt?

- Kilka osób, ale niewiele.

Opowiedziała, że na liście gości byli wszyscy ci, z którymi pan Jackson pracował na przestrzeni lat. Zaproszono niemal trzysta osób. Na miejscu zjawiło się może z pięćdziesiąt. A wiele z nich to byli ludzie, którzy pracowali dla niego – obsługa Neverlandu, prawnicy. Ludzie, którym niejako płacił za obecność. Wszyscy inni dzwonili z przeróżnymi wykrętami. – Ale on wiedział – powiedziała Grace. – On wiedział, dlaczego się nie zjawili. Ludzie wydzwaniali do niego i mówili, że go kochają, że się za niego modlą, ale niewielu z nich publicznie się do tego przyznawało. Wiele osób zachowywało się jak jego przyjaciele, podczas gdy nigdy nimi nie byli. Skoro znajomość z nim nie przyniesie im zysku, to znikają.

Po procesie pan Jackson naprawdę chciał wierzyć, że jego życie będzie jak wcześniej. Sądził, że świat uwierzy w jego niewinność, w to, że oskarżenia były nieuzasadnione i wszyscy na nowo się ku niemu zwrócą i znów go pokochają. Ale tak się nie stało i to złamało mu serce. Widzieliśmy procesy i zeznania, jedni pozywali innych, wszystkie te sprzeczki o to, kto lub co zabiło Michaela Jacksona. Dla mnie odpowiedź jest oczywista.

Kiedy siedziałem tam w Staples Center, przyglądałem się wszystkim tym ludziom wokół mnie i nie mogłem przestać myśleć o tamtej rozmowie z Grace. Chciałem zostać sam z moimi myślami, by w skupieniu móc pogrążyć się w żałobie. Ale nie mogłem, bo targała mną złość, która przejęła kontrolę nad wszystkim. Ci ludzie, jeden za drugim, pojawiali się na scenie i opowiadali, jakim to wspaniałym przyjacielem był Michael Jackson, jak wiele dla nich znaczył, a ja pytałem tylko: gdzie oni byli? Gdzie oni wszyscy byli, kiedy każdego dnia telefon milczał? Gdzie byli, kiedy nie mógł spać i nie miał do kogo się odezwać? Albo dlaczego podczas urodzin Paris tylko ochroniarze i niania przyglądali się dziewczynce, kiedy otwierała prezenty? Gdzie oni wszyscy byli, kiedy wyrzucano go z hoteli, dzieciaki żyły na walizkach, a my nie mieliśmy nawet na benzynę? Gdzie oni wszyscy wtedy byli?

Gdzie byli ci wszyscy ludzie, kiedy on ich potrzebował?



/Rozdziału z podziękowaniami nie będę tłumaczyć/

***



Przy okazji tego tłumaczenia żegnam się z mjtranslate. Nie wiem, czy na zawsze, ale zapewne na dłuższą chwilę.

Dziękuję Wam wszystkim za Waszą wyrozumiałość i przepraszam za czas oczekiwania na kolejne tłumaczenia, za braki (zwłaszcza korekty!) i niedoskonałości przekładu. Dziękuję za Wasze komentarze i uwagi.

Do zobaczenia!

- Anialim



Autor tłumaczenia: anialim


Masz uwagi do tekstu? Podoba Ci się tłumaczenie? A może zauważyłeś błąd? Napisz!


Please leave following field blank:

Komentarze

18/07/17 18:37 Violetta
Dziękuję.

01/02/17 21:25 stały gość
Anialim, bardzo dziękuje że dokończenie tłumaczenia. :)

27/01/17 14:24 teri
Anialim, dziękuję Ci bardzo za włożony trud w tłumaczenie i uciechę naszych serc. Dziękuję .

27/01/17 02:08 ZD
Anialim,serdecznie dziękuję za Twoją tytaniczną pracę włożoną w tłumaczenia, za umożliwienie nam poznania tylu faktów..Dziękuję raz jeszcze..Mam nadzieję,że jeszcze tu zawitasz..

26/01/17 15:24 juka
Anialim, kochana, bardzo dziękuję za Twoje tłumaczenia, za Twój wysiłek i miłość do Michaela.

26/01/17 00:14 gość
Dziekuje...

25/01/17 22:18 gość
Dziękuję.

25/01/17 22:05 gość
Kolejna nieścisłość ,coś się Grace pomyliło ,na przyjęcie po procesie przyszło mnóstwo osób ,tylko Michaela nie było ,bo pojechał do szpitala z powodu odwodnienia ...była cała dyskusja na ten temat na mjjc .To chodziło o inne przyjęcie w 2003 roku ,kiedy nowe oskarżenia zostały podane do wiadomości publicznej .

25/01/17 21:47 @neta
Ścisnęło mnie za serce...przypomniałam sobie te dwa przepłakane non stop miesiące i smutny, przytaczający a jednocześnie cudowny czas.Takiej integracji nie czułam nigdy wcześniej.Minęło już 8 lat,nie wiem kiedy, a wciąż jest trudne do zrozumienia i zaakceptowania.Dziękuję Anialim a Twoją wspaniałą pracę...wracaj proszę za jakiś czas <3

25/01/17 21:28 gośćH
Dziękuję Anialim mam nadzieję, że do zobaczenia.

25/01/17 21:21 MJJ
Anialim jesteś cudowna! dziękuję 💖 i mam nadzieję... do zobaczenia!

25/01/17 21:07 Michaelina
Droga Anialim, dziękuję za wszystko co zrobiłaś dla Michaela i dla nas, fanów L.O.V.E.

25/01/17 20:12 ♥ Jolanta ♥
Oskarżenia ,a potem ludzki ostracyzm , złamał serce Michaela, sprawił,że dzieci straciły kochającego ojca, a świat wspaniałego artystę..... Czasami w chwilach zadumy , myślę sobie jak potoczyłoby się życie Michaela ,gdyby koncerty TII doszły do skutku , czy Michael wytrzymałby trudy 50-ciu koncertów, czy kupiłby wymarzony Wonderland w Las Vegas, jakie byłoby życie Paris, Blanketa i Prince , co stałoby się z Neverland... tysiące pytań ciśnie się na usta , niestety, odpowiedzi już nigdy nie będzie...................Dziekuję ... anialim... za wszystkie tłumaczenia dla nas fanów <3

25/01/17 20:01 gośćFan J
Jeszcze raz,serdeczne podziekowanie za tlumaczenie Anialim.)